Do tej pory tylko słyszeliśmy o dramatach w domach opieki nad seniorami zakażonymi COVID-19. Teraz niestety, taki dramat dzieje się w Wałbrzychu, za zamkniętymi drzwiami DPS-u na ul. Zachodniej 17. Jak deklarują władze miasta, pomoc instytucjonalna jest zapewniana - a jak zwykły mieszkaniec miasta może zapewnić o swojej solidarności z chorymi i ich opiekunami?


Za zamkniętymi drzwiami

O trudnej sytuacji w Domu Pomocy Społecznej prowadzonym na Sobięcinie od 1946 roku przez siostry franciszkanki Rodziny Maryi pisaliśmy w niedzielę 18 października w naszym raporcie dotyczącym pandemii: KORONAWIRUS WAŁBRZYCH: NOWE REKORDY W MIEŚCIE I POWIECIE (AKTUALIZACJA). Przekazaliśmy też apel biskupa świdnickiego. Siostry, w większości starsze, mają pod opieką ponad 40 seniorów, wśród nich 25 osób leżących i wymagających specjalistycznej opieki. 15 października w DPS-ie pojawiło się zakażenie - okazało się, że pozytywny wynik testu ma 19 osób, 15 spośród pacjentów i czworo z personelu liczącego 32 osoby. Rozpoczęła się kwarantanna.

- Dom opuścili niemal wszyscy pracownicy świeccy, oprócz dwóch. Chorzy pozostali pod opieką czterech jeszcze zdrowych sióstr zakonnych z tego domu i dwóch, które przyjechały z innego. 22 października do sióstr dołączył ks. Piotr Gołuch - przełożony Wyższego Seminarium Duchownego w Świdnicy i czterech kleryków, którzy mają pomóc siostrom w opiece nad chorymi. Pozostaną tam zamknięci przez 2 tygodnie, potem zejdą na kwarantannę i wymaz, i przyjadą kolejni czterej - mówi ksiądz Tadeusz Wróbel, proboszcz parafii p. w. św. Józefa Oblubieńca, na terenie której znajduje się DPS.



Może choć drobny gest...

Tak naprawdę zwykły wałbrzyszanin niewiele może pomóc pensjonariuszom, których życie jest zagrożone i opiekującym się nimi siostrom, pracownikom oraz wolontariuszom - dlatego proboszcz wpadł na pomysł symbolicznej akcji, która ma im pokazać, że mieszkańcy Sobięcina, ale także naszego miasta, są z nimi myślami i wspierają ich w walce.

- Zwracamy się z prośbą, by chodź trochę „osłodzić im życie”. Pragniemy zaapelować o coś słodkiego (może to być ciasto), koniecznie z liścikiem o wsparciu. Pomocy udzielamy przez pośrednictwo parafii. Tak jest bezpieczniej. Liczymy na odruch serca i solidarności. Kontakt przez numer: 74 842 40 57 - napisał ksiądz Tadeusz Wróbel na profilu społecznościowym parafii.


Jak wyjaśnia proboszcz, dom jest zamknięty i nikt postronny nie ma do niego wstępu, nikt też nie mógłby tam koordynować takiej akcji, bo zwyczajnie nie byłoby czasu, a wszystkiego nie da się powiesić na klamce - dlatego dostarczone słodycze zbierze w pomieszczeniach parafii i zawiezie na Zachodnią, a warunkiem koniecznym jest krótki list o wsparciu, w przypadku dzieci wystarczy rysunek.

- Nie chodzi o karmienie słodyczami, chodzi o okazanie życzliwości i solidarności, żeby te osoby wiedziały, że nie są same, że ktoś z zewnątrz o nich myśli. Tam jest naprawdę trudno, wiem, że we wtorek była awaria wodociągu. Przyjechał beczkowóz i siostry nosiły ciężkie wiadra z wodą na piętra, żeby utrzymać porządek w łazienkach dla chorych z objawami takimi jak wymioty itd. Jak mi powiedziały, one już też mają objawy świadczące o zakażeniu - mówi ksiądz. Już niestety wiadomo, że chorych będzie więcej niż 19-tu. Problemem technicznym jest duża trudność w rozgraniczeniu strefy zakażonych i zdrowych w tym obiekcie.


Jak pomagają władze?



A zatem chętne osoby mogą włączyć się w tę symboliczną akcję. Jak deklarują władze Wałbrzycha, DPS, choć prowadzony przez podmiot prywatny, nie jest pozostawiony samemu sobie.



- Miasto wspiera placówkę, jak może, na własny koszt przeprowadziło testy wszystkim pacjentom i obsłudze - mówi prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej. Jak dodaje wiceprezydent Sylwia Bielawska, miasto poszukuje osób chętnych do pracy w DPS-ie i zaproponowano dobre warunki finansowe, ale mimo rozmów i zachęcania nikt się nie zgłosił. Pomógł też wojewoda dolnośląski, wysyłając do wałbrzyskiej placówki środki ochrony osobistej i płyny do dezynfekcji.

Wiosną, podczas pierwszego ataku pandemii, DPS organizował zrzutkę na 4 koncentratory tlenu, fartuchy i kombinezony ochronne, rękawiczki i termometry.


Magdalena Sakowska
Foto: Elżbieta Węgrzyn