Jak powstała Lisia Sztolnia, jak wyglądała jej eksploatacja i przemiany tego miejsca? Kim byli pierwsi turyści odwiedzający teren ówczesnej kopalni i czy jest szansa na udrożnienie sztolni oraz udostępnienie jej turystom? Na to i inne pytania odpowiedział Andrzej Winnicki podczas lutowego spotkania Górniczego Uniwersytetu Otwartego w wałbrzyskiej Sztygarówce.


Lisia Sztolnia - górnicza nadzieja



Historia Lisiej Sztolni związana jest z czarnym bogactwem Lisiego Wzgórza o wysokości 476 m n.p.m. położonego pomiędzy Placem Grunwaldzkim a Białym Kamieniem. Początkowo, tu i w innych miejscach regionu węgiel wydobywano metodą odkrywkową sięgając po cenny surowiec podobnie jak robią to współcześni pracownicy biedaszybów. Pierwsze wzmianki o pozyskiwaniu surowca w okolicy Lisiego Wzgórza pochodzą z początku lat 60. XVI wieku. - W 1742 mówi się już o trzech istniejących szybach wydrążonych na ok. 18 metrów, w których pracowało 9 pracowników, a w latach 60. tego wieku donoszono o 4 szybach - dwóch do pozyskiwania urobku i dwóch pełniących rolę wentylacyjną; gdzie pracować miało ok. 30 osób - opowiada inż. Andrzej Winnicki, niegdyś dyrektor techniczny Wałbrzyskich Kopalń Węgla Kamiennego. Jego prelekcji w Sztygarówce wysłuchało kilkudziesięciu wałbrzyszan, wielu z nich pracowało wcześniej w lokalnych kopalniach.



Górnictwo w obrębie Białego Kamienia rozwijało się, powstała kopalnia Fuchs, a także lokalne gwarectwo. Pomysłodawcą zastosowania na terenie Lisiego Wzgórza nowego rozwiązania technicznego w postaci wodnego transportu węgla był Friedrich Wilhelm von Reden, od 1779 roku dyrektor Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu. Reden zwiedził Europę, szczególnie zaś cenił angielską myśl techniczną, tam w górach Harzu wodny transport był stosowany z powodzeniem. Dotąd w lokalnych szybach stosowano tylko konne kieraty - Gwarkowie nie byli początkowo przekonani do tej innowacji, zwłaszcza, że budowa nowej szkolni miała kosztować ich ok. 12 tys. talarów. Ostatecznie zgodzili się na drążenie dolnej sztolni po tym jak zasoby górnej zaczęły się wyczerpywać. Prace ruszyły w 1791 roku na poziomie 410 m przy drodze w kierunku Starego Zdroju. W pracach brali udział sprowadzani tu górnicy, na  ich potrzeby na Białym Kamieniu powstało osiedle po którym nie pozostały żadne ślady - wyjaśnia Winnicki. Drążenie odbywało się na trzy zmiany, władzom zależało na szybkim uruchomieniu sztolni, którą obudowywano wewnątrz cegłami oraz kamieniem łączonym wapienną zaprawą. Powstało też 5 świetlików, które miały zapewnić chodnikowi wentylację, która zawsze była jego słabą stroną. W 1794 roku na 655 metrze drążący dotarli do bardzo zasobnego 3-metrowego pokładu węglowego (428 m).




Nie była przełomem

Ostatecznie sztolnia zwana Lisią miała długość 1593 m, jej szerokość zaczynała się na 1,6 m i dochodziła do 2,7 m, a wysokość od 2,5 m do 2,9 m. Dodatkowo, w odstępach co 300 m wyrobisko było poszerzone do 3,8 m, aby łodzie płynące w przeciwnych kierunkach mogły się wymijać. - 18 września 1794 roku sztolnię uroczyście otwarto przy dźwiękach orkiestry górniczej. Sam Reden wpłynął łodzią do nowej sztolni, po czym łódź z węglem wypłynęła z niej do liczącego ok. 650 m kw. basenu. Węgiel pozyskiwany pod ziemią transportowano w skrzyniach do chodnika kierunkowego, a łodziami do basenu na powierzchni, gdzie skrzynie były rozładowywane przy użyciu dwuramiennych żurawi - wyjaśnia prelegent. Woda spiętrzona na wys. 1 m pozwalała przewożenie na jednej łodzi ok. 3,5 t węgla. Urobek początkowo sypano do skrzyń bez przegród, następnie zastosowano przegrody i w 10 skrzyniach różnej wielkości na jednej podzielonej łodzi przewożono do 2,7 tony węgla. Choć wydajność wydawała się niższa, to za węgiel o większych kęsach uzyskiwano wyższą cenę. Płynący z urobkiem mieli pierwszeństwo w stosunku do łodzi wracających z powierzchni z materiałami. Nie używano wioseł, ale poruszano się ciągnąc łodzie i chwytając się umieszczonych w sztolni co 4 m drewnianych uchwytów.



W 1803 roku wydobycie wynosiło 20 ton/dobę, a w 1810 roku już 103 t/dobę. W 1821 roku uruchomiono ostatni pokład. - W maju 1854 roku sztolnię osuszono i przygotowano torowisko do transportu konnego ponieważ było duże zapotrzebowanie na surowiec, a system spławny węgla okazał się nieopłacalny. Po osuszeniu wydobycie wzrosło do 480 t/dobę. Ostatecznie z Lisiej Sztolni jako drogi transportowej zrezygnowano po zgłębieniu w 1867 roku "Julii". Lisia Sztolnia nie stworzyła zatem nowej epoki w górnictwie, a jej rolę przejęły nowe szyby. Dodatkowo, do 1817 roku gwarkowie wydali na nią 100 tys. talarów, choć miała wedle założeń kosztować znacznie mniej - podsumowuje inżynier. W 1871 roku kopalnia Fuchs wydobywała już 450 tys. ton węgla. W poprawie wydajności pomogła mechanizacja.



Nierentowna, ale atrakcyjna turystycznie

- Choć Lisia Sztolnia nie była górniczym sukcesem, to von Reden zadbał o to, by stała się atrakcją turystyczną. Już w 1800 roku zaprosił do niej podróżującą po Dolnym Śląsku parę Fryderyka Wilhelma III z żoną Fryderyką Luizą. Para zwiedziła wcześniej Chojnik, górski wodospad, majątek von Redena w Bukowcu i Śnieżkę. Na ich przyjęcie w Lisiej Sztolni pojawiły się kwiaty, czekało też kilkuset odświętnie ubranych górników. Para płynęła łodzią przy przygaszonych światłach, a potem sternik zrobił zwrot i i znaleźli się w oświetlonym oraz ukwieconym pomieszczeniu - opowiada prelegent. Wycieczka ta pozostała dla koronowanych głów niezapomniana. O swojej wizycie w Lisiej Sztolni pisała też w pamiętnikach Izabela Czartoryska (1816 r.), małżonka cara Mikołaja I oraz ambasador Stanów Zjednoczonych w Berlinie - John Quincy Adams – późniejszy prezydent USA. Zwiedzanie sztolni było jedną ze sztandarowych atrakcji oferowanych kuracjuszom przyjeżdżającym do lokalnych uzdrowisk.



Czartoryska pisze w swoich wspomnieniach wydanych nakładem Ossolineum (Polskie podróże po Śląsku w XVIII i XIX wieku, Andrzej Zieliński) o największej atrakcji turystycznej sztolni tzw. Komnacie Schuckmanna, zwanej też komorą królewską: - Weszliśmy do barki – było nas razem dwanaście osób. Płynęliśmy strumieniem czy podziemnym kanałem o powierzchni pół mili niemieckiej. Wszystko było rzęsiście oświetlone, poprzedzała nas piękna muzyka na innej barce. Po przybyciu do kopalni, gdzie było dość obszerne wgłębienie, znaleźliśmy bardzo piękny salon. Wszystko było umajone zielenią i rzęsiście iluminowane. [...] w głębi ślicznego salonu, pośrodku którego stał wytwornie nakryty stół z lodami, ciastkami, winem, herbatą i owocami - pisze Czartoryska i wspomina ukwiecone miejsce, podany w nim posiłek oraz podziemny koncert. - Był to czarujący widok. Wysiedliśmy w salonie i zjedliśmy z apetytem podwieczorek. Byliśmy 200 sążni pod ziemią, rzęsiście oświetleni, otoczeni kwiatami i wróciliśmy wesoło przy dźwiękach obojów i klarnetów wyraziwszy wdzięczność aranżerom tej pięknej wystawy”.
Wielu teoretyków historii górnictwa, a także i praktyków, powątpiewa w istnienie tej komory. Jej tworzenie było nieracjonalne z punktu widzenia górniczego, choć jako atrakcja turystyczna mogła mieć istotną rolę. Prawdy być może nie dowiemy się nigdy, bo komnata miała być usadowiona w środkowej części sztolni, która jest obecnie zalana. 
 
 

Co dalej z Lisią Sztolnią?

Choć sztolnię zamknięto w 1867 roku, to jej historia nie skończyła się do dziś. - W latach 30. XX wieku zlikwidowano basen i drogę, a do sztolni wykonano wejście od ul. Reja prawdopodobnie przystosowując jej komorę do pełnienia roli schronu. Współcześnie, już w 1991 roku podjęto pierwsze starania do stworzenia koncepcji, a następnie wykonania opracowania udostępnienia Lisiej Sztolni jako trasy turystycznej. Jednocześnie likwidowano wałbrzyskie kopalnie, choć wydobycie antracytu miało trwać do 2010 roku. Mieliśmy ambitne plany przygotowania trasy wycieczkowej - opowiada inż. Andrzej Winnicki.



Plany te były weryfikowane przez zmieniające się uwarunkowania. W 1996 roku zakończono eksploatację "Julii", a po niej również zdecydowani się na zakończenie wydobycia antracytu. Zespół przygotowujący koncepcję trasy wypracował pomysł połączenia Lisiej Sztolni (410 m) z tunelem kamienia (439 m) i schronem (440 m). W 1998 powstała analiza wykonalności i projekt udrożnienia sztolni na całej długości. Roboty udrażniające przeprowadzono w 2000 roku, mimo że sztolnia osiadła o ok. 13 m, wszak przez 150 lat wykonano w tej okolicy i wybrano węgiel w 25 pokładach. W 2001 roku powstały dwa kolejne opracowania dotyczące możliwości udostępnienia obiektu i zagrożeń, jakie niosą dlań wody karbońskie. Wykazano szereg trudności stojących przed tymi, którzy zechcą sztolnię udrożnić, wśród nich: możliwość obwału, czy problemy z wentylacją - działa tylko jeden dawny świetlik do wentylacji.
- Roboty jest bardzo dożo, nakładów również. Najgorsze, zgodnie z opracowaniami, okazało się zagrożenie wodne, ponieważ by sztolnię utrzymać trzeba byłoby wypompowywać ok. 12,5 m sześciennego na dobę - wyjaśnia Winnicki. Sztolnia była zatem skazana na zalanie, a jednak część prac koniecznych do budowy trasy zostało wykonane - jak połączenie sztolni ze schronem. Koncepcja wskazywała by w dalszej kolejności wykonać połączenie schronu z tunelem kamienia.



Jak wygląda sztolnia obecnie? Ok. 200 metrów jej na pewno nie jest zalane od strony Starej Kopalni oraz nie jest z pewnością też zalany odcinek jej od strony ul. Reja (ok. 400 m). Szacowano za to, że pod wodą jest niecałe 600 metrów. Ten środkowy fragment sztolni wydaje się być stracony bezpowrotnie. Wraz z nim nie ma też szans na odzyskanie opisywanej w XIX wieku Komnaty, jeśli oczywiście istniała.

Najbardziej przydatny turystycznie może się okazać fragment obiektu od Starej Kopalni wiodący w stronę ul. Wysockiego na wysokości dzisiejszego ronda. - W listopadzie zostały przeprowadzone prace przedprojektowe trasy, powstał też wniosek o dofinansowanie ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zależy nam na wykonaniu próbnego pompowania i przejścia do fazy projektowej - wyjaśnia Jan Jędrasik, dyrektor Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia. Lisia Sztolnia zachowała się w dobrym stanie i jest to najstarszy zabytek techniki górnictwa węglowego na ziemiach polskich dlatego władze Wałbrzycha poszukują partnerów m.in. w zagłębiu miedziowym, którzy by wsparli miejskie starania o uruchomienie podziemnej trasy turystycznej. Dzięki niej oferta turystyczna w naszym mieście byłaby jeszcze bogatsza i bardziej interesująca. Wykonanie trasy zarówno w latach 90-tych, jak i obecnie wydaje się możliwe i realne, pozostaje otwarta za to kwestia wysokości kosztów tego przedsięwzięcia.  

Polecamy też:
LISIA SZTOLNIA DO ZWIEDZANIA?
Zwiedzaj Wałbrzych z mapą szlaków dziedzictwa górniczego


Elżbieta Węgrzyn