W ostatnich dniach topiący się śnieg od Strugi do Starych Bogaczowic stał się ciemnoczerwony. Marsjański krajobraz sfotografowali nasi czytelnicy, a właściciele Pałacu w Strudze zapraszają gości na podziwianie tego zjawiska. Okazuje się, że czerwona ziemia to nie przypadek, co tłumaczą zarówno geolodzy, jak i legendy.

Skały, wulkany i klimat karbonu

Czerwone zabarwienie śniegu ma związek z budową geologiczną okolic Strugi. Czerwonawe zabarwienie skał w regionie wałbrzyskim wywodzi się z okresu, który nastąpił po ukształtowaniu się pokładów węgla w Karbonie, kiedy klimat na Ziemi zmienił się z wilgotnego na stał się suchy i gorący. W Górach Wałbrzyskich wpłynął on na wietrzejące skały w okolicach Wałbrzycha i nadał im czerwone oraz pstre zabarwienie, co można dostrzec zwłaszcza na zachód od naszego miasta. Skały o czerwono-ceglastej, czasem fioletowawej barwie najpierw poddane były działalności wulkanicznej, następnie zostały zalane przez wody jeziora, by zostać następnie wypiętrzone miejscami podczas ruchów górotwórczych.

Co konkretnie jest czerwone? Geolodzy na ziemiach wałbrzyskich znajdują m.in. iłowce czerwone i czerwonego spągowca. Na terenie Strugi dominują wprawdzie zlepieńce i szarogłazy, piaskowce i ilaste łupki, ale nie brak też wspominanych czerwonych ilastych akcentów, a nawet przypadków znalezienia minerału karneolu. Karneol to ceniony przez jubilerów minerał o czerwonej i czerwonobrązowej barwie. Minerał ten towarzyszy melafirom, a w regionie jest znajdowany również w okolicy Kłodzka oraz Kamiennej Góry.

 

fot. czytelnik Michaś


Czerwone Wzgórze jak... maki na Monte Cassino


Struga to również miejscowość, w której odbyły się dwa historyczne wydarzenia, na bazie których powstała legenda o Czerwonym Wzgórzu. 6 lipca 1762 roku, podczas prusko-austriackiej wojny siedmioletniej, na polach pomiędzy Starymi Bogaczowicami a Strugą doszło do krwawej potyczki. Dowodzona przez króla Fryderyka II armia pruska stacjonowała w okolicach Wrocławia, zaś wojska austriackie feldmarszałka Leopolda Dauna zajmowały pozycje w pobliżu Świdnicy. Spotkali się pod Strugą (Adelsbach), ważnym strategicznym miejscem wspominanym w źródłach historycznym było wzgórze Sas (515 m), położone na południe od Strugi i dominujące nad ważnymi ważnymi drogami prowadzącymi w kierunku Szczawna-Zdroju i Wałbrzycha. Podczas zaciętej bitwy prusacy stracili niewielu żołnierzy, straty po stronie austriackiej wedle różnych źródeł wynosiły 250-300 żołnierzy. Kolejne starcia miały miejsce na pograniczu polsko-czeskim, m.in. w Mieroszowie, co jednak tylko odroczyło kapitulację Austriaków stacjonujących w Świdnicy.

Jednak kluczowym wydarzeniem w tworzeniu legendy Czerwonego Wzgórza jest bitwa w okresie walk napoleońskich. Tu również w źródłach pojawia się wzgórze Sas, a dokładnie jego zbocze zwane Czerwonym Wzgórzem. Do bitwy doszło tu 45 lat po prusko-austrackiej kampanii, dokładnie 15 maja 1807 roku, kiedy pod Strugą stanęły naprzeciw siebie wojska pruskie pod dowództwem mjr. Losthina oraz siły koalicji napoleońskiej, w których główną role odegrali polscy ułani, lansjerzy z pułku Legii Nadwiślańskiej. Polscy ułani wspierani przez jazdę bawarską starli się z podążającymi od strony Szczawna Prusakami. Dwa szwadrony Legii Nadwiślańskiej dowodzone przez kpt. Fortunata Skarżyńskiego rozbiły jazdę pruską i uderzyły na piechotę, która także poszła w rozsypkę. Dzięki skutecznym działaniom wzięto do niewoli pruskiego dowódcę, zdobyto część pruskich
taborów, uzbrojenie i odbito jeńców sił napoleońskich. Straty polskie były niewielkie, a po zakończeniu bitwy Polacy tryumfalnie wkroczyli do Wrocławia. Za męstwo w bitwie pod Strugą 40 polskich ułanów otrzymało od Napoleona Krzyże Legii Honorowej. Tamto wydarzenie upamiętnia pomnik Ułanów Legii Nadwiślańskiej wystawiony w drodze pomiędzy Szczawnem-Zdrój a Strugą w 1960 roku.

Wedle legendy to właśnie przez przelaną na wzgórzach między Szczawnem a Strugą krew
czerwona ziemia w okolicach Strugi zyskała swoją barwę, po tym jak wsiąknęła w nią krew poległych żołnierzy. Legenda dotyczy co prawda tylko drugiej potyczki, ale warto pamiętać również o tej pierwszej.

Elżbieta Węgrzyn,
fot. w tekście użyczone, w galerii - Ryszard Burdek.