Odwiedziłem dwie lokalne drużyny z ekstraklasy, które dzień po dniu walczyły o ligowe punkty. Jak wygląda podejście do basketu we Wrocławiu, w porównaniu z tym w Wałbrzychu?

Koszykówka w Wałbrzychu odżywa. Wraca do łask. Bardzo dobre wyniki Górnika, pozycja lidera w tabeli, coraz bardziej rozbudowana otoczka wokół spotkań oraz szeroka promocja meczów (w tym nasza, jako patrona medialnego) sprawiły, że kibiców na meczach jest coraz więcej.

W rozwoju bardzo pomaga perspektywa i porównanie tego, jak „robią” koszykówkę gdzie indziej. W ostatnim tygodniu nadarzyła się świetna okazja do podpatrywania rywali, bo ekstraklasowe Ślęza i Śląsk Wrocław grały domowe mecze dzień po dniu.


Grafika: Ślęza Wrocław (Facebook)

Tęsknota za minionym

W czwartek, 16 stycznia żeńska sekcja Ślęzy, najstarszego klubu w mieście, podejmowała w kameralnej hali AWF Wisłę Kraków. Jeszcze niedawno te starcia można było śmiało określić mianem „derbów Polski”. W maju 2017 roku Ślęza wygrała przecież, po pasjonującej walce, finały z Wisłą, zdobywając pierwsze od trzydziestu lat mistrzostwo kraju. Niecałe trzy lata po tym wydarzeniu krajobraz uległ jednak zmianie. Rozglądam się po parkiecie, spoglądam na personalia. Finały sprzed trzech lata pamięta tylko JEDNA koszykarka, Magda Ziętara z Wisły (zresztą w czwartek nie pojawiła się na boisku) oraz jeden sztab szkoleniowy (trener Ślęzy, Arkadiusz Rusin i jego asystenci). Obie ekipy przechodzą gorszy okres od strony finansowej. Odbiło się to na składach. Dobrym przykładem jest tu Agata Dobrowolska ze Ślęzy – jeszcze rok temu poza rotacją, dziś gra sporo minut z ławki. Drużyny stały się ligowymi średniakami, a w samym meczunbywały momenty, gdy twarz trenera Rusina czerwieniała ze złości tak bardzo, że przypominała kolor trykotów Wisły. Szkoleniowiec nie miał powodów do radości, bo z pierwszego rzędu oglądał festiwal błędów kroków i pudeł spod kosza oraz z linii rzutów wolnych, spoglądał na drużynę bez iskry i wyrazistych postaci. Podczas meczu z Wisłą mógł poczuć się jak aktor z sequelu kinowego hitu, z tym, że poza nim w kolejnej części zabrakło gwiazdorskiej obsady, znanej i lubianej z „jedynki”. Jak wiemy, sequele rzadko bywają udane, a tym razem wyszedł trochę czeski film. Ślęza, po dość kuriozalnym meczu, wygrała z Wisłą …. 54:48. Na pocieszenie, we wrocławskim składzie pierwszą (i jedyną) rozgrywającą jest Polka, Dominika Owczarzak. Nie jest to zawodniczka formatu liderki, ale daje sobie radę, a w ekstraklasie rzadko przecież oglądamy w tak dużej roli koszykarki z polskim paszportem.

A co było słychać wokół meczu? Ślęza jest zaangażowana społecznie, często wspiera akcje charytatywne, ma bardzo zgrabnie poukładany marketing w social media, ale „na mieście” jej nie widać. Przy kasie biletowej (te także do nabycia w sieci) do zakupienia oferowano liczne klubowe gadżety: kalendarze, szaliki, kubki, wlepki, koszulki i dużo, dużo innych. Z gastronomii dojrzałem butelki wody i popcorn. Przed meczem zawodniczki obu ekip tradycyjnie wyprowadzały dziewczynki trenujące w akademii Ślęzy, a w przerwach w akcji można było zobaczyć solidny, lokalny zespół taneczny, czyli Glow Cheerleaders, który tańczy objazdowo po całym regionie (m.in. futbol amerykański we Wrocławiu, żużel w Lesznie, kosz w Polkowicach czy siatkówka w Lubinie, były także na występach reprezentacji Polski koszykarzy w Aqua Zdroju). Widzów na trybunach nie za wiele, co ma związek po trochę z każdym z wyżej wspomnianych czynników. U kibiców dwa bębny, doping kilkuosobowy, ale donośny, dzięki dobrej pod względem akustycznym hali. Wokół parkietu kręciła się też klubowa maskotka, czyli żółty kurczak „Czak”.


Grafika: WKS Śląsk Wrocław - koszykówka (Facebook)

Zagraj to jeszcze raz, Kuba

W piątek, 17 stycznia do walki o punkty w „Orbicie” stanął ekstraklasowy Śląsk Wrocław, podejmujący MKS Dąbrowę Górniczą. Jeszcze rok temu WKS mierzył się z naszym Górnikiem w 1. lidze, ale teraz, w niemal zupełnie innym składzie, walczy o najlepszą ósemkę w Energa Basket Lidze.

Na trybunach dużo ludzi, co ma związek z passą zwycięstw zespołu. W sklepiku nie dojrzałem gadżetów klubowych, jedynie napoje, wody, batony, popcorn, nachosy i piwo w plastikowych kubkach (do niego jeszcze wrócę). Na parkiecie w centralnej części herb klubu, dodatkowo występy taneczne zespołu Cheerleaders Wrocław, liczniejszego i lepiej chyba zorganizowanego od tego, który oglądałem na Ślęzy. Pomiędzy drugą, a trzecią kwartą kibice mogli się wzbogacić, rzucając z połowy o 1,000 zł, a do boju zagrzewała ich „Czempion”, klubowa maskotka. Konkurs był sponsorowany przez firmę bukmacherską, a uczestnicy zabawy zostali przymuszeni podczas rzutów do przyodziania koszulek z jej logo. Doping z trybun niemal przez całe spotkanie był anemiczny, kilkuosobowy (jeden bęben), co ma związek z trwającym od lat konfliktem pomiędzy władzami Śląska, a jego kibicami. „Kosynierów” w młynie zastąpił „Klub wesołego kibica”, co mocno wpłynęło na jakość i liczebność wsparcia z trybun. 

Kibiców poderwał dopiero Kuba Musiał. 21-letni wychowanek Śląska był ważną postacią w drugiej i pierwszej lidze, ale mało imponujące warunki fizyczne skazały go na koniec ławki rezerwowych w ekstraklasowym WKS-ie Andrzeja Adamka. U trenera Olivera Vidina Musiał dostaje coraz więcej szans i widać, że z nich korzysta. Z MKS-em rozegrał najlepszy swój mecz w ekstraklasie. Po wejściu na parkiet został oddelegowany do roli „plastra” na liderze gości, Domnicu Artisie, z którą radził sobie dobrze. W ataku dodał z kolei „trójkę” z rogu. Po zmianie stron znowu walczył mocno w defensywie, ponownie trafił za trzy, a później świetnie biegał w kontrach, zdobywając punkty po dwutaktach. Musiał jest JEDYNYM wychowankiem w międzynarodowym gronie koszykarzy Śląska, który się przebija do rotacji. Kibice zresztą z utęsknieniem czekają na jego pojawienie się na boisku. Gdy złapał piąty faul i musiał zejść, fani pożegnali go owacją na stojącą oraz skandowaniem jego nazwiska. Trener Vidin, który odmienił mizerny na początku sezonu Śląsk, objął skromnego 21-latka, gratulując mu występu. Śląsk wygrał z Dąbrową Górniczą  106:84, odskakując na dobre w czwartej kwarcie. Historia Musiała jest żywym dowodem na to, że warto inwestować w swoich wychowanków, bo to dla nich ludzie kupują bilety, a nie dla przypadkowych najemników z zagranicy.

Wracając do złocistego trunku – kibice WKS-u mogą popijać klubowe piwo o nazwie „Śląsk Basket”, do zakupu między innymi w zestawie jak na poniższym zdjęciu (choć akurat nie na meczu). Co ciekawe, ten produkt jest podobno dostępny także w Wałbrzychu, przy ul. Rycerskiej 1 (Art. Cafe „Pod pretekstem”) oraz w „Oberży PRL” w Jedlinie-Zdroju.


Foto: wks-slask.eu

Spalony teatr jednego aktora

Dużo w kuluarach mówi się o tym, jak ewentualnie mógłby wyglądać wałbrzyski Górnik w ekstraklasie. Jeżeli biało-niebieskim uda się w najbliższym czasie wejść na ten poziom, to ci muszą zrobić dosłownie wszystko, by nie stać się kopią dąbrowskiego MKS-u.

Jest przecież sporo podobieństw. Oni też mają w swoich barwach kolor niebieski, Dąbrowa Górnicza to miasto o bardzo podobnej wielkości do Wałbrzycha, również historycznie powiązane z przemysłem wydobywczym. Tamtejszy ekstraklasowy MKS powinien jednak być dla wałbrzyszan przestrogą i cenną lekcją. Klub bowiem balansuje na granicy wypłacalności, wymienia w ekspresowym tempie koszykarzy i właśnie przegrał dziesiąty mecz z rzędu.

Na czterdzieści minut przed rozpoczęciem spotkania samotną rozgrzewkę rzutową, z bezprzewodowymi słuchawkami na głowie, wykonywał wspomniany wyżej Dominic Artis. Wydaje mi się, że w trakcie meczu, gdy na boisku biegało obok niego czterech innych graczy, pozostał samotny. Amerykanin to lider MKS-u, najlepszy strzelec polskiej ligi, samograj, we Wrocławiu autor 32 punktów, często po rzutach z dystansu przez ręce obrońców (6/8 za 3). MKS to teatr jednego aktora, artysty Artisa. Mowa jednak o spalonym teatrze, bo tak wielka rola jednego gracza nie przekłada się na wyniki. Zespół prowadzi bliżej nieznany Michał Dukowicz, całą, krótką karierę związany z Dąbrową. Po piątkowym spotkaniu nie jestem jednak pewien czy to jego drużyna, czy Artisa, bo w grze MKS-u brakowało schematów, wykorzystania podkoszowych czy wyprowadzenia dobrych strzelców na pozycje. Trener Dukowicz częściej od dyrygowania zawodnikami na parkiecie, wrzeszczał na nich, dodatkowo wchodząc w ożywcze dyskusje z sędziami. Siedzący obok mnie na trybunach kibice gości wzdychali jedynie z zawodu.  

Wałbrzych bez kompleksów

Jak na tle koszykówki w stolicy regionu wygląda Górnik? Nie mamy się czego wstydzić! Ok, Ślęza i Śląsk grają w wyższej lidze i są bardziej świadomi w marketingu internetowym, dodatkowo ten pierwszy klub dysponuje szeroką ofertą gadżetów dla fanów podczas meczów. Zespoły cheerleaderek we Wrocławiu to głównie studentki. Robią większe show od naszych z Blue Dance Crew, ale wynika to z doświadczenia i obycia na wielkiej scenie. Kibiców i gorącej atmosfery na meczach Ślęza i Śląsk mogą nam jednak pozazdrościć. Podobnie jak atrakcji wokół zawodów, bo zarówno na Ślęzie, jak i na Śląsku próżno szukać np. animacji dla dzieci. Dodatkowo da się odczuć, że koszykówka we Wrocławiu, stolicy regionu z wieloma pokusami, odgrywa bardzo marginalną rolę. W Wałbrzychu z kolei się o niej mówi, a billboardy, grafiki i citylighty przypominają o tym, kiedy jest następny mecz.

No właśnie – najbliższy mecz Górnika już w środę, 22 stycznia o godz. 18 w Aqua Zdroju! W derbach nasi podejmą Zetkamę Doral Nysę Kłodzko.