Przyzwyczailiśmy się już do tego, że Piotr Koper oficjalnie poszukuje "Złotego Pociągu" w okolicy Wałbrzycha. Tymczasem niedaleko nas rozpoczęły się kolejne poszukiwania bezcennego historycznego skarbu. Prowadzi je miłośnik historii sztuki Witold Mosiołek. Wierzy, że wie, gdzie hitlerowcy ukryli między innymi słynny zaginiony "Portret młodzieńca" Rafaela. Zaczął już kopać w poszukiwaniu podziemnej skrytki.


O poszukiwaniach Witolda Mosiołka pisze "Rzeczpospolita": Warto przypomnieć, że latem 1944 roku po zajęciu Lwowa przez Armię Czerwoną Hans Frank, który urzędował na Wawelu i gromadził zrabowane z polskich muzeów i prywatnych kolekcji działa sztuki, podjął przygotowania do ewakuacji. Na Dolny Śląsk wysłał swojego współpracownika dr Wilhelma Palezieux. Ten wybrał cztery pałace, gdzie można było ukryć dzieła sztuki. Rząd Franka miał rezydować w posiadłości Manfreda von Richthofena w Seichau (dzisiaj Sichów). W tamtych okolicach poszukuje zabytków Witold Mosiołek.

Witold Mosiołek poinformował konserwatora zabytków w Legnicy, że poddał analizie niemieckie dokumenty znajdujące się w Narodowym Archiwum Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Te dokumenty znane są naukowcom. Są wśród nich listy współpracownika Hansa Franka, Eduarda Kneisela. Zdaniem poszukiwacza w tych listach znalazły się zaszyfrowane wskazówki, które mogą wskazywać miejsce ukrycia dzieł sztuki w okolicach Sichowa i Słupa. To wsie niedaleko Jawora.

Zrabowane Polakom bezcenne dzieła sztuki w swojej drodze z Krakowa do rezydencji Franka w Bawarii miały przystanek jeszcze bliżej Wałbrzycha, w Morawie koło Strzegomia, w pałacu rodziny von Kramsta. Jakie obrazy były pośród nich? O tym wiemy od córki jego właściciela, wówczas małej dziewczynki, Melitty Sallai, z domu von Wietersheim-Kramsta. Pamięta ona, że w grudniu 1944 roku przed pałac zajechały ciężarówki, żołnierze wyładowali z nich jakieś paki i wnieśli do salonu.



- W nocy mama kazała nam wstać, ubrać się i zejść na dół, mówiąc, że zobaczymy coś, czego możemy nie zobaczyć nigdy więcej. Zeszliśmy do salonu, a tam na podłodze leżały obrazy bez ram. Mama podnosiła je po kolei, oświetlała latarką i mówiła: „To Rubens, to van Dyck”. Nie interesowało nas to, bo byliśmy zmęczeni i bardzo zmarznięci. Zaciekawiliśmy się dopiero, kiedy mama powiedziała: „A to jest „Dama z łasiczką”". Zainteresował nas nie sam obraz, ale to, że znaliśmy łasice, bo oswojone trzymał leśniczy, jako nieprzyjemnie pachnące i gryzące zwierzęta, do których nie wolno nam się było zbliżać. I zastanawialiśmy się, dlaczego jakaś dama ma coś wspólnego ze śmierdzącym i niemiłym zwierzęciem – wspominała Melitta Sallai na Festiwalu Tajemnic w Książu w 2016 roku.

„Dama z łasiczką” (dziś nazywana "Damą z gronostajem") i cała kolekcja obrazów znalazła się w morawskim pałacu, ponieważ przewieziono je z pobliskiego Sichowa. Jak czytamy w "Rzeczpospolitej", 29 stycznia 1945 do Morawy przyjechał niemiecki konserwator zabytków Gunther Grundmann, żeby zabezpieczyć skarby pozostawione przez ludzi Franka. Wywiózł trzy ciężarówki zabytków. Być może poza "Damą z gronostajem", która później odnalazła się w bawarskiej willi Franka po jego aresztowaniu, na podłodze morawskiego pałacu leżał także znajdujący się do II wojny światowej w Muzeum X Czartoryskich w Krakowie obraz Rafaela Santi „Portret młodzieńca". Jest on dzisiaj najbardziej poszukiwanym na świecie utraconym w czasie wojny polskim dziełem sztuki. Podobno widziano go w Sichowie. A Grundmann na pewno nie zabrał go ze sobą.



A teraz wracamy do grudnia 2018 roku. Witold Mosiołek jest pewien, że część bezcennego ładunku nie pojechała do Bawarii, lecz została ukryta na Dolnym Śląsku przez wspomnianego wcześniej Eduarda Kneisela. A ten przebywał w tamtym okresie w Słupie, 30 km od Morawy, gdzie zajmował się pracami konserwacyjnymi w tamtejszym kościele. Niedaleko Słupa, w pałacu w Sichowie, zatrzymał się wtedy Frank po ucieczce z Krakowa. Zdaniem Witolda Mosiołka Kneisel za zgodą Franka zakopał część obrazów nieopodal kościoła w Słupie. Hans Frank miał pisać o tym do swojej kochanki Lilly Grau z celi śmierci w październiku 1946 roku.

Na podstawie wszystkich tych listów poszukiwacz uznał, że w pobliżu kapliczki przy kościele w Słupie musi się znajdować wejście do podziemnej skrytki, w której być może na odkrywcę czeka "Portret młodzieńca" i nie tylko on. Na razie prowadzi prace ziemne. Być może przed nami sensacyjne odkrycie - a może kolejne rozczarowanie. (Za "Rzeczpospolita": M. Kozubal,
Obrazy ukryte w kościele na Dolnym Śląsku).


Polecamy też:
DOLNOŚLĄSKI FESTIWAL TAJEMNIC 2016: EKSPERCI O POCIĄGU I SKARBACH

Przypominamy też, że zgodnie z międzywojennymi rocznikami "Schlesischer Bergland Kalendar" na początku XIX wieku w Wałbrzychu w prywatnej kolekcji znajdowały się bezcenne dzieła m.in. Rafaela i Van Dyke'a - WILKI LUDOJADY, BEZCENNE OBRAZY I NAJSTARSZE WYKOPALISKA



Opr. MS
Foto: Wikipedia