Kilkuset uczestników szlifowało tory przy nieczynnej stacji kolejowej w Jugowicach podczas jubileuszowych 15. Mistrzostw Polski w Drezynowaniu. W sumie mogliby chyba podjąć próbę bicia rekordu w ciągłym jeżdżeniu drezynami przez wiele osób. Piękna, letnia pogoda ściągnęła na imprezę mnóstwo zadowolonych dorosłych, dzieci i czworonogów. Ale w tej sielankowej atmosferze trwały też zacięte zmagania z bezlitosnym oporem (torowej) materii – wyścigi dla twardzieli. I jeździły drewniane pociągi...


Już niedługo pociągi wygonią

Jubileuszowe Drezyny zbiegły się w czasie z wiadomością o konieczności poszukania dla nich nowego miejsca... bo za 3 lata po tej samej trasie będą już jeździły pociągi. Jak mówi Bartosz Szarafin, prezes Sowiogórskiego Bractwa Kolejowego, to miły powód problemu, ale problemem trzeba się będzie wkrótce zająć, bo przepisy nie pozwolą na wesołą zabawę na użytkowanych torach. Przepisy i na zawodach odgrywają ogromną rolę. Najpierw trzeba zrobić odbiór toru, a wcześniej go przejrzeć i dokręcić każdą obluzowaną śrubkę. I uzupełnić to, co w międzyczasie gdzieś sobie poszło...

Okazało się, że impreza wyrobiła już sobie markę w Polsce. Drużyna o nazwie TGV przyjechała tu po raz pierwszy właśnie na nią z okolic Wieruszowa pod Łodzią, tylko na ten jeden dzień. – Informację usłyszeliśmy w radiu i postanowiliśmy, że jedziemy. W Wieruszowie w tym roku zawody drezynowe odbywały się po raz trzeci, a my zajęliśmy drugie miejsce. Ale tam był równy odcinek i tylko 400 metrów. Mieliśmy czas 91 sekund, wystartowaliśmy bez przygotowania. Tu jednak ponad kilometr pod górę i ręce... To był nasz debiut na wyjeździe – mówił pan Damian, z zawodu kucharz. Wraz z panami Maciejem, Tomaszem i Łukaszem (wszyscy trzej stolarze) tworzą grupę TGV.


 
Najważniejsza jest atmosfera

Był też Wrocław. Dokładniej, Dziki Wrocław (zresztą grupa, która zajęła trzecie miejsce). – Wyszukujemy różne fajne imprezy w okolicy Wrocławia, sportowe, z akcentem na wycisk, ale i na atrakcję dla dzieci. Wcześniej startowałam z pięcioletnią córką Zosią w kategorii kobiet. W kategorii twardzieli wystartowaliśmy z mężem i jego dwoma kolegami z pracy. Ciężko było, odciski, ale uwielbiam imprezy z dobrą atmosferą. Nie zostajemy tu do końca, bo dziś w nocy robimy Tropiciela w Krośnicach. Chodzi się z mapą po lesie, 40 km przez dziesięć godzin. I tak się żyje, od weekendu do weekendu, a dzieci nie mają wyjścia – mówiła pani Iwona, według wyników największa twardzielka wśród startujących Polek. – Najbardziej fajne są takie imprezy, jak ta, w gminach, bardzo ważna jest atmosfera. To uzależnia. Za tydzień jesteśmy na wyścigach smoczych łodzi na Odrze we Wrocławiu.


Jazdy rekreacyjne drezynami w kierunku Głuszycy cieszyły się ogromną popularnością, trudno było o wolne miejsce w czterech torowych pojazdach, a chóralny płacz, kiedy prowadzący zatrzymywał się, żeby pojechać w odwrotnym kierunku, zwiastował, że rośnie nam pokolenie młodych kolejarzy. Jedyne wypadki na torach, jakie miały miejsce na imprezie, miały je na stole państwa Anny Haczek i Szymona Kostki z Wrocławia, oblężonym przez dzieci. Zadawali oni kłam twierdzeniu, jakoby drezyny nie można było sobie kupić, tylko należało ją samemu zrobić (co zresztą uczynił Szymon Kostka, członek Bractwa, budując jedną drezynę od podstaw, a drugą na podstawie wcześniejszej). U tych państwa można kupić nie tylko drezynę, ale i wagon, i tory, i – już wkrótce – peron, całą stację i jej wieżę ciśnień. Wagon kosztował 200 zł, drezyna 45, jedno i drugie w całości z bukowej i brzozowej sklejki modelarskiej, wycinane laserem.

 
Hamulce i resory działają

- Wzorowałem się na podręcznikach do budowy prawdziwych wagonów, odtworzyłem na przykład wagon TDK 31. Mechanizm różnicowy, który zaciąga klocki hamulcowe, jest taki sam, jak w nich, podobnie jak sprzęg, bufory, tak jak w prawdziwych wagonach otwierają się burty, a drewniane resory działają i nie łamią się. Można więc nie tylko bawić się w składanie i rozkładanie, ale także jeździć. Mamy taki chytry plan, żeby lokomotywa parowa, którą zamierzamy teraz zbudować, miała miejsce na moduł i żeby można było nią zdalnie sterować. Zwrotnica z mechanizmem przestawia się tak, jak w rzeczywistości. Z dobrą sklejką jest problem, ale wszystkie materiały mamy polskie. Rok nad tym siedzimy, wydaliśmy już pieniądze odłożone na budowę domu, więc zagraliśmy va banque. Wyprodukowaliśmy już ze 20 metrów torów, więc możemy się ścigać z PKP PLK, jeśli chodzi o odtworzenie linii nr 285. Jedną stację już mamy – mówi Szymon Kostka.


Państwo Anna i Szymon jeszcze nie wiedzą, czy będzie sukces. Wpadli na ten pomysł po tym jak pani Anna długo poszukiwała pracy, a pan Szymon chciał jakoś połączyć swoją pasję do kolei z zarabianiem na życie. Mają nadzieję, że są mocno niszowi, nie dotarła do nich żadna wiadomość o polskiej firmie zajmującej się tego typu produkcją, znaleźli jedną na Ukrainie, ale ona buduje ze sklejki inne modele i wagon ma jak dotąd tylko jeden - To ma być nasz sposób na życie, spróbujemy się z tego utrzymać, może zainteresują się fani kolejnictwa w kraju i za granicą – mówi Szymon Kostka. – A połączyła nas z żoną przed laty wspólna pasja... jaskinie w lodowcach.


Drewnianym pociągiem na stację pod zamkiem Grodno

- Stacja w Zagórzu Śląskim jeszcze nie jest na sprzedaż, dopiero stworzyłam prototyp. Schody i więźba dachowa są moim pomysłem, bo nie mogłam wejść do środka, ale na zewnątrz wszystko jest drobiazgowo odtworzone, na przykład okna. Stacja powstała w miesiąc. Wieża ciśnień przypomina tę w Czarnkowie, ale tak naprawdę inspiracją była wieża z Zagórza Śląskiego, tylko, że okazało się, że trzeba ją zmniejszyć i wtedy upodobniła się do tej z Czarnkowa. W planach mam teraz przystanek kolejowy bardziej w stylu wschodniej Polski, konstrukcja szachulcowa, ale raczej nastawiamy się na tabor. Do parowozu chcemy stworzyć wagony pasażerskie, na razie są towarowe – mówi pani Anna.

Ile trwa produkcja? – Wagonik projektuje się przez miesiąc, drugi miesiąc tworzy się instrukcję obsługi, potem przez wiele dni robi się poprawki, a potem maszyna wycina wszystko w pół godziny, natomiast składanie trwa do 3 godzin. Najwięcej czasu zajmuje szlifowanie powierzchni kół papierem ściernym, jeśli model ma jeździć przez zwrotnice, a nie tylko stać na regale i ładnie wyglądać – mówi pan Szymon.


Modele wykonane są w skali 1:29. W zestawie jest wszystko, co potrzebne do złożenia modelu, nie wymaga on kleju ani narzędzi. Dzieci mogą się bawić, jeśli nie mają w sobie zbyt wiele niszczycielskiego żywiołu.

 

Wyniki konkursu drezynowego:

Kategoria twardzieli (1100 metrów pod górę w czteroosobowej drezynie, 13 drużyn): 1 miejsce zajęli czescy goście z Dečina, którzy przyjeżdżają co roku. Drezina Team Dečin dotarła na metę z czasem 2 minuty 41 sekund, najlepsza polska drużyna – Głuszyca Team, z czasem 2:45,00, a Dziki Wrocław z czasem 2:45,02.

Kategoria open (400 metrów, 64 dwuosobowe drużyny): 1. miejsce Pociąg Widmo 2 (1:13,94), 2. miejsce Pakarzy ze Wsi (1:14,34), 3. miejsce: Elewator Rakietowy (1:16,03).

Kategoria kobiet (16 drużyn): 1. miejsce: Rodzina Zocków (1:43,40), 2. miejsce Dworcowe: (1,44,66), 3 miejsce: Nasza Ładniejsza (1,46,81).

Kategoria rodzin (31 drużyn): 1. miejsce: Ludzie z Jugowic 1:24,34, 2. miejsce Rakiety Glinno (1:31,47), 3. miejsce: Szybcy i wściekli (1:33,72).

Kategoria dzieci (9 drużyn): 1. miejsce: Czelendy (1:56,78), 2. miejsce: Ich Dwoje: (2:16,91), 3. miejsce: Typowe Dresy (2:37,93).

Dziś drugi dzień imprezy – jazdy rekreacyjne. Będzie można pojechać na wielki wiadukt, w kierunku Świdnicy.

 
Czytaj też:
JUGOWICE: PRZYGOTOWANIA DO DREZYNOWANIA PEŁNĄ PARĄ
ZA NAMI 14. MISTRZOSTWA POLSKI W DREZYNOWANIU [ZDJĘCIA]
PRZEJAŻDŻKI PO NIECZYNNEJ LINII KOLEJOWEJ NR 285

Magdalena Sakowska

Foto: Ryszard Burdek