Wszyscy odwiedzający zamek Książ pamiętają zamkowe koty, pisaliśmy o nich, zawsze były ozdobą tarasów i dziedzińca, trafiły nawet do literatury dzięki powieści Joanny Bator "Ciemno, prawie noc". Wstrząs wywołała wiadomość, że ktoś zaczął je zabijać, kaleczyć i wywozić. Powstała zbiórka publiczna na nagrodę dla świadków tych makabrycznych zdarzeń. Co z pozostałymi kotami, czy są bezpieczne?


Anna Szczecińska-Godyń, opiekunka zamkowych kotów, kilka tygodni temu nabrała podejrzeń, że coś jest nie tak. - Ze stada na dziedzińcu głównym znikły koty poza jednym czarnym. Doszły nas słuchy, że przyczynił się do tego człowiek, zatem tu gorąca prośba do mieszkańców Wałbrzycha i okolic. Sprawdziliśmy zakamarki, sprawdziliśmy, co używają nasi ogrodnicy, podejrzewaliśmy przez jakiś czas lisa, ale ten żyje koło kotów od kilku lat na tarasie południowym, a tam koty są jeszcze całe i w komplecie. Jest nam bardzo przykro, że ktoś posunął się na tyle daleko - napisała 19 lipca na profilu społecznościowym poświęconym zamkowym kotom.

Potem fakty zaczęły się łączyć. Pod koniec czerwca przy jednej z fontann została znaleziona martwa czarna kotka - przyczyną było otrucie. Wydawało się wtedy, że mogła to spowodować na przykład trutka na szczury. Nie żyje również bura Gabrysia, wierna strażniczka sklepu z pamiątkami. W styczniu została tak pobita, prawdopodobnie kijem, że mimo prób leczenia trzeba było ją uśpić, miała połamane kości. To jej zdjęcie na sklepowej wycieraczce:



Wiele wskazuje na to, że te dwa wypadki miały związek z późniejszymi. Okazało się, że w ostatnich tygodniach poznikały także inne koty, a że nie znaleziono martwych, prawdopodobnie zostały gdzieś wywiezione, część mogła również zginąć. W tej chwili, jak mówi pani Anna, nie można się doliczyć około 20 kotów - pozostałe 25 żyje i są pilnowane.

- W stadzie przy Oślej Bramie, gdzie było 12 kotów, zostały cztery, w tym trzy czarne i bury zwany Szyszką. Przy suchej fosie są natomiast Mati, Morgan, Zadymka i jeden czarny. Z dziedzińca znikły dwa bure, dwa biało-czarne i kilka czarnych - w sumie siedem. Znikł też bury kot Onucy - wylicza pani Anna.

Wstrząśnięci użytkownicy internetu komentują sprawy i pytają o znane im z imienia koty. Na przykład o Banderasa, przesiadującego zazwyczaj w pobliżu budynku bramnego. Jak mówi pani Anna, Banderas żyje i będzie pilnowany, aby nie stało mu się nic złego. Tu jego zdjęcie z ostatniego festiwalu kwiatów:



Dziś, w poniedziałek 22 lipca, pani Anna wraz z pracownikami zamku będzie przeglądać monitoring, szukając dowodów znęcania się nad zamkowymi kotami, co pozwoli zgłosić sprawę na policji. Postanowiła też utworzyć zbiórkę publiczną
na nagrodę dla osób, które przyczynią się do wskazania wiarygodnych dowodów, co umożliwi przedstawienie sprawy w sądzie. Chce zebrać 5000 zł.

Link do zbiórki: https://pomagam.pl/1voa1afj

Jak mówi Anna Szczecińska-Godyń, są osoby podejrzewane o zabijanie i wywożenie zamkowych kotów, zatem teraz potrzebne są dowody, by można było wskazać tych, którzy to zrobili i ich zleceniodawcę. - Koty są jeszcze w czterech miejscach, zatem musimy przerwać proceder mordowania ich i znaleźć jakiekolwiek dowody, aby ukarać osobę, która dopuściła się tego czynu - zapowiada.

To zdjęcie jednego z czarnych kotów żyjących na dziedzińcu, wykonane tej wiosny - prawdopodobnie on też zaginął:


O wszystkim została powiadomiona prezes zamku Anna Żabska. - Jesteśmy zaniepokojeni faktem zniknięcia kotów z zamkowego dziedzińca. Chcemy jak najszybciej wyjaśnić tę sytuację i zadbać o to, aby pozostałe koty były bezpieczne. Udostępnimy wszelkie zapisy monitoringu - komentuje Mateusz Mykytyszyn, specjalista od komunikacji zamku Książ.

Będziemy informować o dalszych ustaleniach w tej sprawie.

Zamkowe koty od dekad są wizytówką Książa, pisaliśmy o nich:



Tekst i foto: Magdalena Sakowska