Może być spora zmiana, jeśli chodzi o termin oddania do użytku obwodnicy zachodniej Wałbrzycha. O przyczynach, prowadzonych aktualnie pracach i kłopotach na budowie rozmowa z Michałem Wrzoskiem, rzecznikiem prasowym firmy Budimex S.A., generalnego wykonawcy obwodnicy Wałbrzycha. Z najnowszego numeru tygodnika WieszCo - 31 marca 2021.


Nie w tym, a dopiero latem przyszłego roku może zostać oddana wałbrzyska obwodnica - wygląda na to, że będziemy mieć rok opóźnienia? Rzecznik Budimexu wyjaśnia.

Lubi Pan niespodzianki?


- Nie! Chyba żaden budowlaniec ich nie lubi (śmiech). Wolimy być przygotowani na wszystkie ewentualności, mieć rozpisany plan A, B i C.

Przy budowie wałbrzyskiej obwodnicy prawie nic nie jest takie jak na projekcie. Same niespodzianki. Wieloma rzeczami zostaliście zaskoczeni?

- Sporo się tego uzbierało. Mamy duże doświadczenie przy inwestycjach miejskich, jednak nie spodziewaliśmy się, że będziemy zaskakiwani tak często i w takiej skali. Taka sytuacja zmusiła nas do przerzucenie zaplanowanych wcześniej robót z miejsca gdzie z powodu niezgodności projektu ze stanem rzeczywistym niewiele można było robić, na odcinek, gdzie prace dało się prowadzić. Nie wstrzymywało to całej budowy, a jedynie punktowo w konkretnym miejscu gdzie mieliśmy kłopot. Bo na przykład odnajdywaliśmy szyb, którego nie było na planach lub infrastrukturę teletechniczną, o której nikt nie pamiętał, że w tym miejscu się znajduje. Niestety są takie sytuacje, gdzie lokalna, punktowa przeszkoda, uniemożliwia prace na dużo szerszym zakresie.



Słyszę, że życie drogowca w Wałbrzychu do nudnych nie należy?

- Zdecydowanie nie, bo to szczególna inwestycja. Po pierwsze dlatego, że budowa obwodnicy jest mocno związana z tkanką miasta. Po drugie prace prowadzone są z wykorzystaniem śladu starej obwodnicy. Po trzecie jest dużo obiektów inżynierskich jak kładki, estakady. Po czwarte i chyba najważniejsze występują liczne kolizje podziemne. Ponadto historia Wałbrzycha związana jest z eksploatacją węgla, czego ślady odnajdujemy do dzisiaj.


Rozpoczynając inwestycję musieliście chyba spodziewać się, że łatwo nie będzie?

- Łatwo nigdy nie jest, jednak nie spodziewaliśmy się tylu niezgodności projektowych – czyli tego, co jest na planach z tym, co zastaniemy w ziemi. Ma to ogromny wpływ na tempo prac na budowie. Wciąż dużym wyzwaniem przed nami jako generalnym wykonawcą oraz miastem jako inwestorem, jest ciągłe przygotowywanie projektów zamiennych i dokonywanie korekt w planach. Te formalności pochłaniają mnóstwo czasu, co ma wpływ na postęp prac.



W ilu procentach obwodnica Wałbrzycha jest już gotowa?

- Prace przy budowie obwodnicy są bardzo zaawansowane. W tej chwili ukończonych jest 75 procent robót.


To mniej niż pierwotnie zakładano w planie o tej porze roku?

- Na początku marca złożyliśmy do miasta nowy harmonogram prac uwzględniający wszystkie znane na dzisiaj niespodziewane okoliczności. Będzie on teraz przedmiotem rozmów. Pamiętajmy jednak, że mieliśmy mroźną zimę, która niedawno się skończyła. Do tego trzeba wziąć pod uwagę to, o czym mówię do znudzenia, że napotkaliśmy dużo kolizji podziemnych i prace prowadzimy w tkance miejskiej. Uwzględniając te wszystkie czynniki, to 75 procent postępu prac uważam za bardzo dobry wynik.



Na ile kłopoty z infrastrukturą teletechniczną, nieznanymi kanałami, szybami, rzeczkami, wpłynęły na opóźnienia?

- Budimex około 80 procent swoich inwestycji realizuje przed terminem. Założenie, że inwestycja w Wałbrzychu zakończy się w lecie 2021 roku od początku było ambitne, ale już wiemy, że niemożliwe do zrealizowania. Zawnioskowaliśmy do inwestora o przesunięcie tego terminu.


Na kiedy?

- Na lato 2022 roku.


To jest zdaniem Budimexu okres, w którym uda się zakończyć budowę wałbrzyskiej obwodnicy?


- Tak, biorąc pod uwagę wszystkie znane na dzisiaj czynniki, o których wspomniałem, to realny termin zakończenia robót i oddania drogi do użytku.

Z perspektywy czasu może Pan powiedzieć, że jako Budimex, mogliście zrobić coś inaczej, lepiej, przyspieszyć gdzieś prace? Wobec siebie nie macie zarzutów o te roczne opóźnienie?


- Domyślam się, że chciałby Pan usłyszeć ode mnie, że coś zrobiliśmy źle. Żebym uderzył się w pierś i powiedział „zawaliliśmy”. Otóż nie. W przypadku tej inwestycji byliśmy przygotowani na różne problemy wynikające z realizacji prac w terenie miejskim, jednak nie na taką ilość kłopotów projektowych. Choć pewnie nie będzie to zbyt popularne stwierdzenie, ale powiem, że na to wszystko, co dotąd działo się na budowie, tempo prac jest w naszej ocenie bardzo dobre.



Co miało największy wpływ na przesunięcie terminu aż o rok?

- Proszę pamiętać, że w procesie inwestycyjnym ważne decyzje podejmuje kilka stron. Nadzór budowlany, urząd górniczy, projektant, inwestor – oni wszyscy akceptują lub nie projekty zamienne uwzględniające kolizje podziemne. Zaangażowanie wielu podmiotów w proces decyzyjny oraz długi czas oczekiwania na wydawanie postanowień, miało niebagatelny wpływ na tempo robót. Są choćby takie miejsca, gdzie od roku czekamy na projekty zamienne.


Naprawdę? Gdzie?

- Na węźle Reja i Pl. Grunwaldzkim.


To koszmarne miejsce, gdzie postęp prac jest najmniejszy i określany na 44 proc. Dlaczego?

- W tym miejscu jest podziemna infrastruktura, której nie ma na projektach, jak również sieć gazowa będąca w kolizji z naszymi robotami, jednak nie ujęta w projekcie do realizacji. Zakres ten realizowany jest przez zewnętrznego wykonawcę, przez co w trakcie ich robót teren budowy był dla nas niedostępny. To nie jest absolutnie po naszej stronie. Zresztą na wszystkich odcinkach, gdzie pojawiają się opóźnienia ma to związek z nieaktualnym projektem w porównaniu ze stanem faktycznym.



Są miejsca na obwodnicy w 100 procentach gotowe?


- Jest na razie takie jedno miejsce. To kładka dla pieszych na ul. Św. Kingi. Jest wiele miejsc, w których prace są bardzo zaawansowane. W tej chwili betonujemy choćby przepust przy ul. Wyszyńskiego, na wielu odcinkach prowadzone są prace brukarskie i wykończeniowe. Trwa montaż ekranów akustycznych. Lada chwila wrócimy do prac bitumicznych i zaczniemy kłaść nawierzchnię na kolejnych odcinkach.


Wrócę jeszcze do nowego harmonogramu prac, który jak Pan mówi, przekazaliście na początku marca inwestorowi. Miasto już na niego zareagowało?

- Nie mamy jeszcze odpowiedzi. Decyzja jest po stronie inżyniera kontraktu oraz inwestora, w tym przypadku miasta. Wkrótce dowiemy się, czy nasza propozycja uwzględniająca wszystkie znane okoliczności, które uniemożliwiały przeprowadzenie prac w wielu miejscach w terminie, zostanie zaakceptowana, czy też nie. Liczymy, że lato 2022 roku, jako moment zakończenia prac, zostanie przyjęty.



Co jeśli miasto się na to nie zgodzi?

- Trzeba będzie rozmawiać, co możemy zrobić my jako generalny wykonawca, jakie kroki powinni podjąć inwestor i projektant, żeby przyspieszyć ten termin.


Mówi Pan o tym dość spokojnie, ale chyba nie chciałby być Pan w skórze kierowcy w Wałbrzychu?

- Jeżdżę po mieście, może nie tak często jak jego mieszkańcy i dostrzegam niedogodności. W jednym miejscu jest lepiej w innym gorzej, ale chyba z płynnością ruchu i przepustowością nie jest aż tak źle. Szczególnie uciążliwe prace prowadzimy w godzinach nocnych, tak by mieszkańcy jak najmniej odczuwali niedogodności związane z bezpośrednim sąsiedztwem budowy. Na pocieszenie powiem, że najgorsze przy budowie obwodnicy mamy za sobą.


Rozmawiał Tomasz Piasecki

Fot. użyczone (Budimex S.A.), zdjęcia z placu budowy 31 marca


Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie pdf na stronie www.wieszco.pl



Nasze teksty o budowie obwodnicy zachodniej:
PIASKOWA GÓRA - STARY ZDRÓJ: POCAŁUNEK NA PRZYWITANIE (FOTO)

Najnowszy problem:
WAŁBRZYCH: UWAGA KIEROWCY - NA CHROBREGO ZAPADŁA SIĘ JEZDNIA (FOTO)