W 2014 roku w Lisiej Sztolni zatruci gazami zmarli dwaj mężczyźni. Czy tamten przypadek nie przestrzegł śmiałków przed kolejną eksploracją? Sprawdziły to służby.


Lisia Sztolnia kusi wielbicieli niebezpiecznych eksploracji, ale i złomiarzy, mimo że w obiekcie na początku tego stulecia stwierdzono pojawienie się niebezpiecznych dla życia gazów, a zalany wodą obiekt jest zamknięty dla ruchu turystycznego i zabezpieczany przed wizytami osób postronnych.
2 kwietnia 2019 było podejrzenie, że ktoś ponownie włamał się do sztolni. Zgłoszenie odebrała policja. - Podejrzenie włamania zgłoszono nam około godz. 19, na miejsce udali się policjanci prewencji i nie stwierdzili uszkodzenia zabezpieczeń obiektu - mówi Marcin Świeży, oficer prasowy KMP w Wałbrzychu.
Na wszelki wypadek wezwano strażaków, którzy odpowiednio zabezpieczeni weszli do chodnika by sprawdzić, czy na pewno nikogo tam nie ma. Nie potwierdzono niczyjej obecności, sztolnię zamknięto oraz zabezpieczono i zakończono działania.


Zdarzenie sprzed pięciu lat

Opuszczony cenny zabytek górniczy od lat jest zamknięty.
Przy ul. Reja, gdzie znajduje się zamknięte wejście i kamienna tablica pamiątkowa z otwarcia sztolni na murze oporowym czasem pojawiają się nieproszeni goście - wielbiciele złomu lub mocnych wrażeń.



Wejście to skusiło pozyskujących złom 28 i 46-latka, którzy 14 kwietnia 2014 roku włamali się do nieczynnego chodnika i zmarli wskutek zatrucia gazem wydobywającym się z wnętrza sztolni. Ich ciała znalazły służby.



Historia obiektu
Wałbrzych: Lisia Sztolnia - tajemnice przeszłości i szansa na przyszłość


Elżbieta Węgrzyn
fot. ilustracyjne ELW