Dyrektor Muzeum Auschwitz, dr Piotr Cywiński, w trakcie obchodów 77. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu powiedział: Hasło „Nigdy więcej” nie powstało po wojnie. Było je już słychać w obozie. I nie był to krzyk o wieczną pamięć, ale o opamiętanie. Artykuł z ostatniego wydania dwutygodnika "Wiesz Co".


24 lutego 2022 roku wszyscy przecieraliśmy oczy ze zdumienia, w niedowierzaniu, wstrząśnięci, zszokowani. Od zakończenia jednej z najkrwawszych wojen na kontynencie europejskim minęło już tyle dziesięcioleci i nagle wydarzyło się coś, co jak wszyscy mieliśmy nadzieję, miało się nigdy więcej nie powtórzyć. Miejsce opamiętania zajęło opętanie. Za 3 lata będziemy obchodzić 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej. Świętowalibyśmy 80 lat względnego spokoju w Europie. Świętowalibyśmy... Dzisiaj na naszych oczach rosyjskie rakiety spadają na Ukrainę, rosyjscy żołdacy torturują i zabijają cywilów, a niektórzy Ukraińcy wywożeni są do obozów filtracyjnych zakładanych przez agresora. Ból, strach, wygnanie, rozpacz i śmierć ludzi za naszą wschodnią granicą uświadamiają nam, że nic nie jest dane na stałe, nawet pokój, który jak się wydawało, już na zawsze rozgościł się w Europie.

Hasło „Nigdy więcej” zostało poturbowane, podeptane, zgwałcone, rozjechane, spalone i zniszczone przez rosyjską hordę. Dlatego dzisiaj będzie o jednym z niemieckich obozów koncentracyjnych, który w latach 1940-1945 funkcjonował obok niewielkiej wsi Gross-Rosen (obecnie Rogoźnica w powiecie świdnickim), o maszynie zagłady, która w czasie II wojny światowej unicestwiła tysiące ludzkich istnień. Ku pamięci.


Pierwszy transport więźniów dotarł do nowego obozu w dniu 2 sierpnia 1940 roku. Zmuszano ich do ciężkiej i długiej (12 godzin na dobę) pracy w pobliskim kamieniołomie granitu. Niedostateczna opieka lekarska, głodowe racje żywnościowe, nieludzkie traktowanie więźniów przez załogę SS i więźniów funkcyjnych oraz wprowadzony terror wpływały na bardzo wysoką śmiertelność wśród uwięzionych. Obóz ten był uważany za jeden z najcięższych wśród innych funkcjonujących obiektów tego rodzaju. Od chwili powstania do 1 maja 1941 roku obóz działał jako filia obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, od tej daty otrzymał status obozu samodzielnego. W 1944 roku znacząco go rozbudowano. Wtedy też powstały liczne jego filie (około 100), znajdujące się głównie na terenie Dolnego Śląska, Sudetów i Ziemi Lubuskiej. Łącznie przez obóz macierzysty i jego filie przeszło około 125 tys. więźniów (w tym również tych nierejestrowanych, przewożonych do obozu od razu na egzekucję). Byli to głównie Żydzi (z różnych państw europejskich), Polacy i obywatele Związku Radzieckiego. Liczbę ofiar obozu Gross-Rosen szacuje się na około 40 tys. istnień. W czasie jego ewakuacji, w transportach (czasami nawet kilkutygodniowych) zginęło wiele tysięcy kolejnych więźniów.


Ostatni transport z więźniami wyjechał z obozu 13 lutego, dzień później na jego teren wkroczyła Armia Czerwona. Polskie władze oficjalnie przejęły obóz w marcu 1947 roku, od razu przystępując do uporządkowania terenu oraz zabezpieczenia tego, co po nim zostało. Zatrudniono dozorców, a bezpośrednim opiekunem został świdnicki oddział miejski Związku Byłych Więźniów Politycznych. Później obozem opiekowali się kolejno: miejscowy oddział Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau (opiekę merytoryczną pełniło od lat 50.), Muzeum Historyczne we Wrocławiu (od początku lat 70.), Muzeum Okręgowe w Wałbrzychu (na skutek zmian administracyjnych i powstania województwa wałbrzyskiego) i Samorząd Województwa Dolnośląskiego (od 01.01.1999). Pierwszą ekspozycję muzealną zaprezentowano w 1958 roku. Pięć lat później obóz wpisano do Krajowego Rejestru Zabytków, a 38 lat po wojnie, w dniu 21 kwietnia 1983, powstało Państwowe Muzeum Gross-Rosen. Od 1983 roku siedziba muzeum mieściła się w Zamku Książ, w 1987 – w baraku przy ul. Starachowickiej, a od 1998 roku – w dzielnicy Konradów, przy ul. Szarych Szeregów.


Na terenie obozu znajduje się pomnik-mauzoleum (z prochami więźniów) autorstwa Adama Prockiego, odsłonięty jesienią 1953 r. Początkowo pomnik zdobiła postać z brązu, którą zdjęto w 1963. W 1985 roku do pomnika dobudowano dwa skrzydła, w których umieszczono ziemię pobraną z terenu podobozów.


W latach 70. Alfons Szyperski napisał krótki artykuł o tym, jak w 1946 roku odwiedził to miejsce zagłady. Zatytułował go „Jak odkrywałem okolice Wałbrzycha? Gross-Rosen”. Maszynopis udostępniła córka A. Szyperskiego, Maria Lipińska. Zapraszam do lektury:


„Do pierwszych moich publikacji sudeckich należała broszura pt. Gross-Rosen, wydana w Świdnicy w roku 1946 przez Polski Związek Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Niewielka ta broszurka, lecz pierwsza polska, ilustrowana siedmiu zdjęciami, przedstawia dziś pozycję unikalną. Wiedzieliśmy, pierwszy przesiedleńcy w Wałbrzychu, że obóz ten leżał w powiecie jaworskim. Jadę więc pociągiem, w maju 1946 roku do Starostwa Powiatowego w Jaworze, ale dokładnej informacji nie otrzymałem. Tylko jeden urzędnik słyszał, że miejsce to ma się znajdować bliżej Strzegomia. Odbywam tedy wędrówkę 10-kilometrową, z powrotem pieszo, bo pociągi kursowały rzadko. O autobusach nikt nie marzył. Słońce świeciło, szosa gładka, pusta, na urodzajnych polach krzątali się rolnicy. Po dwóch godzinach marszu docieram do wsi Rogoźnica. Duża, ładne zabudowania, gospodarność rzucająca się w oczy. Ale gdzie obóz?


Przygodny człowiek mówi mi, że na wzgórze za wsią ciągną nieraz grupki ludzi. To pewnie tam. Po paru minutach zauważam szyny kolejki wąskotorowej, a wyżej sznur żelaznych lor, stojących na bocznicy blisko budynku, na którym widnieje napis: Granitwerk Gross Rosen, czyli kamieniołom obróbki granitu. To tu. Tu mieściły się biura administracyjne. Na pobliskim placu leżały bloki różnej wielkości, stosy kostki, szpiczaste dłuta żelazne, którymi więźniowie ciosali kamienie i inne narzędzia pracy. Gotową kostkę odwoziła mała lokomotywa. Kamieniołom leżał od roku nieczynny. Przedstawiał olbrzymią jamę o ścianach ostro ściętych lub warstwicowych, nierówno wystających. W tej jaskini głazów do końca wojny pracowało mrowie niewolników przymierających z głodu i trudu. Do właściwego obozu prowadziła od szosy brukowana jezdnia, przy której stały garaże, warsztaty, magazyny materiałowe, kuchnie dla obsługi, domki dla esesmanów. W pokoikach pozostały jeszcze piece kaflowe i łóżka żelazne. Przez ciężką żelazną bramę wchodziło się na obszerny plac. Nad bramą galeria trębacza i budka posterunku. Ogromy czworobok zamyka 3-metrowy kolczasty płot, wspierany słupami z betonu, na których widać izolatory, druty elektryczne i reflektory. Co odcinek wieżyczka wartownicza z gniazdem na karabin maszynowy. Za ogrodzeniem jeszcze zasieki druciane. Ucieczka z tego cyrku szatana była wykluczona. Pierwszy barak za bramą nosi napis: Aufnahme Bad. Są tu piece parowe, hermetyczna komora do odwszawiania i rozbieralnie. Tu nowym więźniom dawano pasiaki, które pozostały jeszcze w niektórych barakach. Zabierano odzież prywatną i obuwie.


Widzę duży bunkier w piwnicy, bardzo podejrzanej konstrukcji. Na placu apeli leży obalony słup szubienicy. Kat oznaczał ilość egzekucji przez wbijanie gwoździ ponad korbą. Jest ich dużo. Czy otrzymywał premię od sztuki? Tak chodząc po świeżym jeszcze obozie spotykam dwóch zwiedzających. Jeden z nich był tu jakiś czas więźniem. Mam więc żywego informatora. Duża szubienica znajdowała się o paręset metrów dalej, w pobliżu urządzeń krematoryjnych i ściany śmierci. Ściana śmierci przedstawia naturalne zbocze pagórka, osłonięte krzewami, jakby nieco wgłębioną piaskownię. Tu rozstrzeliwano więźniów, którzy nie „zasłużyli” na szubienicę lub śmierć gazową.


Z pieców krematoryjnych pozostał tylko jeden, mniejszy, o bardzo długim kominie, fabrykacji berlińskiej ze znakiem firmowym: 113k, Kubitz, Berlin, 4/49, 9,5. W żużlu koksowym, porozrzucane dookoła pieca, znajdujemy zwęglone kości ludzkie. Obok leży przyrząd do wsuwania zwłok. Za krematorium widzimy dół z prochami. Blisko niego leżą blaszane urny w opakowaniach jak nadeszły z fabryki. Do tych urn wsypywano prochy spalonych ciał i posyłano je na życzenie rodzinom za opłatą trzech marek. O autentyczności prochów nie było oczywiście mowy. W innym miejscu przykuwają nasz wzrok stosy spalonych butów. Obok leży jeszcze wiele porozrzucanego obuwia, którego nie zdołały objąć płomienie ognia.

Przeważa damskie i dziecięce. Wszędzie szukali oprawcy pieniędzy i biżuterii. Nie brakło w Gross Rosen, obozie „pokazowym”, szpitali, nawet basenu kąpielowego na wolnym powietrzu, poczty i kina! Porządek i fałsz, pozory humanitaryzmu i zamaskowane ludobójstwo! W obrębie obozu pracowało kilka zakładów przemysłowych, jak tkalnia, oddział berlińskiej firmy Siemens, produkujący aparaty do samolotów oraz fabryka radiosprzętu. To miejsce kaźni miało swoje filie w Kamiennej Górze, Nachodzie, Zgorzelcu itd. oraz stacje pomocnicze, na przykład w Książu, gdzie więźniowie drążyli w skale tunele na kwaterę dla „wodza” i jego sztabu. Z biegiem lat wiele dowodów martyrologii więziennej uległo zniszczeniu. Mimo to ponure świadectwo męczeństwa daje lokalne muzeum. Pamięć ofiar uczcił wymowny pomnik”.



Opr. Piotr Frąszczak

Bibliografia:
1.Szyperski A., Jak odkrywałem okolice Wałbrzycha? Gross-Rosen /maszynopis/, Wałbrzych, lata 70. (ze zbiorów Marii Lipińskiej)
2.www.dzieje.pl (dostęp 10.04.2022)
3.www.gross-rosen.eu (dostęp 10.04.2022)
4.www.pl.wikipedia.org (dostęp 10.04.2022)


FOTO:


Wejście na teren obozu (Fot. Nowak S., zbiory www.polska-org.pl, lata 60.)




Wizyta w obozie w trakcie szkolnej wycieczki Szlakiem Zamków Piastowskich (Fot. kronika Zespołu Szkół im. A. Mickiewicza przy ul. Młynarskiej 29, rok 1964)



Pomnik-mauzoleum na terenie obozu, jeszcze z postacią z brązu (Fot. www.fotopolska.eu, 1963 rok)



Piec krematoryjny, w tle pomnik-mauzoleum (Fot. www.fotopolska.eu, lata 60.)




Czytaj też:
Region: to są moje dziewczyny. Dziewczyny z Gross-Rosen
DUŻE ZMIANY W MUZEUM GROSS ROSEN
GDY ZAMEK KSIĄŻ BYŁ NAZISTOWSKIM OBOZEM PRACY
WAŁBRZYCH: ŁUKASZ KAZEK Z III LO O DROBNYCH GESTACH, KTÓRE RATOWAŁY LUDZKIE ŻYCIE
POWIERNIK POKAŻE ŚWIATU HISTORIĘ OKOLIC WALIMIA
Kolejne ekshumacje na terenie Muzeum Gross-Rosen
HISTORIA PEWNEGO POCHÓWKU PRZY ZAMKU KSIĄŻ I DWÓCH EKSHUMACJI


Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie pdf na stronie www.wieszco.pl