Data wydarzenia: 19.07.2018 17:00 - 19.07.2018 19:00
Miejsce wydarzenia: Miejska Biblioteka Publiczna im. Marii Dąbrowskiej w Świebodzicach

W poniedziałek 7 lipca 1997, a szczególnie w nocy z 7 na 8 lipca wielka powódź uderzyła w nasz region po raz pierwszy. Z okazji okrągłej rocznicy tych wydarzeń przygotowano książkę opartą na wspomnieniach świadków - wkrótce spotkanie, na którym zostanie zaprezentowana wraz z dokumentalnym filmem.


56 ofiar śmiertelnych i straty materialne szacowane na około 12 mld złotych, 7000 ludzi bez dachu nad głową, około 40 000 ze straconym dorobkiem całego życia. 9000 zniszczonych firm, 680 000 mieszkań, 843 szkoły, z których 100 uległo całkowitemu zniszczeniu, 4000 mostów, w tym całkiem zerwanych ok. 45, 14 400 km dróg, 2000 km torów kolejowych, 613 km wałów przeciwpowodziowych i 665 835 ha ziemi, czyli ponad 2% kraju. Tak wyglądała Powódź Tysiąclecia w liczbach.



W 21. rocznicę powodzi z 1997 r. w Świebodzicach Fundacja im. Tymoteusza Karpowicza oraz Miejska Biblioteka Publiczna w Świebodzicach zapraszają na premierą książki "Dolny Śląsk. Pamiętam Powódź" i pokaz filmu dokumentalnego poświęconego 20. rocznicy powodzi z 1997 r. na Dolnym Śląsku. Publikacja oraz dołączony do niej film dokumentalny są efektem całorocznego projektu kulturalnego realizowanego na Dolnym Śląsku w 2017 r.

W 2017 roku realizatorzy projektu odwiedzili kilkanaście dolnośląskich miejscowości, w których realizowali badania terenowe, spotykali się z mieszkańcami i gromadzili materiały audiowizualne. Bielawa, Brzeg Dolny, Dzierżoniów, Głogów, Jeszkowice, Kamieniec Wrocławski, Kłodzko, Legnica, Łany, Nowa Ruda, Pieszyce, Rzeczyca, Ścinawa, Świdnica, Świebodzice, Wrocław - w większości z tych miejsc byli wielokrotnie.


Działano nie tylko statycznie, ale również w ruchu: w pociągach Kolei Dolnośląskich, gdzie na wybranych trasach odbywała się zbiórka wspomnień dotyczących powodzi i nagrywano wywiady z pasażerami, zamieniając ich podróże w coś więcej, niż tylko przemieszczanie się pomiędzy stacjami. W 37 filiach Miejskiej Biblioteki we Wrocławiu umieszczono pojemniki na wspomnienia, do których przez wiele tygodni każdy mógł przekazać swoje własne powodziowe "pamiętam, że…".


Eseje, dziesiątki wspomnień, trzy dzienniki, reportaż, opowiadanie, scenariusz filmowy, wywiad, grafiki, archiwalne zdjęcia, fotoreportaż, film dokumentalny - tak o powodzi z 1997 r. jeszcze nie opowiadano. Data i miejsce: 19 lipca (czwartek), godz. 17.00, Miejska Biblioteka Publiczna im. Marii Dąbrowskiej, Świdnicka 15 w Świebodzicach. Wstęp wolny. Więcej na: pamietampowodz.pl. A oto trailer dokumentalnego filmu:



Większość mieszkańców Wałbrzycha i regionu nie zapomni tamtego lata.

Każdy, kto widział, pamięta


- Pamiętam dwie wielkie burze, które przeszły nad Wałbrzychem wieczorem w piątek 4 lipca i w sobotę 5 lipca. W niedzielę przez cały dzień lało, wiało i było bardzo ciemno. W poniedziałek rano wybrałam się do Głuszycy, żeby odwiedzić moją znajomą, która dzień później wyjeżdżała za granicę. To był właśnie 7 lipca. Jechaliśmy zieloną nysą, prywatną komunikacją. Co kilkadziesiąt minut miało miejsce oberwanie chmury, niczego nie było widać, stawaliśmy na poboczu. Zapytałam kierowcę, starszego mężczyznę, czy wobec tego będą jeździć dalej. Tak, jeździmy do wieczora, odpowiedział - wspomina pani Katarzyna, wałbrzyszanka. - Siedziałyśmy sobie z koleżanką nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Radio źle odbierało, dotarło do nas, że coś się stało w Kłodzku, ale nie mogłyśmy wyłapać żadnych szczegółów. Koleżanka wyszła do drugiego pokoju i krzyknęła. Pobiegłam za nią - łąka za kościołem widoczna z jej okna była całkowicie pod wodą. W tej chwili zadzwoniła jej mama pracująca w centrum Głuszycy, z informacją, że Głuszyca jest już prawdopodobnie odcięta od Wałbrzycha przez wylewającą się na szosę Bystrzycę. Próbowałam zadzwonić do domu, ale linia okazała się niedostępna.

Było około godziny 15.00. Pani Anna i jej koleżanka wybiegły z domu i zobaczyły zalane podwórza, ludzi wynoszących rzeczy z piwnic, nieliczne auta przemieszczające się powoli rwącą rzeką, w którą zamieniła się ul. Grunwaldzka. - Nie wiedząc, co dalej robić, poszłyśmy w stronę stacji kolejowej Głuszyca Górna. Nie miałyśmy pojęcia, że pociąg do Wałbrzycha nie przyjedzie, bo stacja kolejowa Kłodzko Główne jest całkowicie zalana. Pod wiaduktem zatrzymało nas kolejne oberwanie chmury. Wtedy z Głuszycy Górnej nadjechała środkiem drogi zielona nysa. Kierowca zatrzymał się na nasze rozpaczliwe machanie, ale nie mógł zjechać na pobocze i żeby wsiąść, musiałam wejść do wody po kolana. Jechaliśmy w korku na dół, w dolnej części Głuszycy Bystrzyca płynęła równo z szosą i tu właśnie był ten zator, przed Jedlinką. Podmyte drzewo przegradzało jezdnię, rozlewała się woda, na poboczach stały auta. Przedostaliśmy się jakoś, ale oglądać to, co się działo po drodze, to był koszmar, woda była wszędzie - mówi pani Katarzyna. - W samym Wałbrzychu najgorzej było jednak później 18 i 19 lipca. Pamiętam, że woda spływała kaskadami z nasypu kolejowego przy ul. Armii Krajowej i Wrocławskiej, na wysokości starej zajezdni. Jezdnia była zalana do wysokości krawężników, a na poboczach też stały auta, które nie mogły dalej jechać.

Pani Ewelina, w 1997 roku nastolatka, wracała do Wałbrzycha z wakacji z centralnej Polski. - Miałam pecha, że wybrałam się w podróż akurat w chwili, gdy fala kulminacyjna przybyła do Wrocławia. Pociągi jeździły objazdami i zamiast dojechać na dworzec Wałbrzych Główny o godz. 23, dotarłam tam ok. 6 rano. Nie zapomnę, jak pociąg dojeżdżał do dworca we Wrocławiu, a ulice pełne były żołnierzy napełniających worki piaskiem. Mój pociąg był jedyny, jaki wpuszczono na stację... Dworzec był zupełnie pusty, a do składu podpięto wszystkie wagony jadące na południe w stronę Czech. Zamknięte były przejścia graniczne i pociąg, który miał jechać do Pragi przez Międzylesie puszczono przez jedyny czynny ówcześnie Golińsk. Skład był tak długi, że ciągnęły go dwie lokomotywy i pchały kolejne. Jak stanął na dworcu Wałbrzych Główny, wysiadłam w środku lasu i obładowana bagażami szłam po torach do dworca - opowiada wałbrzyszanka.

Powódź Tysiąclecia w naszym regionie spowodowała wiele szkód, między innymi w gminie Stare Bogaczowice.



Wielka fala dotknęła także Świebodzice. W nocy z 7 na 8 lipca wezbrana Pełcznica wystąpiła z brzegów, niszcząc drogi, zrywając mosty, a przede wszystkim zalewając dziesiątki domów w dzielnicy Pełcznica i Ciernie. Z kładki na Pełcznicy woda zmyła przechodzącego mężczyznę, który utonął. W Świebodzicach również
kolejna fala nadeszła w nocy z 18 na 19 lipca i była równie silna, o ile nie silniejsza od pierwszej. To, co udało się posprzątać i zabezpieczyć, ponownie znalazło się pod wodą.

Czytaj też:
KTO PAMIĘTA WIELKĄ POWÓDŹ W LIPCU 1997?
WSPOMINAJĄC WIELKĄ POWÓDŹ Z LIPCA 1997 ROKU

Opr. MS
Foto: Elżbieta Węgrzyn, urząd gminy Stare Bogaczowice
Film: UM Świebodzice, urząd gminy