2. liga: Pewne zwycięstwo biało-niebieskich w starciu z Polkątami Maximusem Kąty Wrocławskie. Wałbrzyszanie wygrali dziewięć z jedenastu meczów w tym sezonie, w tym wszystkie pięć we własnej hali.



Tak na portalu społecznościowym zachęcał kibiców do wsparcia Górnika kapitan Rafał Glapiński. W tym sezonie Hala Wałbrzyskich Mistrzów jest jak twierdza, żaden przyjezdny zespół jeszcze w niej nie wygrał. 

Do sobotniego meczu obie ekipy podeszły ze zmartwieniami. Górnik przegrał w ostatniej kolejce z WKK Wrocław, a do kontuzjowanego Glapińskiego dołączył Michał Kaczuga. Kilka dni przed meczem w Wałbrzychu Adam Omelan przestał być za to trenerem koszykarzy Maximusa Kąty Wrocławskie, przenosząc się do sekcji żeńskiej klubu. W okresie przejściowym zespół przejął asystent Omelana i wciąż czynny zawodnik, rozgrywający Łukasz Bartnicki, który w hali przy ul. Wysockiego chciał przerwać serię pięciu porażek z rzędu swojej drużyny.

Pomimo okrojonego składu Górnik poradził sobie z Maximusem świetnie, rozpoczynając od wysokiego prowadzenia 9:2, nie oddając go do końca spotkania. Podobnie jak we Wrocławiu, Glapińskiego w wyjściowym składzie zastąpił Marcin Jeziorowski, rozgrywającym stał się Hubert Kruszczyński, a wsparcie z ławki wciąż zapewniał Bartłomiej Ratajczak, kapitan w miejsce niedysponowanego "Glapy".

Maximus miał duże problemy z obroną pod koszem, co nasi skrzętnie wykorzystywali. W buty Glapińskiego wszedł Damian Durski, który zaliczył w meczu aż 10 asyst, większość z penetracji w strefę podkoszową i odegrań do czekających na podanie Tomasza Krzywdzińskiego i Marcina Wróbla. Na naszych podkoszowych goście nie znaleźli odpowiedzi. Gdy dodamy do tego problemy w ofensywie, o zwycięstwie z Górnikiem musieli zapomnieć.

Głowy ekipie Łukasza Bartnickiego opadły zwłaszcza na koniec pierwszej połowy, gdy rzut niemal z połowy boiska na równo z końcową syreną trafił Kruszczyński. Nieco wcześniej Maximus starał się odrobić straty za sprawą trafień Kacpra Kowalskiego, co zmniejszyło przewagę biało-niebieskich do ośmiu "oczek". Ostatecznie 19 punktów wychowanka Śląska Wrocław na nic się nie zdało, bo nie do zatrzymania był Krzywdziński, który szybko zapomniał o niezbyt udanym w ofensywie meczu z WKK (5 punktów). W trzeciej kwarcie przewaga gospodarzy oscylowała w granicach piętnastu punktów by później jeszcze wzrosnąć.

Sporo minut na parkiecie otrzymali wychowankowie. Jeziorowski grał długie minuty wobec nieobecności w rotacji Glapińskiego i Kaczugi, jeszcze pod koniec pierwszej kwarty szansę dostał także lider strzelców juniorów Górnika, Mateusz Frankiewicz. W drugiej połowie piłkę lobem do fruwającego nad obręczą Ratajczaka dogrywał Łukasz Makarczuk, ale tym razem "Rataj" nie był w stanie umieścić jej w koszu. 

Po jedenastu kolejkach Górnik legitymuje się bilansem 9-2 i jest liderem. Maximus wygrał tylko 2 z 11 meczów i jest trzeci od końca w tabeli grupy D.

Górnik Trans.eu Wałbrzych - Polkąty Maximus Kąty Wrocławskie 92:60 (23:9, 16:17, 30:19, 23:15)


Górnik: Krzywdziński 27 (10 zb, 6 as), Wróbel 21, Kruszczyński 13 (6 as), Ratajczak 11 (9 zb), Durski 9 (10 as), Jeziorowski 6, Makarczuk 3, Frankiewicz 0, Kłyż 0, Szymański 0. 

Czytaj także:

DUET KK, CZYLI O DWÓCH TAKICH, CO DOSTALI SZANSĘ

NIEGOŚCINNY WROCŁAW