Na ostatnim spotkaniu z mieszkańcami Nowego Miasta prezydent Wałbrzycha zanegował kategorycznie konieczność renowacji mauzoleum na stokach Niedźwiadków, przy ul. Jagiełły. Rzeczywiście, historia miejsca noszącego ponurą niemiecką nazwę Totenburg (Zamek Umarłych) nie da się obronić.


Mauzoleum chwały...

Otwarty w 1938 roku obiekt nazwano Mauzoleum Dumy, Chwały i Siły. Zaprojektowanie tej nazistowskiej "świątyni" zaproponowano Robertowi Tischlerowi, który wykonał je na miarę gustów i upodobań hitlerowców, uważających się za spadkobierców starożytnych imperiów. Powstało coś na kształt warowni z arkadowym dziedzińcem w środku.

- Zaprojektował monumentalną, zwartą bryłę o wymiarach: 24 metry szerokości, 27 metrów długości i prawie 6,5 metra wysokości. Pod budowlą wydrążono również kilkadziesiąt metrów podziemnego korytarza. Obiekt wykonano z różnokolorowych skał, jego sklepienie zdobiły marmurowe mozaiki w kolorze złotym, których nieliczne fragmenty przetrwały do dziś. Na środku dziedzińca ustawiono spiżową kolumnę ze zniczem, wspartą na 4 lwach, co widać na archiwalnych zdjęciach. Przed wejściem na pylonach umieszczono orły siedzące na kulach ze swastykami. Do mauzoleum doprowadzono gazociąg, dzięki czemu na dziedzińcu stale płonął, dzień i noc, aż do maja 1945 roku, germański znicz Walhalli – wylicza Mateusz Mykytyszyn z Fundacji Księżnej Daisy von Pless. Tak znicz wygląda na zdjęciu z portalu dolny-slask.org.pl:


Mauzoleum miało upamiętniać 23 zabitych pionierów NSDAP, z których żaden nie pochodził z Wałbrzycha czy okolic oraz 177 000 Ślązaków poległych podczas I wojny światowej. Były pogłoski o jakichś ponurych rytuałach, które mieli tu wypełniać członkowie formacji SS. Tu zdjęcie świętujących hitlerowców, również z dolny-slask.org.pl:



Miejsce na pikniki, Andzik i sataniści

- Historia obeszła się łaskawie z nazistowskim monumentem, nie podzielił on losu podobnych budowli i choć odarty z zewnętrznych ozdób, ciągle straszy swoim ogromem. Od końca wojny stopniowo popadał w ruinę, a mimo tego i mimo swojej przeszłości cieszył się pewną sympatią wałbrzyszan, którzy urządzali tam rodzinne wycieczki jeszcze w latach 80-tych – mówi Mateusz Mykytyszyn. Były nawet plany, żeby zrobić tam jakiś obiekt o charakterze rekreacyjnym.


W latach 90-tych odżyła ponura sława tego miejsca, które stało się schronieniem koczujących tam narkomanów. Do dziś ponoć po Nowym Mieście krąży legenda o niejakim Andziku, jednym z nich, którym straszono uczniów. A we wrześniu 1996 roku, podobno za sprawą jakiejś plotki, budowla mauzoleum zelektryzowała mieszkańców Wałbrzycha i postawiła na nogi władze miasta oraz służby. Miała ona zostać wybrana przez satanistów na miejsce rytualnych mordów. Przez kilka dni Wałbrzych był sparaliżowany strachem, a rodzice nie posyłali dzieci do szkoły.



Hitler rozczarowany Wałbrzychem?

A czemu hitlerowcy wystawili w okolicach Waldenburga taki potężny monument ze słupem, na którym palący się ogień miał być widoczny z ulic miasta i z jego okolic? Budowla jest prawdopodobnie świadectwem rozczarowania Adolfa Hitlera i członków NSDAP postawą mieszkańców tego regionu, którzy chętnie przyjęli komunizm jako sposób patrzenia na świat i nie wyrażali szczególnego entuzjazmu wobec nazizmu. Nieliczni wałbrzyscy członkowie nazistowskiej partii próbowali się jakoś przebić tu ze swoją ideologią i dlatego 22 lipca 1932 ściągnęli na stadion na Nowym Mieście Adolfa Hitlera, który objeżdżając okolicę uczestniczył w wiecach przedwyborczych.

Jednak wałbrzyscy górnicy i robotnicy nie mogli mu darować wrogości wobec komunistów i dlatego, żeby stadion nie świecił pustkami, lokalne władze NSDAP zwoziły autobusami zwolenników Hitlera nie tylko z regionu dolnośląskiego, ale i z Górnego Śląska. Być może właśnie po tym zjeździe zapadła decyzja, żeby wybudować coś, co porazi opornych mieszkańców Waldenburga i okolic mocą nazistowskiej ideologii i będzie im się rzucało w oczy we dnie i w nocy...



Niech mrok historii...

Na niedawnym spotkaniu z prezydentem Romanem Szełemejem jedna z mieszkanek Nowego Miasta zapytała, czy mauzoleum zostanie odbudowane.

- W Wałbrzychu jest nadspodziewanie wiele obiektów historycznie ważnych. Są to wszystkie kościoły, Stara Kopalnia, Zamek Książ, ale i wiele kamienic - i w tym gronie tych materialnych dowodów przeszłości jest i mauzoleum. Ale gdybym miał wybierać, a jako gospodarz miasta muszę wybierać, bo środki są ograniczone, trudno, żebym był jakimś entuzjastą tego typu spuścizny historycznej. Jakieś 4 lata temu zgłosiła się do mnie pewna fundacja i zaoferowała, że dadzą tyle pieniędzy, ile trzeba na remont tego miejsca, a ja odmówiłem, narażając się później na niewybredne ataki. A nie chciałem po prostu, żeby to mauzoleum stało się miejscem różnego rodzaju turystycznych wycieczek. Niech je na razie mrok historii spowija. Nie mam ani środków, ani wewnętrznego przekonania, że to powinno być szybko odbudowane – odpowiadał Roman Szełemej.

- Uważam, że Wałbrzych ma tyle zabytkowych obiektów, takich jak Willa Daisy przy ul. Moniuszki, które niszczeją i czekają na renowację, że świątynia nazistów jest ostatnim miejscem zasługującym na uwagę – komentuje Mateusz Mykytyszyn.


Decyzja prezydenta wydaje się całkiem zrozumiała w świetle niedawnych medialnych doniesień o neonazistach oddających gdzieś w zaroślach cześć portretowi Adolfa Hitlera. Mieszkańcy wskazali jednak na konieczność zabezpieczenia obiektu, w którym dochodzi do wypadków, takich jak ten z 30 września 2017 roku, kiedy to 19-latka podczas nocnej imprezy w ruinach wpadła przez dziurę w podłożu do piwnicy i w rezultacie trafiła na pogotowie. Jak powiedział prezydent, nie widzi tam ani możliwości postawienia strażnika, ani zainstalowania monitoringu, mamy jednak nadzieję, że w przyszłości obiekt będzie na tyle zabezpieczony, żeby tam już nikt więcej nie wpadał i nie spadał.



Czytaj też:
19-LATKA WPADŁA DO PIWNICY MAUZOLEUM


Magdalena Sakowska
Foto: Ryszard Burdek, foto archiwalne: dolny-slask.org.pl