Z takim pomysłem wystąpił na ostatniej sesji rady miejskiej prezydent Roman Szełemej. Jak mówił, chodzi mu o pewien symbol decentralizacji władzy, o to, żeby duże ośrodki nie decydowały bez wyjątku o mniejszych i żeby, jak na Dolnym Śląsku, nie wykształcały się „regiony dwóch prędkości”.

Jak mówił prezydent, ta idea była omawiana na niedawnym zjeździe dolnośląskich samorządowców w Gniewkowie, gdzie debatowano między innymi nad tym, jak zniwelować skutki rozszczepienia ekonomicznego Dolnego Śląska, proponując między innymi coś w rodzaju „janosikowego”. – Samorządowcy proponowali na przykład, żeby tam, gdzie jest mniejsze PKB, szły większe środki z budżetu województwa. PKB w Wałbrzychu czy Jeleniej Górze jest dwa razy niższe niż we Wrocławiu czy Legnicy. Jeśli sami, tu, na południu, nie będziemy decydować o tych środkach, to nie będziemy mieli wpływu na to, jak zostaną zużytkowane – mówi Roman Szełemej.

Ale nie chodzi tylko o finanse, także o ośrodek decyzyjny. - Można też zadać pytanie, czy urząd marszałkowski musi być we Wrocławiu? Gdyby był w Jeleniej Górze, Wałbrzychu czy Kłodzku, może postrzeganie problemów nierównomiernego rozwoju regionu byłoby inne? Z Wałbrzycha na przykład bliżej jest do Kłodzka czy do Czech niż z Wrocławia. Może przenieść tu siedzibę departamentów głównych? Na przykład zajmujących się ochroną środowiska? Decentralizacja władzy jest cechą pożądaną w Unii Europejskiej – przekonuje do swojego pomysłu prezydent.

Jako przykłady Roman Szełemej podaje rozwiązania w województwie lubuskim i kujawsko-pomorskim, gdzie urząd wojewódzki ma swoją siedzibę w Bydgoszczy, a marszałkowski w Toruniu. Utrzymanie dwóch prędkości grozi jego zdaniem wyludnieniem się południa województwa z powodu emigracji zarobkowej, więc jeśli nie natychmiastowe rozwiązania, o co byłoby trudno, to przynajmniej rozpoczęcie dyskusji na temat innego rozmieszczenia ośrodków władzy w województwie dolnośląskim jest teraz konieczne.

- Ja tę ideę podnoszę od 25 lat, a szczególnie teraz widać, jak dystans między północą a południem się zwiększa. Kiedyś ton nadawały Wałbrzych, Kamienna Góra, Nowa Ruda. To wszystko zmieniło się w latach 90-tych. Nie wskazując nikogo winnego, bo tu winien jest pewien proces jaskrawo widoczny, ten dystans dramatycznie się zwiększa i uważam, że to powinno się jakoś zmienić – diagnozuje prezydent.


Czytaj też:
DROGI S3 I S8 TO BYĆ ALBO NIE BYĆ NASZEGO REGIONU

Tekst Magdalena Sakowska
fot. Elżbieta Węgrzyn