W okolicach Podzamcza, a nawet między blokami, szczególnie zimą można zobaczyć bezlitosnych skrzydlatych drapieżców - ptaki szponiaste, niekiedy bardzo rzadkie. O ich obyczajach opowiadał w Bibliotece Multimedialnej przyrodnik i fotograf Krzysztof Żarkowski.


Podczas kolejnego spotkania z miłośnikami ptaków i przyrody w Bibliotece Multimedialnej na Podzamczu Krzysztof Żarkowski pokazywał swoje zdjęcia ptaków polujących na inne ptaki i ssaki. Podzamcze za swój dom uważają krogulce.

- Ostatnio robiąc zdjęcia zauważyłem na środku tak zwanego boiska samicę, która upolowała sierpówkę. Wtedy zbliżył się jednak do niej za bardzo człowiek spacerujący z psem i uciekła. Wróciła pół godziny później, ale zdobycz była dla niej za ciężka, więc co trochę podjadła, to przelatywała z nią kilkanaście metrów i skubała dalej. Robiła to na pięć rat, w końcu udało się jej podnieść gołębia i przelecieć z nim za Aleję Podwale na ogródki działkowe. Ta samica zapewne wyprowadza lęgi w Parku Książańskim i przylatuje na Podzamcze, żeby sobie coś upolować. Lata koło przychodni, kołuje między blokami przy szkole nr 21 i przy bazarze -
opowiadał Krzysztof Żarkowski.



To samice krogulca polują na gołębie, dzikie i półdzikie, bo są na to wystarczająco duże. Samce, o połowę mniejsze, muszą się zadowalać mniejszymi ptakami, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - te małe ptaki potem łatwiej zjadać pisklętom.

- Inna samica upolowała szpaka i usiadła z nim na środku szosy na Alei Podwale. Ptaki lądują z ofiarą, gdzie popadnie i atakują w takim amoku, że krogulec potrafi rozbić się o szybę usiłując złowić kanarka siedzącego w klatce na parapecie. Krogulec ma bardzo szybki metabolizm i zimowy dzień bez zdobyczy może oznaczać dla niego osłabnięcie i śmierć, stąd taka desperacja - tłumaczył fotograf ptaków.



W okolicach Podzamcza można też zobaczyć drzemlika - malutkiego, pięknie ubarwionego sokoła, który wygląda bardzo niewinnie, ma niebieskawy "płaszcz" i mały dziobek, ale atakuje jak piorun. Zimuje u nas bardzo często, pojawia się też w rejonach Dobromierza czy Świdnicy. - Jest prześliczny, ma bardzo bogatą kolorystykę upierzenia, zwłaszcza z przodu. A jego wymiary to połowa półlitrowej butelki z wodą mineralną - mówił Krzysztof Żarkowski.



Wielu mieszkańców dzielnicy skarży się na przeszkadzające im gołębie. Według Krzysztofa Żarkowskiego problem rozwiązałby się łatwo i bez dramatu, gdyby przygotowaną przez niego budę dla sokoła wędrownego na kominie PEC-u zasiedlili przedstawiciele tego gatunku. Ponieważ sokół żywi się gołębiami, po prostu większość wyprowadziłby się z jego rewiru.

- Zabiegałem o założenie tej instalacji lęgowej, bo kilka lat temu zaobserwowałem sokoła wędrownego latającego wokół komina. Niestety, już się nie pojawił. W Świdnicy w parku zimuje sokolica wędrowna, która już po godz. 8.00 każdego dnia wraca z okolic Rynku do parku z upolowanym gołębiem. Prawdopodobnie przylatuje do nas z rosyjskiej tundry - mówił przyrodnik. Na Podzamczu w grudniu 2017 usiłowała się zadomowić czeska sokolica wędrowna, jednak miała wypadek na ul. Grodzkiej. O jej historii pisaliśmy: Może do trzech razy sztuka... Tu świdniczanka.




Z nieobecności sokoła wędrownego cieszą się mieszkające w budzie lęgowej na kominie pustułki, które od 2 lat wyprowadzają tam lęgi.
- Pustułki niczym koty próbują szponami wyciągać młode jerzyki czy szpaki z otworów w ścianach, w których te ptaki się gnieżdżą. Są ornitofagami, żywią się wyłącznie ptakami, nie umieją łapać myszy. Po dwóch atakach pustułka musi odpocząć przez kilka godzin, podczas kiedy jastrząb potrafi upolować coś kilkanaście razy z rzędu i dlatego tak chętnie tresowano je do łowów - mówił prowadzący spotkanie.



Inny rzadki, a piękny gatunek, który przy dużym łucie szczęścia można zobaczyć na spacerze, to zimujący u nas myszołów włochaty. Od popularnego myszołowa zwyczajnego różnią go opierzone - ale tylko z przodu - nogi. To opierzenie z przodu odróżnia go z kolei od orła. Gatunek północny, skandynawski, gnieździ się na fiordach, a do nas przybywa na zimę. Widywano go w okolicach ul. Uczniowskiej. Też jest ciekawie ubarwiony, brązowo-biały, w kreski i kropki. Od jego kuzyna odróżnia go też pewien obyczaj, bo widocznie tam, gdzie mieszka, nie ma dróg szybkiego ruchu.



- Często mnie pytano, dlaczego myszołowy siedzą rzędem na drzewach wzdłuż drogi krajowej nr 35. Siedzą, bo mają nadzieję, że samochód "upoluje" im zdobycz, że jakiś zabłąkany lis czy inne małe zwierzę dostanie się pod koła. Do tego myszy i inne polne gryzonie wyprowadziły się na pasy drogowe, bo tam mają spokój od prac rolnych i gnieżdżą się w nich masowo - tłumaczył przyrodnik. Myszołowy robią to na ogół zimą, wiosną odlecą wychowywać potomstwo w bardziej dzikich regionach. Rozpiętość skrzydeł tego ogromnego drapieżnika to półtora metra, a jego włochaty krewniak jest jeszcze większy.



W rejonie Podzamcza żyje też sowa uszata, latający nocny kot, która zaadoptowała gniazdo po sroce. Sama budować gniazd nie umie. Uszatki chętnie zimują w żywotnikach przy kościele p. w. Podwyższenia Krzyża Świętego, odwiedzają też szklarnie na działkach, żeby sprawdzić, czy tam się nie da czegoś złowić. W Świdnicy inna przedstawicielka tego gatunku mieszka sobie na świerku obok pewnego dyskontu. Uszatka nie przeszkadza ludziom i jest wyjątkowo urodziwa. A te oczy...



A pod koniec marca w bibliotece Krzysztof Żarkowski opowie o pluszczach. W kwietniu natomiast zaplanowany jest spacer.

Czytaj też:
PODZAMCZE - O PTAKACH OSIEDLA I ICH BARWNYM ŚWIECIE (FOTO)
WAŁBRZYCH: NASZ BOCIAN CZARNY ODNALAZŁ SIĘ W IZRAELU (FOTO)
Cały cykl: OKIEM FOTOGRAFA PRZYRODY

Akcje z udziałem Krzysztofa Żarkowskiego i jego opowieści o fotografowaniu przyrody TUTAJ.

Tekst i foto: Magdalena Sakowska
Zdjęcia ptaków: Krzysztof Żarkowski