Krowy cielne i karmiące cielęta zabiedzone tak, że nie miały siły wstać, psy przy budach bez dostępu do wody i równie zaniedbane konie. To katastrofalny obrazek z centrum dzielnicy Gorce. Gospodarująca tak rodzina 3 kwietnia decyzją władz miasta została pozbawiona narażonego na śmierć głodową inwentarza. Sprawa trafi do prokuratury.

Trzy nie żyją, ratujmy pozostałe

Pamiętacie sprawę porzuconej przez właścicieli, grzęznącej w błocie osłabionej krowy cielnej, którą strażacy z lokalnych OSP 21 marca cudem wydobyli z bagniska? Pisaliśmy o tej sprawie -CIELNA KROWA MOGŁA TEGO NIE PRZEŻYĆ. Porzucenie jej na błotnistym polu bez jedzenia i dostępu do wody było tylko jednym aktem dramatu oczekującego potomstwa zwierzęcia i reszty tego stada. Osłabiona i niedożywiona, być może chora krowa, mimo ratunku, pomocy weterynaryjnej, bezpiecznej obory i pełnego żłobu nie przeżyła. Następnie, z podobnych powodów trzeba było uśpić kolejną krowę, a trzecią - również cielną - krasulę uśpiono 3 kwietnia na wybiegu. Cierpiące zwierzę położyło się na pozbawionym jeszcze trawy klepisku i było zbyt słabe by wstać.   



- To trwało zbyt długo, właścicielom dawaliśmy szansę na poprawę warunków tych zwierząt. Nadal dochodzą do nas jednak niepokojące informacje, że ich sytuacja wcale się nie poprawiła od 2018 roku, a do zaniedbań dochodziło również wcześniej za poprzedniej władzy. Dziś podjąłem decyzję o odebraniu właścicielom całego stada krów, a także koni oraz psów - wyjaśnia Sebastian Drapała, zastępca burmistrza Boguszowa-Gorc. Stado po uśpieniu trzeciej krowy liczy 9 krów i 4 cielęta. Gospodarzom z Gorc odebrano również 5 koni oraz psy.

W działaniach przy ul. Traugutta wzięli udział Grzegorz Zając - inspektor ds. zarządzania kryzysowego UM w Boguszowie-Gorcach, strażnicy miejscy, strażacy z OSP Boguszów i OSP Gorce, przedstawicielki Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Wałbrzychu, a także lekarz weterynarii. Interwencję z niepokojem obserwowali mieszkańcy Gorc razem z zastępcą burmistrza. Wsparcia udzieliła również lokalna policja z uwagi na to, że właściciele zwierząt znani są w okolicy z agresywnego zachowania.


Powolny upadek

Rodzina gospodarzy mieszkająca przy ul. Traugutta znana jest służbom mundurowym nie od dziś. Początkowo wzorcowe gospodarstwo prowadzili rodzice obecnych właścicieli. Po przekazaniu ojcowizny synom początkowo wiodło się całkiem dobrze, uprawiali ziemię na terenie gminy Stare Bogaczowice, trzymali też zwierzęta. W ostatnich latach stan gospodarki pogorszył się, coraz częściej zaczęły się też pojawiać doniesienia o złym stanie zwierząt. Zgodnie z relacją pragnących zachować anonimowość mieszkańców Gorc gospodarze nie życzyli sobie sąsiedzkich uwag, ani jakiejkolwiek ingerencji w ich działania strasząc wybiciem szyb i nie tylko. Jako że znani są z nieprzewidywalności, lokalne środowisko dystansowało się wobec ich zaniedbań w gospodarstwie dopóki nie nabrały ono tak rażącej skali. - Ponad rok temu otrzymaliśmy pierwsze zgłoszenie dotyczące złego traktowania przez gospodarzy koni. Sprawę przekazaliśmy do zarządzania kryzysowego - wyjaśniają strażnicy ze Straży Miejskiej w Boguszowie-Gorcach. Strażnicy odbierali też inne zgłoszenia dotyczące nadużyć w tym gospodarstwie.



- Problem z końmi zaczął się w lutym 2018 roku. Zwierzęta nie miały dostępu do wody i pożywienia. Wpłynęliśmy na gospodarzy i jakoś udało się nam dojść do porozumienia. Nie było wzorowo, ale poprawnie. Krowy zaś przebywały na gruntach tej rodziny w Jabłowie, w gminie Stare Bogaczowice - wyjaśnia Grzegorz Zając boguszowski inspektor ds. zarządzania kryzysowego. Już na terenie innej gminy krowy nie miały sielskiego życia, sprawę uciekających poszukiwaczek jedzenia co z głodu gryzły śnieg zgłaszano, jednak stado wedle dokumentacji należało do rodziny z Boguszowa-Gorc i tu też było ewidencjonowane. Dlatego część kroków przeciwko nierzetelnym gospodarzom utknęła w martwym punkcie, tymczasem - jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć w ostatnich miesiącach padło ok. 30% bydła ze stada.


Problem się przemieścił
 
 - W drugiej połowie lutego bieżącego roku krowy zostały przygnane do nas, do Gorc. Sprawę tę monitoruję na bieżąco. Krowy i konie są wychudzone, osłabione, w kiepskiej kondycji. 25 lutego była pierwsza kontrola z Inspekcją Weterynaryjną, podczas której określono, co gospodarze powinni poprawić. Nie zastosowali się do zaleceń. 28 lutego druga kontrola gospodarstwa z inspekcją również wypadła źle, ale wymogła na gospodarzach przywiezienie 22 balotów siana niskiej jakości. Do tego nie było innej paszy, a większość krów jest cielna lub karmiąca cielęta. Na wszystko brakowało pieniędzy. Przykładowo, 2 kwietnia na dziewiętnaście zwierząt przywieziono dwa baloty siana - wylicza Zając. Dowożona w lutym i marcu pasza była nieurozmaicona, złej jakości, a także w ilości niewystarczającej do wykarmienia 10 krów, 4 cieląt i 5 koni.



21 marca pierwsza niedożywiona krowa utknęła w błocie i była zbyt słaba by się z niego wydostać. Właściciele pozostawili ją bez pomocy przez około dobę, strażaków na pomoc wezwali zbulwersowani sąsiedzi. Wówczas gmina przejęła opiekę nad uratowaną krową. Ta niestety padła. 26 marca przejęto kolejną krowę. - Była tak słaba i chora, że gospodarz stwierdził, że i tak zdechnie, więc nie opłaca się wzywać weterynarza. W tym przypadku opieka ograniczyła się do uśpienia konającego zwierzęcia, 3 kwietnia położyła się kolejna krowa - dodaje inspektor ds. zarządzania kryzysowego. To zdarzenie przesądziło o konieczności przejęcia opieki nad pozostałymi przy życiu zwierzętami.


Co dalej?

- Zwierzęta trafią teraz do gospodarstwa rolnego, które się nimi należycie zaopiekuje, przejdą też badania weterynaryjne. Do czasu zakończenia kroków prawnych dotyczących przejęcia zwierząt pozostaną one na utrzymaniu gminy. Podjęte zostaną też działania przeciwko ich właścicielom, którzy dopuścili się rażących zaniedbań - dodaje zastępca burmistrza miasta. Wstępne szacunki kosztów utrzymania tych stworzeń do końca roku mówią o kwocie ok. 110 tys. zł oraz dodatkowych kosztach weterynaryjnych. Miasto będzie musiało na ten cel dokonać przesunięć budżetowych, są też przymiarki do pozyskania środków zewnętrznych. 



Dwukrotnie zgłaszano lokalnej policji podejrzenie o popełnieniu przestępstwa, czyli doprowadzenia do zagrożenia zdrowia i życia zwierząt, znęcania się nad zwierzętami i porzucenia chorego zwierzęcia bez pomocy lekarskiej. Po przejęciu opieki nad stadem gmina będzie oczekiwać na decyzję sądu mówiącą o przepadku zwierząt i zabronieniu prowadzenia dalszej hodowli lub konieczności oddania inwentarza jego właścicielom... co wydaje się mało prawdopodobne. 
Dodatkowo sprawę tę przedstawiciele miasta zgłoszą też do prokuratury, by rażące zaniedbania i okrucieństwo właścicieli zwierząt nie pozostały bezkarne.   

Przeczytaj też:
CIELNA KROWA MOGŁA TEGO NIE PRZEŻYĆ
ZABIŁA NOWO NARODZONE KOTKI. JEST WYROK
ŚCIGAŁ PODEJRZEWANYCH O KATOWANIE ZWIERZĄT - SAM MA ZARZUTY
POLICJA WAŁBRZYCH - JEDNAK TO ON ZAMORDOWAŁ SWOJEGO PSA
KOT POSTRZELONY W MIEŚCIE W BIAŁY DZIEŃ
ZNĘCAŁ SIĘ NAD ZWIERZĘCIEM? ZNAMY KOLEJNE FAKTY


Elżbieta Węgrzyn