Nasi Czytelnicy znają już księżnę Daisy von Pless, nazywaną czasem najsłynniejszą wałbrzyszanką, całkiem dobrze - znają trzpiotowatą bywalczynię balów, nieszczęśliwą żonę, zaangażowaną w potężne projekty charytatywne opiekunkę poddanych... ale zapewne nieraz zastanawiali się, jaka była pod koniec życia, kiedy choroba i los odebrały jej wszystko? Teraz już wiemy - my, polscy czytelnicy.


Miała o czym pisać...

A zatem jest rok 1935. Księżna Daisy, czyli Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, z domu Cornwallis-West ma 62 lata i za sobą życie, w którym wydarzyło się tyle, że starczyłoby na kilka ciekawych biografii. Życie, w którym była tym, kim blisko sto lat później stała się Lady Di, czyli kobietą z pierwszych stron gazet, do tego skoligaconą lub zaprzyjaźnioną z największymi rodami, której ślub i małżeństwo interesowało cały kontynent i Stany Zjednoczone, jeżdżącą w wartych fortunę sukniach z imprezy na imprezę. A potem niekochaną i zdradzaną żoną, nie zawsze szczęśliwą matką, walczącą zawzięcie o lepszy byt mieszkańców swoich ziem księżną, platonicznie zakochaną damą, niespełnioną (choć w pewnym sensie spełnioną) artystką, a wreszcie oddaną siostrą Czerwonego Krzyża, niedoszłym dyrektorem szpitala, główną postacią szpiegowskiej afery i nieustającym źródłem zarobku skandalizujących gazet. I w końcu kobietą porzuconą przez męża, zniszczoną przez nieubłaganą chorobę, która odebrała jej wszelką możliwość aktywności i skazała na pomoc innych - a los skazał na biedę.



Jaka jest zatem ta wielka pani, która już wie, że nigdy więcej nie wstanie z wózka inwalidzkiego, że życie już zawsze będzie gdzie indziej, że przyszłość - polityczna, rodzinna, finansowa - nie jawi się wcale różowo, a choroba, dziś znana jako stwardnienie rozsiane, nie będzie miała litości? Czy ciągle wspomina przeszłość, nieutulona w smutku, czy żyje gniewem na winnych tego stanu rzeczy, czy wciąż przegląda archiwalne zdjęcia i ogląda nie służące już ozdobie klejnoty, czy jest zgorzkniała, ponura i złośliwa?

Nie

Uderzającą cechą ostatniego tomu pamiętników Daisy, czyli "Co przemilczałam", jest jego pogodny ton. Kiedy wspomina ludzi, widzi w nich więcej zalet niż wad i umie wiele wybaczyć. Kiedy analizuje - politykę, literaturę, salony, obyczaje, życie współczesne - mając dużą dozę życiowej mądrości potrafi dostrzec nadzieję i remedium. Kiedy patrzy na młodych, cieszy się z ich towarzystwa. Widać, że choroba, która powoli miażdży jej ciało, umysł zostawia nietknięty.

- Dwa pierwsze tomy pamiętników Daisy, czyli „Daisy, księżna von Pless, o sobie” i "Lepiej przemilczeć", były oparte na jej dziennikach, które pisała przez 25 lat. Trzecia książka to jej wspomnienia i przemyślenia. Pisze o tym, w jakim kierunku powinien iść zmieniający się na jej oczach - mamy połowę lat trzydziestych - świat. To właściwie książka filozoficzna. A pierwszy tom, w 1928 roku, napisała, żeby zarobić na życie. Były to ciężkie czasy, drastyczna inflacja, alimenty, które otrzymywała, po przeliczeniu okazywały się bezwartościowe i rzeczywiście, udało jej się dużo zarobić na tych książkach, które zostały przełożone na niemiecki, francuski, szwedzki, potem polski. Dziś są one jednymi z najważniejszych źródeł historycznych epoki wiktoriańskiej i edwardiańskiej - mówi Barbara Borkowy.



A jaka twarz autorki wyziera spoza filozoficznych przemyśleń, wspomnień i historycznych relacji o europejskich władcach i arystokratach?

- Daisy da się lubić. Osobiście bardzo ją polubiłam. W trzecim tomie przytacza wiele zabawnych historii, była znana jako osoba wesoła, lubiąca zabawę i dobre żarty. Pod koniec z dużą dozą humoru opowiada o wypadku na łodzi, który był bardzo poważny i mogła po prostu utonąć, będąc już osobą na wózku, ale jest to dla niej ciekawa przygoda. Od kobiety chorej, inwalidki, spodziewalibyśmy się nuty zgorzknienia, ale ona opisuje świat z takim samym optymizmem i entuzjazmem, jak wtedy, kiedy miała 20 lat - zauważa Barbara Borkowy. O mężczyznach Daisy też pisze sporo i z zainteresowaniem, jednak bardziej dzieli się obserwacjami niż wzdycha za czasami, kiedy słali się u jej stóp. A o swojej chorobie wspomina tylko raz, opisując okoliczności jej pojawienia się.



Nie sposób się nie zachwycać opisami przyrody w Alpach, gdzie księżna gościła w trakcie pisania trzeciego tomu i kiedy tylko mogła, wybierała się w plener na piknik, nawet zimą albo podczas deszczu! Pozostawiła nam przepis pewnego Irlandczyka na genialne ziemniaki pieczone w ognisku, a kiedy zapadał wczesny zimowy zmierzch, zakutana w swoje futra cieszyła się widokiem wschodzącego księżyca i szumem rzeki, w każdej jodle widziała indywidualność i czuła jedność z naturą, a przy herbacie ugotowanej na ognisko wszyscy rozmawiali o duchach i wróżkach. W książce znajdziemy jej zdjęcie, kiedy w kopnym śniegu siedzi na swoim wózku przed domem, w wielkim białym futrze, z ukochanymi pekińczykami u stóp i uśmiecha się radośnie. A przecież stwardnienie rozsiane to nie tylko postępujący paraliż, to także problemy ze wzrokiem i innymi funkcjami ciała, tak zwane zespoły bólowe oraz ciągłe i agresywne bóle neuropatyczne, które nawet dziś trudno znieczulić.

Taka księżna Daisy może być patronką wszystkich kobiet - i wszystkich osób - które będąc już seniorkami lub seniorami, zmagają się z utratą zdrowia, depresją i samotnością.
Bo na depresję też okresowo cierpiała, choć wspomina o tym rzadko, widać to w cytowanych listach jej szwagra Fritza, czy platonicznej miłości, "Maxla".



Umysł niepospolity

Daisy padała czasem ofiarą szyderstwa wykształconych pań swojego czasu, między innymi Virginii Woolf, i rzeczywiście nie otrzymała gruntownej edukacji, jednak jej książka jest tak pełna aluzji do literatury, sztuki i wydarzeń oraz postaci historycznych, że podczas gdy ona sama umieściła w niej ledwie 20 przypisów, Barbara Borkowy musiała ich sporządzić 420, żeby książka była zrozumiała dla współczesnego polskiego czytelnika. I stworzyła w nich praktycznie kolejne opracowanie na temat księżnej von Pless. Nad ich sporządzaniem i tłumaczeniem 300-stronicowej książki siedziała przez 6 miesięcy. Teraz możemy zapoznać się z owocem tej pracy, jest już dostępny w zamku Książ.



Bardzo piękny zachód słońca

Znajdujemy jego opis z Alp Bawarskich na ostatniej stronie pamiętnika. Daisy jest zafascynowana ogniskiem i ogniem, poświęca kilka stron, żeby się tym podzielić. Światło zachodzącego słońca opromienia świat przedstawiony w pamiętnikach, świat, który za chwilę przestanie istnieć. Wiosną 1935 roku księżna jest szczęśliwa - z powodu Książa. To ostatnie zdania jej książki:

3 kwietnia 1935, Monachium. Kilka dni temu napisałam na tych stronach, że nic niespodziewanego czy cudownego nie zdarzy się już Daisy. A jednak coś się zdarzyło... Jadę do domu [Książa], który nierozsądnie i niepotrzebnie opuściłam dwanaście lat temu, do miejsca, do którego należą moje dzieci. Nieważne, jak długo byliśmy osobno, dobrze się stało, że teraz będziemy nareszcie żyć razem w spokoju i zrozumieniu.

Niestety życie nie spełni tych nadziei. Na początku, w czerwcu 1935, Daisy dostaje w Książu zawału serca. Potem aresztowany przez gestapo w początkach 1936 roku najmłodszy syn księżnej, schorowany Bolko, odcięty w więzieniu od dostępu do leków umiera 2 miesiące po uwolnieniu - uwolnieniu, które zawdzięczał być może temu, że matka zastawiła swoją biżuterię, żeby zdobyć potrzebną sumę. W październiku 1937 roku były mąż postanawia zabrać Daisy z hitlerowskich Niemiec, w których atmosfera gęstnieje coraz bardziej, do polskiej Pszczyny. Księżna jest zachwycona, niestety jej kuzynka Ena nieostrożnie dzwoni do Anglii i opowiada o tych planach. Rano dom otaczają esesmani i Daisy zostaje więźniem Książa. W styczniu 1938 roku umiera  książę Jan Henryk XV i kończy się nadzieja na przebaczenie i spokojne życie razem.



Ale wcześniej jego najsłynniejsza mieszkanka wspomina Książ kilka razy na kartach "Co przemilczałam", między innymi opowiadając anegdotę o przebudowie i drzwiach trzech cesarzy.

Pożegnalny występ Daisy dobiega końca. Nauczyłam się jednak od Patti Albani i Nellie Melby (znanych współczesnych jej śpiewaczek operowych), że "pożegnalny występ" niekoniecznie musi być występem ostatnim - tymi słowami autora pamiętnika żegna się z czytelnikami.


A co przemilczała?

Jak mówiła na swoim spotkaniu autorskim Barbara Borkowy, badaczka dziejów księżnej von Pless, tłumaczka drugiego tomu pamiętników i autorka biografii "Siostry", w książce można odnaleźć wiele listów od mężczyzn, którzy kochali Daisy. Nie ma jej odpowiedzi i widzimy zawsze tylko jedną stronę medalu, ale teraz zdradza ona ich nazwiska.



- Myślę, że te listy mogą być dla czytelników dość dużym zaskoczeniem. Nie mamy listów Daisy, nie mówimy też raczej o romansie, bardziej o fascynacji, uczuciowych przyjaźniach. Nie da się jej oskarżyć o zdradę męża i zachowanie, które przyniosłoby ujmę jej pozycji. To, o czym nigdy nie mówi, to homoseksualizm jej średniego syna, widać też, że jest dla niej trudna sprawa dotycząca wielkiego księcia Adolfa Friedricha VI von Mecklemburg-Strelitz, który był w niej zakochany i popełnił samobójstwo, ponoć z jej powodu - zauważa tłumaczka.

W książce o takim tytule można by się spodziewać ujawnienia szeregu skandali, demaskowania ludzkich słabości czy jadowitych anegdot. A dowiadujemy się z niej, że Daisy wciąż kocha ludzi, choć czasem ją śmieszą. I jest wdzięczna za tych, których spotkała. A o swoim życiu pisze, że chętnie przeżyłaby je ponownie - także każdy ból, cierpienie i udrękę.

Co jeszcze przemilczała? - Istnieje zupełnie nieznany tom pamiętników obejmujący dwa pierwsze lata małżeństwa księżnej, opisujący okres macierzyństwa, wyprawę do Indii, miesiąc miodowy. Zachował się w jej willi w Napoule, nigdy nie został wydany drukiem i jeśli to się wydarzy, będzie to zupełnie nowy materiał, nieocenzurowany ani przez Daisy, ani przez jej wydawców - mówi Mateusz Mykytyszyn, pracownik zamku i prezes Fundacji Księżnej Daisy von Pless. Ten zeszyt został zdeponowany przez spadkobierców księżnej w Muzeum Zamkowym w Pszczynie.



Nieznane wiadomości o zmarłej wiele lat temu księżnej zebrała także, przede wszystkim w dawnej prasie, Barbara Borkowy. - W swoich badaniach dotarłam do nowych źródeł i faktów z życia Daisy, a moje badania z ostatnich trzech lat zostaną państwu udostępnione w drugim wydaniu "Sióstr". Ze względu na sławę księżnej prasa komentowała każdą jej wizytę w Anglii. Potrzebne są  jeszcze dokładniejsze badania, bo w archiwach mogą kryć się jeszcze skarby - ujawniała tłumaczka i biografka książańskiej Stokrotki.

Obecni na spotkaniu miłośnicy Daisy pytali między innymi o repertuar jej charytatywnych koncertów - jak odpowiadała Barbara Borkowy, opracowała kompletną listę piosenek w języku angielskim, niemieckim i francuskim, które księżna wykonywała publicznie. Prosili też o ponowny przekład pierwszego tomu pamiętników Daisy, obszernego "Tańca na wulkanie" (tłumaczenie tytułu niemieckiego), wydanego w Polsce w 2003 roku, w którym zostały pominięte spore fragmenty.

Ostatni w tym roku odcinek "Historii na żywo" już 16 grudnia - Magdalena Woch, wieloletnia pracownica zamku Książ przedstawi swoją książkę właśnie jemu poświęconą.



O księżnej Daisy von Pless pisaliśmy:
LEŚNE SANATORIUM: OSTATNI DAR KSIĘŻNEJ DAISY DLA WAŁBRZYCHA (FOTO)
JUŻ WKRÓTCE TRZECI TOM PAMIĘTNIKÓW NAJSŁYNNIEJSZEJ WAŁBRZYSZANKI
KSIĘŻNA DAISY I JEJ BOŻE NARODZENIE DLA MIESZKAŃCÓW
KSIĘŻNA DAISY: PROJEKT HEIDELBERG: DZIKA GÓRSKA REZYDENCJA
MA FANTAISIE - ODBUDOWAĆ ZAPOMNIANĄ REZYDENCJĘ KSIĘŻNEJ DAISY?


ZAMEK KSIĄŻ: ODKRYTO PAMIĄTKĘ PO DAISY I JEJ MĘŻU (FOTO)
KSIĄŻ: AMFITEATR TO NIE AMFITEATR (ZDJĘCIA)
WAKACYJNE WYPRAWY - WERSJA KSIĄŻĘCA (FOTO)
KSIĄŻ: KSIĘŻNA DAISY LUBIŁA IMPREZOWAĆ W KARNAWALE, ALE... (FOTO)

KSIĘŻNA DAISY NOSIŁA NA SOBIE MAJĄTEK. I LEGENDĘ (FOTO)

WAKACYJNE KLIMATY: JEZIORKO DAISY (ZDJĘCIA)
KSIĘŻNA DAISY I JEJ BOŻE NARODZENIE DLA MIESZKAŃCÓW

NOWA KSIĄŻKA O DAISY VON PLESS - TAJEMNICE PIĘKNEJ ARYSTOKRATKI

URODZINY DAISY: CAŁA PRAWDA O SŁYNNYCH PERŁACH



Magdalena Sakowska
Zdjęcia ze spotkania: Magdalena Sakowska
Zdjęcia archiwalne użyczone: Fundacja Księżnej Daisy von Pless (Daisy ze średnim synem Lexelem, Daisy ze swoją opiekunką Dolly, Daisy uchwycona przez angielską prasę, Książ w przebudowie, wille w Napoule i Monachium)