Na starych zamkach straszą zazwyczaj jakieś białe albo czarne damy, które zachowują się na ogół w sposób dość przewidywalny i ma się wrażenie, że pracują tam na etacie. I o takich słyszano też w przypadku Książa, ale dziś posłuchajmy historii o duchach – co do których świadkowie nie mieli wątpliwości, że były to duchy. I każda z tych historii ma swój ciekawy finał.


Na tym ogromnym zamku żył bowiem ponad stulecie temu chłopiec, którego pasjonowały duchy i nawiedzone pokoje. Był najstarszym synem właściciel zamku, a rodzice mówili na niego Hansel. Oto, co się przydarzyło, zanim po latach został księciem Janem Henrykiem XVII (1900 – 1984). I co potem szczegółowo opisał w autobiograficznych notatkach.

Tu Hansel z bratem Lexelem (po prawej).



Nie będzie mi tu duch po nocy wędrował...

Mały Hansel wierzył, że ma szósty zmysł i że będzie medium, jak jego stryjek Fritz (hrabia Friedrich von Hochberg, 1868-1921), będzie widywał duchy. Fascynowały go historie zasłyszane od dorosłych, a podobno w tamtych czasach opowiadano o czterech niewidzialnych mieszkańcach zamku, którzy czasem trochę utrudniali życie tym widzialnym. Jedną z takich historii opowiedziała mu mama, księżna Daisy.

Jak pisze Hansel w swoich pamiętnikach, pewnego zimowego poranka, kiedy jeszcze było ciemno, podczas nieobecności ojca w domu mama, wtedy niedawno zaślubiona małżonka, została obudzona przez jakąś dziwną postać usiłującą zapalić w kominku. Postać opuściła nagle pogrzebacz i narobiła ogromnego hałasu, po czym znikła nie rozpalając na palenisku. Daisy nie mówiła jeszcze wtedy po niemiecku, ani słowa, więc tylko słuchała i patrzyła. Gdy mąż wrócił, powiedziała mu o wszystkim, a on poszedł wypytać służbę, ale nikt się nie przyznał do tej nietypowej wizyty w pokoju księżnej.

Jakiś czas potem Daisy znów została obudzona przez to samo zjawisko, wyraźniej widoczne, aż w końcu, kiedy zjawiło się po raz trzeci, było już lato i brzask przeświecał przez firanki. W jego świetle księżna dojrzała przy kominku garbatego karła w kostiumie z innej epoki. Próbowała coś powiedzieć po niemiecku, ale postać nie zareagowała i znowu zniknęła. Jak relacjonował Hansel, to było już za wiele dla mamy: powiedziała ona ojcu, że zna już wszystkich pracowników, służących i gości, i jest pewna, że między nimi nie ma garbatego karła. I kategorycznie odmówiła dzielenia pokoju z nocnym intruzem.

Tu Hansel nieco starszy.



Garbaty Janek, przyjaciel rodziny

- Tę sypialnię przekształcono na zapasowy pokój dla gości. Jak relacjonował Hansel, potem goście często mówili jego ojcu, że mieszka w tak pięknym i świetnie zarządzanym domu, więc dlaczego pozwala służącym, żeby zakradali się po nocy i hałasowali rozpalając w kominku. Kilka lat później robiono w tym pokoju remont i kiedy deski podłogi zostały zerwane, znaleziono pod nimi zdeformowany szkielet – mówi Mateusz Mykytyszyn, prezes Fundacji Księżnej Daisy von Pless.

Była to wielka sensacja. Hansel ubłagał nauczyciela, żeby pozwolił mu opuścić lekcje i na własne oczy dokładnie zobaczył, że szkielet jest zdeformowany i ma garb. Był pewien, że to o duchu tego człowieka mówiła jego mama, a jego stryj Fritz twierdził, że dzięki swoim paranormalnym zdolnościom widuje go regularnie. Podobno duch chętnie pojawiał się – oczom Fritza – na ślubach i pogrzebach Hochbergów. Zwano go Garbatym Jankiem.

Właściciele zamku uznali, że skoro ta część zamku nie była remontowana od czasów Reformacji, zmarły prawdopodobnie był katolikiem, wezwali więc katolickiego księdza, żeby go pogrzebał w takim obrządku. Potem zjawa już się nie pokazała.


Ta piekielna okiennica

W zamku był jeszcze inny nawiedzony pokój, ale tam nie było mowy o subtelnych wizytach z pogrzebaczem. Podobno ludzie, którzy tam próbowali spać, odchodzili od zmysłów z powodu niezidentyfikowanych hałasów, huków, czasem także zwid.

Oddajmy głos bratu Daisy, George'owi, któremu kiedyś zrobiła ona kawał godny horroru: Jak tylko wszedłem do pokoju, w którym umieściła mnie siostra, wyczułem złowieszczą atmosferę – coś niewytłumaczalnego. W nocy obudziło mnie rytmiczne stukanie w okno: rat-a-tat-tat-tat-tat. Uznałem, że otwarła się okiennica, zapaliłem więc świecę (było to zanim wprowadzono elektryczność), otwarłem okno i stwierdziłem, że z okiennicą wszystko było w porządku. Wróciłem do łóżka i już prawie zasypiałem, kiedy stukanie się powtórzyło. Gdy zapaliłem świecę, wszystko się uspokoiło. Bertie Paget miał pokój niedaleko mnie. Przypomniałem sobie, że tam jest sofa i postanowiłem przespać się u niego. Wszystko było lepsze niż pozostanie w tym pokoju. Ponownie zapaliłem świecę, pozbierałem pościel i skierowałem się do wyjścia. Wtedy odezwało się stukanie do drzwi. Uciekłem. Następnego ranka, kiedy nalegałem na zmianę pokoju, Daisy koniecznie chciała wiedzieć, dlaczego. Widząc błysk w jej oczach, zmusiłem ją do przyznania, że celowo umieściła mnie w rzadko używanym pokoju, w którym straszy – chciała sprawdzić, czy i ja coś odczuję. Powiedziałem jej, że to był kiepski żart. ("Daisy of Pless", blog Bronisławy Jesse-Cybulskiej).

Podczas przebudowy zamku (trwała ona w latach 1909-1923) robotnicy przypadkowo odkryli przy tym pokoju małe zamurowane pomieszczenie, a w nim szkielet przykuty do ściany. Ponieważ była to najstarsza, średniowieczna część zamku, również zapewniono mu katolicki pogrzeb.



Psy pewnie wiedzą, o co chodzi...

Trzeci z książańskich duchów według wspomnień Hansela miał nawiedzać tarasy. Ludzie go nie widywali, ale psy wpadały tam w istny amok. Podobno tam również znaleziono szkielet podczas przebudowy rozpoczętej przez Jana Henryka (Hansa Heinricha) XV, ojca Hansela - i również go pogrzebano. Według relacji Hansela był jeszcze jeden duch – w jego przypadku żadnego ciała nie znaleziono i wciąż miał manifestować swoją obecność w zamku. - Wierzę, że jest tu energia, która może przetrwać śmierć, nauka nadal nie znalazła odpowiedzi, jaka energia przetrwała w tych szkieletach, że manifestowała się przez tyle pokoleń, ale ja wiem, że taka energia istnieje – konkludował w swoich zapiskach niemłody już dziedzic Książa.

A czy dziś w Książu też straszy? Pamiętajmy, kiedyś mieszkało tu i sypiało mnóstwo ludzi, dziś ci, którzy tu spędzają noce, są w pracy i raczej niechętnie przyznają się do służbowej drzemki. Więc może jakiś duch wciąż bezskutecznie pojawia się w okolicach swojego szkieletu – i może co najwyżej spotkać wycieczkę z Nocnego Zwiedzania, która nie zwróci na niego uwagi... Ale...

- Podczas swojej ostatniej wizyty w Książu, w trakcie zawodów tradycyjnego powożenia, książę Bolko VI von Pless (bratanek Hansela) opowiedział nam historię, którą potwierdziła pani Doris Stempowska, do dziś mieszkająca w zamkowej oficynie. A sam usłyszał ją od swojej matki, Klotyldy von Pless. Podobno nie da się wejść z psem do zamku w korytarz północny, na parterze. Psy są przerażone, wycofują się. Kto wie, może kiedyś będzie podjęta taka próba? - żartuje Mateusz Mykytyszyn, specjalista od komunikacji zamku Książ. Na razie trudno to zweryfikować, bo oficjalnie psy do zamku wstępu nie mają. A może psie lęki w Książu i na tarasach stały się podstawą do legendy o czarnym pudlu, który miał się kręcić po dziedzińcu honorowym?

Relacje Hansela pochodzą z książki Michaela Luke "Hansel of Pless - prisoner of history", wydanej w Londynie w 2002 roku.

Czytaj też:
WĄWÓZ KSIĄŻ - PODRÓŻ W CZASIE DZIKĄ PROMENADĄ (FOTO)
KSIĘŻNA DAISY NOSIŁA NA SOBIE MAJĄTEK - I LEGENDĘ (FOTO)
KSIĄŻ, KSIĄŻĘ, KSIĘŻNA I NOWA KSIĄŻKA O HOCHBERGACH (FOTO)\
ZAMEK KSIĄŻ: CZEGO JESZCZE NIE WIECIE O TARASACH? (FOTO)
O OGRODACH, MAUZOLEUM HOCHBERGÓW I NIESZCZĘŚLIWYCH ZABYTKACH
FONTANNA DONATELLA, CZYLI JAK HISTORIA NABIŁA NAS W BUTELKĘ

SARKOFAG HRABINY ZUZANNY - HISTORIA DOŚĆ MAKABRYCZNA (FOTO)
REMONT MAUZOLEUM ZAKOŃCZONY [FOTO]

Magdalena Sakowska
Foto użyczone: Zamek Książ - zdjęcia obiektu, pozostałe zdjęcia Fundacja Księżnej Daisy von Pless