Za nami pierwszy ornitologiczny spacer po Podzamczu z Krzysztofem Żarkowskim. Okazuje się, że podzamczańskie ptaki przeżywają ciężkie czasy. Praw przyrody nie zmienimy, ale możemy im trochę pomóc.


Już obok biblioteki multimedialnej uczestników spaceru przywitało wołanie pustułki z dachu jednej z bloków przy Kasztelańskiej. Pierwszym punktem na trasie spaceru było boisko, zwane boiskiem pana Kazia. Po drodze można było zobaczyć popularne ptaki - kawki (ich syberyjska odmiana ma jaśniejsze "kołnierze" i też się u nas pojawia), a także powszechnie występujące synogarlice tureckie, nazywane sierpówkami albo turkawkami.



Nad boiskiem hałasowały kwiczoły, przeleciały kolorowe szczygły, okazało się, że wróciły już do nas jerzyki, niestety nie w takiej ilości, jak to miało miejsce na Podzamczu kiedyś. A szkoda, bo nie wyobrażamy sobie, ile komarów potrafi pochłonąć taki jerzyk od maja do sierpnia, kiedy u nas jest - prawie nie ląduje, cały czas lata i je łyka. - Nowe docieplenia nie służą ptakom, kiedyś była na Podzamczu potężna kolonia, ale niektóre zginęły podczas prac związanych z docieplaniem, a wiele innych już tu nie wróciło - mówił Krzysztof Żarkowski.



W trawie boiska chętnie pasą się kwiczoły, jest to też naturalne środowisko dla makolągwy, kulczyka czy kosa, a także dla czeczotek, które uwielbiają dmuchawce bardziej niż dzieci. Niestety, żadna z czeczotek się nie odezwała, a przyczyna wyjaśniła się w okolicach ulicy Hetmańskiej. Głosy alarmowe szpaków pozwalały zlokalizować groźnego rabusia gniazd.



- Widzimy tu gniazdo sroki, pisklęta niemal gotowe do wylotu, karmione przez rodziców właśnie pisklakami i podlotami innych ptaków, co powoduje, że jest tu tak pusto, nie widać w trawie żadnego podlota. Szkoda, bo tu niedaleko była niedawno stała kałuża między drzewami, do której zlatywały ptaki z całego osiedla. Teraz wyschła i straciły wodopój. Marzy mi się, że by go odtworzyć za zgodą spółdzielni i z pomocą mieszkańców - mówił Krzysztof Żarkowski.



Można było też zaobserwować modraszki, odzywał się pierwiosnek, słychać było piegże, bogatki, nad głowami usiadł samiec zięby. Na to wszystko pewnie nie zwróciłoby się uwagi, gdyby nie towarzystwo specjalisty od ptasich zachowań. - Kiedyś podszedł do mnie jakiś starszy pan i spytał, co robię. Kiedy usłyszał, że fotografuję ptaki, zawołał: "Panie, tu nie ma żadnych ptaków! Tu są tylko gołębie!" - wspominał przyrodnik. Dlatego warto będzie wybrać się na kolejny spacer, albo umówić się z nim na profesjonalną wycieczkę do lasu.



Można było też zaobserwować osoby dokarmiające ptaki chlebem i resztkami z obiadu, co nikomu nie służy - na tym pokarmie korzystają tylko sroki, których jest coraz więcej, i niechciane przecież gołębie. Nie mówiąc o szczurach i myszach. Enklawą ptaków okazały się skwery w okolicach kościoła p. w. św. Piotra i Pawła, włącznie z ulubioną przez nie wierzbą mandżurską, gdzie można było zaobserwować synogarlicę i podlota kwiczoła, do zdjęć pozował też kos.



Sroki też się przemieszczały - nie możemy ich krzywdzić, prawa natury są takie, że drapieżnik żywi się innymi zwierzętami, ale możemy pomóc przetrwać ptakom w naszym otoczeniu, wieszając im budki lęgowe czy przede wszystkim dbając o poidła dla nich, kiedy ciepłe miesiące bywają tak suche, jak ostatnio.


Czytaj też:
PODZAMCZE: O CZECZOTKACH I INNYCH PRZED WIOSENNYM SPACEREM (FOTO)
PODZAMCZE: CO PLUSZCZE W NASZYCH POTOKACH (FOTO)
PODZAMCZE: JACY GROŹNI DRAPIEŻCY ŻYJĄ TU I ZIMUJĄ (FOTO)
PODZAMCZE - O PTAKACH OSIEDLA I ICH BARWNYM ŚWIECIE (FOTO)
WAŁBRZYCH: NASZ BOCIAN CZARNY ODNALAZŁ SIĘ W IZRAELU (FOTO)

Cały cykl: OKIEM FOTOGRAFA PRZYRODY


Akcje z udziałem Krzysztofa Żarkowskiego i jego opowieści o fotografowaniu przyrody TUTAJ.


Tekst i foto: Magdalena Sakowska