6 listopada trzej mieszkańcy Wałbrzycha będą wspominać jako mało fartowny dzień. Szczególnie mieszkaniec Białego Kamienia...

Mieszkaniec ulicy Kamienieckiej będzie musiał zainwestować w nowy zamek, ale to mała cena za spokój o zdrowie i życie małżonki oraz dziecka. - Mężczyzna przed godz. 23 zgłaszał, że nie mógł się skontaktować ze swoją ciężarną żoną, która powinna być w mieszkaniu. Obawiał się, że mogło jej się coś stać i dlatego nie otwiera drzwi - mówi Tomasz Kwiatkowski, oficer prasowy KM PSP w Wałbrzychu. Zaniepokojony przyszły ojciec wezwał strażaków, a ci otworzyli drzwi siłowo. Na szczęście kobiety w mieszkaniu... nie było. Na miejscu, poza strażą było też pogotowie oraz policja.
Natomiast na ul. Michałowskiego tuż przed godz. 22 starszy pan zasłabł w łazience i wezwano do niego pogotowie oraz straż pożarną. - Obawiano się, że zamontowany tam piecyk na gaz może być uszkodzony. Sprawdziliśmy więc, czy w pomieszczeniu jest obecny tlenek węgla - wyjaśnia oficer prasowy. Czadu nie stwierdzono, a seniorem zajęli się pracownicy pogotowia.

Największy pechowiec, mieszkaniec ul. Ruchu Oporu, tuż przed godz. 16 przeżył prawdziwe chwile grozy. Zaczęło się od gotowania obiadu... - Mieliśmy zgłoszenie o pożarze w budynku mieszkalnym, jednak został on ugaszony przed naszym przybyciem. Lokator ugasił płonący na kuchence garnek z olejem. W chwili  naszego przybycia garnek już nie płonął i był wyniesiony na balkon - zaznacza Kwiatkowski. W pożarze stopił się kuchenny okap, nadpaliły się kuchenne szafki, a wałbrzyszanin poparzył sobie dłoń. Strażacy oddymili mieszkanie i udzielili mężczyźnie pierwszej pomocy. Mieszkańcem Białego Kamienia zajęli się pracownicy pogotowia. 


Podobne przypadki pożarów kuchennych z naszego miasta:
ZACZĄŁ OD FRYTEK, SPALIŁ KUCHNIĘ I ZALAŁ SĄSIADÓW
CHCIAŁA GASIĆ A O MAŁY WŁOS NIE SPALIŁA MIESZKANIA
POŻAR, WIECZORNE FRYTKI I WYBUCH

oprac. i fot. ELW