Na dzisiejszej sesji rady miasta prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej podsumował jeden z najbardziej dramatycznych epizodów w powojennej historii naszego miasta - szczyt zachorowań na COVID-19 w marcu i kwietniu 2021 roku, który pochłonął wiele ofiar, a w szpitalach i na oddziałach ratunkowych toczyła się batalia niewidoczna na zewnątrz. Jednak jest też nadzieja.


Zabrakło miejsc

Jak mówił podczas czwartkowej (29 kwietnia) sesji rady miasta prezydent Roman Szełemej, życie naszego miasta zostało zdominowane przez pandemię, a jej różne aspekty, społeczne, gospodarcze i inne, będą wpływać na życie jego mieszkańców nie tylko przez najbliższe pół roku, ale i przez następne lata.

- Według informacji z Sanepidu i innych instytucji, które monitorują przebieg pandemii, sytuacja się poprawia. Mieliśmy szczyt mniej więcej 3-4 tygodnie temu i byliśmy wtedy w najbardziej dramatycznej sytuacji od początku pandemii. Województwo dolnośląskie wciąż znajduje się na liście z najwyższym poziomem zachorowań i zgonów. Mam nadzieję, że w maju dołączy do tych, które mają już mniejsze restrykcje. Sytuacja epidemiologiczna w naszym mieście była dramatycznie trudna, a najtrudniejsza część walki rozgrywa się w budynkach szpitalnych i na oddziałach ratunkowych. Po uruchomieniu w listopadzie tymczasowego oddziału covidowego dysponujemy liczbą 170 łóżek, ale wielu mieszkańców regionu wałbrzyskiego i sąsiednich trafiało na leczenie do innych miejscowości na Dolnym Śląsku, ponieważ nasze łóżka były wypełnione. Pacjenci z Wałbrzycha i powiatu, ale także z Kamiennej Góry, ze Świdnicy, Świebodzic, Nowej Rudy trafiali na nasz oddział ratunkowy, ponieważ on przyjmował największą liczbę chorych i stamtąd często musieliśmy ich kierować do innych miejscowości - mówił Roman Szełemej.

W momencie, kiedy miejsc zabrakło, a było to w okresie wielkanocnym na początku kwietnia, wałbrzyszanie i mieszkańcy powiatu byli przewożeni do innych szpitali, gdzie tylko miejsca się znalazły - do Świebodzic, Kowar, Lubina, Lubania, Legnicy, Bolesławca, a - jak mówił prezydent - najbardziej dramatyczny moment podczas świąt przyszedł wtedy, kiedy kilkunastu chorych z Wałbrzycha trzeba było wysłać do odległego Milicza, bo tylko tam były dla nich łóżka.


Wielu przegrało walkę

- Mieliśmy dramatyczne problemy z transportem, dysponujemy na naszym terenie tylko jedną karetką covidową, która i teraz całkowicie jest zajęta, żeby przewozić chorych zakaźnych i szpitale organizowały go własnym sumptem po całym województwie. Mniej więcej od 10 dni są już u nas wolne łóżka i wszyscy pacjenci z Wałbrzycha leczeni są w Wałbrzychu, ale cały okres świąteczny upłynął mi na poszukiwaniu wraz z Zespołem Zarządzania Kryzysowego, wojewodą i zespołami ratownictwa na poszukiwaniu miejsc dla wałbrzyszan. Niestety wielu z nich nie jest w stanie wygrać tej walki. Najgorsze w tej chorobie jest to, że po prostu nie wiemy, dlaczego zdrowi ludzie w wieku 30, 40, 50 lat, którzy otrzymali w naszym szpitalu pełne leczenie, jakie może zaproponować medycyna, przegrywają tę walkę, najczęściej po kilku tygodniach ofiarnej walki personelu i teraz liczba zgonów wciąż pozostaje na niesłychanie wysokim, trudnym do zaakceptowania poziomie -
relacjonował prezydent.

Podczas kryzysu pod koniec marca i w kwietniu wielokrotnie trzeba było poszukiwać dla wałbrzyszan zagrożonych śmiercią na COVID-19 leczenia ostatniej szansy, czyli leczenia z użyciem zestawu ECMO, tak zwanego płuco-serca.

- Są we Wrocławiu trzy takie zestawy na oddziałach kardiochirurgicznych w szpitalach przy ul. Borowskiej, Wajdla i Kamińskiego. Radni i mieszkańcy pytali mnie, czy nie można by zainstalować takiego zestawu u nas. Nie jest on kosztowny, jego cena to okołu stu kilkudziesięciu tysięcy złotych, ale zakup go największy sens ma wtedy, kiedy zespół medyczny, który trzeba wokół niego zebrać, ma kilkudziesięciu pacjentów rocznie. Inaczej tworzenie takiego zespołu nie ma sensu. Na te trzy oddziały przekazaliśmy wielu pacjentów z naszego regionu, niektórym z nich uratowało to życie, tak było, co już publicznie wiadomo, w przypadku osoby znanej, Mateusza Rambachera - mówił prezydent.


Wielu wciąż walczy

Kryzys spowodował konieczność dofinansowania wałbrzyskich jednostek - miasto przekazało na ten cel kilka milionów złotych - a także ogromne braki w personelu medycznym.

- Pracujemy na najwyższych obrotach, ledwie dajemy sobie z tym radę i proszę mieszkańców miasta o wyrozumiałość, jeśli czasem jest się trudno gdzieś dostać. Chorowało nie tylko wiele osób z personelu medycznego, także wielu pracowników spółek miejskich, kilku z nich wciąż walczy o życie, leżą w szpitalu pod respiratorami, trzymamy za nich kciuki. Trzeba się za nich modlić, to są straszne dramaty - podsumował prezydent i zarazem lekarz wałbrzyskiego szpitala im. A. Sokołowskiego.

Jak mówił Roman Szełemej, liczba zgonów z powodu COVID-19, wynosząca w tej chwili około 60 000 w Polsce, może wzrosnąć do końca tego roku nawet do 100 000. Oficjalnych danych z naszego miasta jeszcze nie opublikowano, według statystyk, które korzystając z danych rządowych prowadzimy na naszym portalu od początku pandemii, zmarło z powodu zakażenia koronawirusem ponad 200 wałbrzyszan i ponad 100 mieszkańców powiatu wałbrzyskiego, łączna liczba to 318 osób lub więcej. Z tego tylko w kwietniu niemal 60 mieszkańców miasta i około 30 powiatu.

Prezydent zapowiedział, że śladem innych miast 15 maja w Wałbrzychu będzie miało symboliczne upamiętnienie ofiar pandemii z naszego miasta.


Raport prezydenta sprzed miesiąca:
WAŁBRZYCH PRZEGRYWA Z PANDEMIĄ, ALE JEST ŚWIATEŁKO W TUNELU

WAŁBRZYCH: MOBILNY PUNKT SZCZEPIEŃ JUŻ DZIAŁA! (ZDJĘCIA)
Wałbrzych: Powstaje pierwszy punkt szczepień drive-thru w kraju

Wałbrzych: Maryla Rodowicz zaszczepiła się w Starej Kopalni
Wałbrzych: Pierwsi policjanci i strażacy zaszczepieni [FOTO]

Wałbrzych i powiat: Do wakacji możemy zaszczepić wszystkich, ale... .

Nasz codzienny raport z pandemii w mieście, powiecie i regionie:


Magdalena Sakowska
Foto archiwalne ilustracyjne: JK