Majówkowy weekend to dobry moment na rozmowę z wielkim miłośnikiem motocykli, który już nie mógł się doczekać pierwszej przejażdżki swoją maszyną. Krzysztof Świątek, na co dzień związany z branżą instalatorską, opowiada o swojej pasji, o tym dlaczego ostatnio „warczał” na żonę, o mandatach i o najlepszych kierowcach. Artykuł z dwutygodnika "Wiesz Co". Dziś też zobaczymy kawalkadę motocyklistów - prezentujemy film - zaproszenie.


Wolność, wiatr we włosach, adrenalina. Z czym jeszcze kojarzy się jazda jednośladem?

- Z odskocznią od pracy, która ostatnio mocno mnie pochłania. Zaletą jazdy na motocyklu jest choćby to, że o niczym się nie myśli, nie odbiera telefonów, nikt nie przeszkadza. Dlatego nie mógłbym na przykład łowić ryb, bo patrząc na spławik jestem pewien, że myślami byłbym w pracy. A tak wsiadam na motocykl i jadę przed siebie.

Jak bardzo tego wszystkiego Panu brakowało przez długie, zimowe miesiące?

- Bardzo brakowało. Przez to, że nie jeżdżę motocyklem w zimie, staję się bardziej nerwowy, zaczynam nawet „warczeć” na małżonkę, rzucam się w wir pracy. Nie mogę sobie znaleźć miejsca w domu. Ciągle myślę o tym kiedy wyjadę na drogę.

To prawie jak nałóg?

- Bo to chyba jest nałóg! Bez motocykla nie mogę żyć. Brakuje mi tej adrenaliny. Ostatnio próbowałem znaleźć sobie jakieś zastępcze zajęcie i zacząłem grać w tenisa stołowego, ale to nie to samo.

Motocyklista przy stole pingpongowym, hm…

- No właśnie sam Pan rozumie, że to nie to samo. Nie ma to jak w miarę szybkie, ale jak najbardziej prawidłowe technicznie i bezpieczne pokonywanie zakrętów i przy okazji podziwianie przyrody, poznawanie nowych miejsc. To sprawia mi największą przyjemność.

Przygotowania do pierwszej wiosennej przejażdżki poprzedza zazwyczaj jakiś rytuał, ma Pan może jakieś swoje przyzwyczajenie, nim dosiądzie maszynę na dwóch kołach?

- Nie będę dzielił się jakimiś truizmami, że trzeba motocykl odpowiednio przygotować przed inauguracyjną przejażdżką, bo chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę. Ja nie mam żadnych obrządków, które wykonuję przed pierwszą jazdą. Ostatnio zrobiło się cieplej, więc ot po prostu odpowiednio przygotowanym jednośladem wybrałem się na pierwszą jazdę.

Ile jest prawdy w stwierdzeniu „patrz, gdzie jedziesz, bo jedziesz tam, gdzie patrzysz”?

- Ma to związek ze zjawiskiem nazywanym fiksacją wzroku. Polega ono na tak wielkim skupieniu uwagi na obserwowanym obiekcie, że wzrasta ryzyko zderzenia z nim. Wynika ze skłonności do nieświadomego kierowania pojazdu w miejsce gdzie jest skupiony wzrok. Motocykliści zawsze patrzą bardziej w dal, na przykład w kolejny zakręt, który muszą pokonać, a nie przed siebie na asfalt lub na przednie koło.

Tylko jak tego przestrzegać, skoro motocykl daje poczucie braku ograniczeń i jest szybszy od większości samochodów jeżdżących po polskich drogach?

- Próbuje mnie Pan namówić na zwierzenia, czy jeżdżę zbyt szybko i brawurowo?

Chyba trochę tak!

- Nie uwierzę żadnemu motocykliście, mówiącemu, że zawsze jeździ zgodnie z przepisami, bo tak się nie da, co nie oznacza, że nagminnie łamię przepisy. Uwielbiam wręcz jeździć po górskich drogach, gdzie poza obszarem zabudowanym wystarczy poruszać się 90 km/h, no może ciut szybciej i to jest tam wystarczająca prędkość do zabawy.

Często zdarza się Panu za mocno odkręcić manetkę gazu i przekroczyć dozwoloną prędkość?

- Po mieście nigdy nie szaleję, bo to ani żadna frajda, ani nic bezpiecznego, ale poza terenem zabudowanym…

Tak, tak, słucham…

dobrze już, powiem to, żeby być w zgodzie z własnym sumienie. Poza terenem zabudowanym zdarza się, że napędzam się mocniej. Muszę jednak wspomnieć o czymś na swoje usprawiedliwienie. Jako motocyklista nigdy nie dostałem mandatu.

Bywało, że na drodze wyprzedził Pana jakiś, powiedzmy Citroen lub Volkswagen?

- Nie mam z tym problemu, gdy wyprzedza mnie samochód. Trzeba jednak nie mieć wyobraźni, żeby chcieć się ścigać z motocyklem. Wiadomo, że jednoślad zawsze będzie szybszy od auta, ale nie do wszystkich to dociera. Zdarza się, że chcą się sprawdzić kierowcy szczególnie jednej marki samochodów i akurat im nie daję się wyprzedzać (śmiech). Co nie oznacza, że jestem jakimś wariatem gnającym przed siebie bez opamiętania.

Wie Pan do czego nawiązuję? Do słów wielu ludzi, którzy określają was „dawcami organów”. Jak bardzo jest to krzywdząca opinia?

- Jest ona mocno niesprawiedliwa, ponieważ co potwierdzają policyjne statystyki to kierowcy samochodów są sprawcami 3/4 wypadków z udziałem motocykli. Co ważne to kierowcy aut powtarzają tę krzywdzącą opinię. Dla nas prawdziwą plagą są kierowcy samochodów ścinający zakręty i grzebiący w telefonach. Nieraz doświadczyłem sytuacji, że „telefonista” jechał wprost na mnie po moim pasie.

Ale jakby nie zaklinać rzeczywistości, to przyzna Pan, że jazda motocyklem jest dość niebezpieczna?

- Choć większość użytkowników jednośladów jeździ bezpiecznie i poprawnie. Wymieniłbym tu głównie posiadaczy maszyn turystycznych i adventure. Jest to też grupa, która dba o prawidłowy i bezpieczny strój do jazdy, co nie oznacza, że nie zdarza mi się zobaczyć motocyklistów w szortach i w klapkach. Czy jazda motocyklem jest niebezpieczna? Tak jak jazda samochodem, chodzenie po górach, przechodzenie przez jezdnię, pływanie, jazda na

nartach i wiele innych rzeczy. Nie chciałbym, żeby życie polegało tylko na bezpieczeństwie.

Oczywiście procentowo zwiększamy ryzyko wypadków, ale czy wyobraża Pan sobie świat bez uprawiania sportów i realizacji pasji?

- Oczywiście, że nie, ale zadałem to pytanie jako typowy zwolennik czterech kółek i być może w tym wypadku punkt widzenia uzależniony jest od punktu siedzenia? I to dosłownie.

- Podróżując samochodem siedzimy w kabinie, mamy do dyspozycji różne systemy bezpieczeństwa włącznie z poduszkami powietrznymi, a motocyklista w chwili wypadku po prostu „frunie” w powietrzu. I choćby z tego względu jednoślad jest bardziej niebezpieczny od samochodu.

Nawet taki laik jak ja wie, że motocykle, to nie tylko ścigacze i choppery, ale gdyby tylko takie istniały, którego by Pan wybrał?

- Skoro mam tylko taki wybór, to postawiłbym na ścigacza. Konstrukcyjnie lepiej przygotowanego do pokonywania zakrętów, choć nie jestem wielkim fanem tego typu motocykli.

Aż się prosi, żeby zapytać dlaczego?

- Lubię prędkość i dynamiczne pokonywanie zakrętów, zwłaszcza na górskich drogach, więc dlatego byłby to ścigacz. Choć bardziej precyzyjne byłoby powiedzieć motocykl typu naked, taki, jaki akurat teraz posiadam.

Podobno coraz więcej miłośników jednośladów posiada dwa jednoślady – mniejszy do jazdy po mieście i większy do podróżowania?

- Robi się to coraz powszechniejsze. Sam mam dwie maszyny w tym jedną typowo turystyczną, żeby móc pojechać gdzieś majestatycznie, wspólnie z żoną.

Żeby ją przeprosić za to wcześniejsze „warczenie”?

- Trochę tak (śmiech)

A dziewczynom podobają się faceci w skórach z kaskami na głowach, dosiadający swoich ryczących bestii?

- Idąc tropem, że za mundurem panny sznurem, to za kombinezonem chyba też (długi śmiech). Ale, że będzie czytała to moja żona, powiem w ten sposób. Uwagę kobiet przyciągają nie tylko sami motocykliście, ale również ich maszyny.

A pozostając jeszcze przez chwilę przy sprawach damsko-męskich, to czy z pojemnością silnika jest czasem tak jak z wielkością… wiadomo czego. Pojemność i rozmiar mają znaczenie?

- W motocyklach raczej ta zasad się nie sprawdza.

Nie powie Pan chyba, że wolałby Simsona od Hondy Goldwing?

- To może nie jest najlepsze zestawienie, bo Simpson to motorower, a Honda bardzo ciężki motocykl, ale jednak wybrałbym maszynę Goldwing.

I jeszcze na koniec, bo zawsze chciałem o to zapytać człowieka zakochanego w jednośladach, czy motocykliści to najlepsi kierowcy?

- Pewnie niektórym narażę się, ale odpowiem, że zdecydowanie tak. Ja akurat jeżdżę tak jakbym sam miał nadjechać z naprzeciwka motocyklem. Jadąc jednośladem mocno poszerza się wyobraźnia, ma się lepszą perspektywę i przewidywanie sytuacji na drodze jest zupełnie inne, a to wszystko bardzo pomaga w prowadzeniu pojazdu.

Rozmawiał Tomasz Piasecki

Fot. użyczone (archiwum Krzysztofa Świątka)


A to film - zaproszenie wałbrzyskich motocyklistów na dzisiejsze zmotoryzowane obchody Święta Flagi. Będzie ich widać na mieście, zaczynają w południe na stacji benzynowej niedaleko Palmiarni:



Czytaj też:
Wałbrzych: wyścigi motocykli i dawne sukcesy z Fiatem 126 (FOTO)
Śródmieście: wzruszające motozaręczyny na Rynku (FILM)

Wałbrzych: Ach, co to był za ślub - prawdziwy moto ślub! [FILM]
Motocyklem od mijanki przez Szczawno-Zdrój [FILM]

WAŁBRZYSZANIE 11 LISTOPADA W NARODOWYCH BARWACH I NA MOTORZE (FILM)


Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie pdf na stronie www.wieszco.pl