Lepiej przy Krystynie Nawrockiej nie mówić o kobietach jako o słabej płci. Chyba, że chcecie bardzo się narazić. A tak na poważnie, to wulkan energii, który krok po kroku stawia na nogi siatkarski klub Chełmiec Wodociągi Wałbrzych. Przy tym robi to z wielką pasją i zaangażowaniem. Artykuł z ostatniego numeru tygodnika "WieszCo".


Podobno jest Pani pyskata i nie da sobie w kaszę dmuchać?

- Jeśli słowo „pyskata” rozumieć jako ta, która potrafi powiedzieć, co myśli i obronić rzeczowymi argumentami słuszną sprawę, to tak, mogę być „pyskatą” (śmiech).

Taka powinna być osoba zarządzająca klubem sportowym?

- Przede wszystkim myślę, że to powinna być osoba patrząca szeroko, biorąca pod uwagę nie tylko cele najbliższe, ale i te długofalowe. Osoba, która nie jest zamknięta na otoczenie, współpracująca, ale też potrafiąca w konkretnych sytuacjach wyważyć różne „za” i „przeciw”. A podjętych decyzji rzeczowo bronić.


Jak kobieta-prezes, odnajduje się w świecie, w którym raczej przeważają mężczyźni?


- Zmienia się nie tylko sposób postrzegania kobiet w społeczeństwie, biznesie, nauce, kulturze ale i w sporcie. Słaba płeć? Nie ma mowy. Jeśli kogoś dziwiło, że kobieta może zostać prezesem klubu sportowego, to najwyższy czas, żeby przestał się... dziwić. Minęły czasy kiedy grupa dżentelmenów w kapeluszach wspólnie zakładała klub lub stowarzyszenie.


Jednak jest Pani pyskata?


- (Długi śmiech). Odpowiem przekornie. Spotykam się z dużą życzliwością mężczyzn zarówno w najbliższym otoczeniu, jak i współpracując z działaczami zarówno dolnośląskiego jak i krajowe związku siatkówki. Wielu rzeczy dopiero się uczę, ale staram się wyciągać wnioski z popełnianych błędów, bowiem bez tego nie ma nauki.


Wie Pani, co mi przychodzi do głowy, gdy słyszę nazwisko Krystyna Nawrocka?

- Nie wiem.

To ta babka, której udało się odbudować żeńską siatkówkę w mieście?

- Siatkówką zaraziła mnie Zofia Baran, która wiele lat temu odwiedzała szkoły podstawowe,
w których często nie było nawet sal gimnastycznych i zachęcała nas do nauki gry w siatkówkę. Tak trafiłam do Chełmca Wałbrzych, gdzie trenerem był Mieczysław Kurzawiński. Wspaniała postać. W 1972 roku w Lublinie awansowałyśmy do II ligi. Byłam wtedy licealistką. Żeńską sekcję siatkówki w Chełmcu rozwiązano w 1979 roku. Potem jak to w życiu praca zawodowa, rodzina, inne wybory. Zostały jednak przyjaźnie i pasja do tej gry. Do siatkówki, jako działaczka w Chełmca Wodociągi Wałbrzych, powróciłam 4 lata temu.



Wróciła Pani do klubu i zaczęło się mu wieść coraz lepiej?


- Bez przesady. Na dzisiejszy sukces pracował i pracuje cały sztab ludzi. Nasz klub powstał 14 lat temu i skupił się na zaangażowaniu w sport dziewcząt. Biorąc pod uwagę sukcesy na arenie międzynarodowej oraz zalety damskiej siatkówki, grupa sympatyków powołała w 2007 roku stowarzyszenie kultury fizycznej Chełmiec Wałbrzych. Dzisiaj mamy hierarchicznie zbudowany system szkolenia. Dziewczęta przychodzące do klubu, rozpoczynają naukę gry w naszej klubowej Akademii Siatkówki, a następnie trafiają do zespołów młodziczek, kadetek, juniorek, aż po seniorki, występujące w II lidze. Obecnie w grupach młodzieżowych szkoli się około 100 dziewcząt! Wspaniałe jest to, że nasze seniorki z pierwszego zespołu angażują się w wychowywanie swoich następczyń.


Właśnie seniorki. Ostatnio nie udało wam się awansować do I ligi?


- Awans wałbrzyskiej żeńskiej siatkówki po 47 latach do rozgrywek centralnych i powrót na drugoligowe parkiety, był dla nas niezwykłym wydarzeniem. Pierwszy sezon jako beniaminek II ligi zakończyłyśmy na 5 miejscu, drugi na miejscu wicelidera i to dało nam właśnie możliwość niedawnej gry w półfinałach o awans do I ligi. Nie udało się, bo to tylko sport i nie robię z tego tragedii. Cały czas powtarzam, że klub to my wszyscy – nie tylko pierwsza drużyna, ale cała młodzież szkolona przez naszych trenerów. Póki co, cieszymy się, że reprezentujemy taką formę i naszymi zwycięstwami podkreślamy Rok Kobiet w Wałbrzychu. Tym bardziej czujemy się dumne, że pokazujemy – zgodnie z naszym klubowym hasłem – iż „wałbrzyskie dziewczyny mają moc” i że jesteśmy na ten moment drugą siłą wśród siatkarskich zespołów żeńskich na Dolnym Śląsku.

Skąd u Pani tyle entuzjazmu? Można się nim wręcz zarazić?

- Entuzjazm, to przecież zapał, pasja, energiczność, bojowość – wszystko to jest w siatkówce.

Jestem zakochana w tej dyscyplinie sportu, a tymi przymiotami można zarazić wszystkich wokół. Na jednym z meczów wyjazdowych, kibic drużyny przeciwnej zapytał mnie, czy my tak wszędzie z tymi dziewczynami jeździmy? Tak jesteśmy z nimi wszędzie!

Kiedyś usłyszałem sformułowanie, że „siatkówka jest kobietą”. Coś w tym jest?


- Oczywiście że jest, tym bardziej w… Roku Kobiet.


Jak ten rok chcecie uczcić?


- Pewne działania są już za nami. Razem z koszykarzami Górnika zorganizowaliśmy Super Mecz siatkarski z okazji Dnia Kobiet, połączony z konkursem rzutów do kosza. To była świetna zabawa, ale przede wszystkim ukłon w stronę kibiców. Wspaniałym uhonorowaniem Roku Kobiet była nasza gra w półfinałach o wejście do I ligi i promowanie Wałbrzycha poprzez żeńską siatkówkę na arenie ogólnopolskiej. Dopiero kończy się kwiecień, dlatego proszę mi wybaczyć, ale wolałabym na wyrost nie dzielić się dalszymi planami. Sytuacja związana z pandemią jest na tyle dynamiczna, że już uniemożliwiła nam realizację niektórych zamierzeń. Jedno mogę obiecać Rok Kobiet w naszym wykonaniu jeszcze na pewno podkreślimy!


Siatkówka jest dziś niezwykle modna. Czy tylko dlatego, że stoją za nią sukcesy?


- To na pewno pomaga. Dzieciaki siadają przed telewizorami i oglądają świetne widowiska, a do tego identyfikują się ze swoimi idolami. Przed 14 laty mieliśmy tylko grupy młodzieżowe, 5 lat temu była już III liga seniorek, teraz jesteśmy w II lidze. Rozgrywki na szczeblu ogólnopolski pomagają w popularyzacji siatkówki w Wałbrzychu. Zwłaszcza wśród dziewcząt.


Przy ogromnym postępie technologicznym trudniej jest namówić dzieci do treningów?


- Gdy pojawiamy się w szkołach, dyrektorzy najczęściej mówią, że gdybyśmy przyszli z grami komputerowymi, pewnie mielibyśmy łatwiej namówić dzieciaki do rozgrywki w… komputerze. Przed rokiem ruszyliśmy z Akademią Siatkówki, projektem dla najmłodszych dziewczynek. I co się okazało? Nie mogliśmy nadążyć z odbieraniem telefonów od zainteresowanych rodziców, którzy chcieli zapisać do klubu swoją pociechę. To świadczy o tym, że trzeba mieć dobrą ofertę, żeby zainteresować innych. Dziś brakuje nam sal, żeby pogodzić treningi wszystkich grup młodzieżowych.


Czego Pani brakuje, żeby jako prezes powiedzieć „odniosłam sukces”?


- Słowo sukces jest bardzo pojemne. Według mnie jest to harmonia i równowaga pomiędzy tym, co dzieje się w moim życiu prywatnym i siatkarskim, klubowym. Ale rozumiem, że bardziej mam się odnieść do tego drugiego?


Zdecydowanie.


- Nie marzyłam nigdy o tym. Myślałam, że będziemy bawić się siatkówką dla młodzieży, ale jak to się ładnie mówi, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nasza popularność wzrosła. Zgłaszają się do nas nowe zawodniczki, grające zarówno w II jak i w I lidze, chcące w Wałbrzychu kontynuować swoje kariery. Najwyższy czas chyba to powiedzieć. Myślę coraz poważniej o awansie do I ligi.



Rozmawiał Tomasz Piasecki
Fot. użyczone (Archiwum prywatne Krystyny Nawrockiej)

O dokonaniach klubu piszemy regularnie, ostatnio:
TOMASZÓW LUBELSKI: KONIEC MARSZU SIATKAREK
PORAŻKA BEZ KONSEKWENCJI. CHEŁMIEC W GRZE O PIERWSZĄ LIGĘ (FOTO)


Inne znane wałbrzyszanki z tym nazwiskiem:

Justyna Nawrocka: Wałbrzych - klimaty, lokale, awangarda lat 90-tych


Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie PDF na stronie www.wieszco.pl.