Podczas konferencji poświęconej współpracy transgranicznej Polski i Republiki Czeskiej W Książu prezydent Wałbrzycha i lider Aglomeracji Wałbrzyskiej Roman Szełemej przekonywał samorządowców i innych zgromadzonych gości, że Dolny Śląsk zaczyna pękać na pół, staje się miejscem „dwóch prędkości”, bo region Sudetów został odizolowany komunikacyjnie zarówno od północy, jak i od południa.

 

Dolny Śląsk dwóch prędkości

- Możemy wyrazić bardzo duże rozczarowanie tym, jak ten rozwój postępuje u nas i tak jak w przypadku tras rowerowych, pozostaje nam tylko zazdrościć Czechom, którzy mają rozwiązania już od lat. My produkujemy interesujące dokumenty studyjne, a życie idzie swoją drogą – mówił Roman Szełemej.

Jak mówił prezydent, choć Dolny Śląsk jest jednym z czołowych województw w Polsce, jeśli chodzi o rozwój gospodarczy czy poziom życia, spojrzenie na wewnętrzne statystyki i porównanie poszczególnych jego regionów już nie napawa optymizmem mieszkańców jego południowej części.

- Osobno rozwijają się regiony wrocławski, legnicki i polkowicki, a osobno te na południe od A4 – wałbrzyski, jeleniogórski, kłodzki. Widać to dramatycznie w dochodach przypadających na głowę mieszkańca, w dochodach gmin, w stopie bezrobocia, nakładach inwestycyjnych, liczbie mieszkań oddanych do użytku. Trochę lepiej jest z przeciętnym wynagrodzeniem, ale ile osób mieszka w Wałbrzychu i powiecie, a pracuje we Wrocławiu? – pytał retorycznie prezydent.

Obie części województwa odróżnia też od siebie saldo migracji. – Migrują od nas głównie kobiety, a dzieci będą się rodzić tam, gdzie są matki, a więc nie w paśmie Sudetów . To są dramatyczne dane– mówił Roman Szełemej.

Bez nowych dróg nie ma przyszłości

Jak podkreślał prezydent, jedynym remedium na te problemy jest nowa sieć połączeń drogowych na linii północ-południe. Samorządy już to rozumieją, bo środki przeznaczone na drogi w perspektywie unijnej 2014-2021 niemal jednomyślnie przekazano na budowę Drogi Sudeckiej, która ma przebiegać także przez nasze miasto i łączyć trasy S3 i S8.

- Obecnie liczba przejść granicznych jest zbyt mała, jest tam zła przepustowość, a odmienny standard i kategoryzacja dróg po obu stronach granicy uniemożliwia przejazd pojazdów o większej masie. Nawet różnice oznakowania sprawiają, że jesteśmy odcięci od naszych południowych sąsiadów. Praktycznie nie ma transportu publicznego, kołowego ani kolejowego. Czas przejazdu do Czech jest bardzo długi, a to zwiększa koszty transportu i sprawia, ze firmy działające po obu stronach granicy mają mniejszą konkurencyjność – mówił prezydent Wałbrzycha.

A zatem, zanim ruszy autentyczna współpraca transgraniczna, trzeba poprawić sieć dróg.

Nie tylko S3, także jej łączniki do Wałbrzycha i Jeleniej Góry

- Półtora roku temu w Lubawce mnóstwo polskich samorządowców podpisało deklarację o współpracy z Czechami dotyczącą budowy dróg S3 po naszej i R11 po czeskiej stronie. Ale nic się przez ostatnie lata nie zmieniło, jeśli chodzi o nasze połączenie z północą i południem. Jesteśmy odcięci. A nadzieja, że będzie S3 u nas, pojawia się dopiero teraz. Trzy lata temu, kiedy pytałem w ministerstwie transportu dlaczego jeszcze nie powstaje odcinek S3 z Legnicy do Lubawki, odpowiedź była taka... że po co, skoro tam jest mały ruch – mówił prezydent.

Jak konkludował Roman Szełemej, droga S3 będzie miała kluczowy wpływ na zapobieżenie dalszej degeneracji regionu sudeckiego, ale ważną kwestią jest także to, w jaki sposób Wałbrzych i Jelenia Góra zostaną z nią połączone poprzez łączniki, a jak mówił, wciąż nie ma konkretnego ich planu, jest tylko deklaracja w strategii rozwoju, więc poniekąd ważą się ich losy. Dlatego zachęcił wszystkich, którzy mogą stworzyć jakieś lobby, aby walczyć o S3, jej odpowiednie łączniki i o S8, która ma połączyć Wrocław przez Kłodzko i Kudowę-Zdrój z Czechami.

 
Czytaj też:
OSTATNI ODCINEK S3 POWSTANIE

PLANY DROGOWE WAŁBRZYCHA NA 2017 ROK
BĘDZIE NOWE RONDO W WAŁBRZYCHU I OBWODNICA BOGUSZOWA

Tekst i foto: Magdalena Sakowska