Data wydarzenia: 28.06.2017 19:00 - 01.07.2017 16:00
Miejsce wydarzenia: Zamek Książ, MDK Świebodzice

Już jutro 144-ta rocznica urodzin księżnej Daisy von Pless, a pojutrze 74-ta rocznica jej śmierci. Z tej okazji w Książu i Świebodzicach będzie miało miejsce kilka wydarzeń, a my przedstawiamy prawdziwą historię legendarnego kilkumetrowego naszyjnika z pereł. Naszyjnik istniał naprawdę, być może wciąż istnieje, ale legenda o jego nieszczęsnym pochodzeniu została dorobiona w czasach PRL-u prawdopodobnie po to, by wpisać Daisy w marksistowski dyskurs na temat arystokratek, które pozytywnymi bohaterkami być nie mogły.

Już jutro pierwsze z wydarzeń urodzinowych w zamku Książ - koncert, na którym gościem honorowym będzie hrabianka Felicitas von Hochberg, córka obecnego księcia Bolka VI von Pless i prawnuczka Daisy. Początek o 19.00. 29 czerwca o godz. 18.00 w Miejskim Domu Kultury w Świebodzicach promocja II wydania "Sióstr", biografii Daisy i jej siostry Shelagh, a 1 lipca w Sali Maksymiliana o godz. 16.00 konkurs sześciu sopranistek pod hasłem "Zaśpiewaj jak księżna Daisy".

 

Klątwa białej perły

Kto słyszał o Daisy, ten prawdopodobnie słyszał też i o legendarnym naszyjniku z pereł, w którym jakoby miała zostać pochowana i który został wykradziony z jej trumny po nadejściu Armii Czerwonej i rozkopaniu miejsca w pobliżu Mauzoleum Hochbergów, gdzie służba ukryła trumnę ze zwłokami. Ten naszyjnik miał jakoby pochodzić z Morza Czerwonego, z pereł wyławianych przez młodych poławiaczy specjalnie na życzenie męża Daisy, podczas gdy oboje obserwowali połów ze statku, nalegając na pośpiech. Jeden z poławiaczy, młody chłopiec, miał się wyłonić z fal z ogromną perłą, bluznąć krwią z ust, przekląć Daisy – i umrzeć. Nic z tego wszystkiego nie jest prawdą.

Legenda ta nie tylko jest czasem opowiadana przy różnych okazjach (i nic w tym złego, dopóki jest opowiadana jako legenda), ale w Internecie zyskała też swoje drugie życie. Na przykład na blogu „Odkrywając Dolny Śląsk” czytamy: „Miejsce pochówku Daisy było trzymane w tajemnicy podobno ze względu na podejrzenie, iż została pochowana w swoim 6-metrowym naszyjniku z pereł, który dostała od męża. Naszyjnik musiał być niewyobrażalnie kosztowny (podobno przy łowieniu pereł do niego zginął jeden z poławiaczy), toteż uważano, że może stać się łupem złodziei.”

W marcu 2013 bardzo rozbudowany wariant historii o poławiaczu pereł znalazł się na www.pressreader.com - był to przedruk artykułu z „Angory”. Znalazła się tam nawet informacja o przygrywającej podczas wydarzenia orkiestrze i przymusowych uśmiechach poławiaczy. Na blogu „Rosenpedia” czytamy: „Z postacią Księżnej Daisy związana jest historia z siedmiometrowym sznurem pereł ofiarowanym jej przez męża, z okazji ślubu - pereł o których sądziła, że przyniosły jej tylko łzy i nieszczęścia, gdyż ich ofiarowanie było związane ze śmiercią młodego nurka. Niemiecki książę Hans Heinrich XV von Pless, wymyślił piękne przedstawienie dla młodej małżonki, po ślubie wybrali się w podróż jachtem po morzu, podczas rejsu młodzi nurkowe wyławiali perły i ofiarowali księżnej, niestety jeden z młodych nurków w wyniku jakiegoś zdarzenia stracił życie, jego krew poplamiła suknię księżnej a widok znikającej twarzy za burtą pozostał w jej pamięci do końca życia. Późniejsze zdarzenia z jej życia, kazały jej wierzyć, że to klątwa naszyjnika, aby uniknąć dalszego pecha, kazała pochować się w perłach aby nikomu więcej nie przyniosły już bólu i rozpaczy.”

Na portalu mycompanypolska.pl czytamy: „W świecie nadprzyrodzonym nic nie ginie, najwyżej zmienia kolor i konsystencję, więc pustkę po zielonym upiorze zastąpiła klątwa perłowego naszyjnika, który młoda księżna Daisy dostała od męża podczas podróży poślubnej. Największą perłę do sześciometrowego naszyjnika wyłowił z głębin młody Adeńczyk, przypłacając to życiem. W chwili śmierci rzucił klątwę na świeżo upieczoną małżonkę. Wisiała nad zamkiem i życiem Daisy, przynosząc jej wiele nieszczęść i upokorzeń. Po śmierci w 1944 r. księżna została pochowana w tajemnicy, wraz z feralnym naszyjnikiem, i niedługo potem zaczęła pojawiać się jako biała dama.” (Cytaty oryginalne bez wprowadzania korekt błędów).


Skąd się wzięła ta bajka?

Narodziła się niedawno, jest zaledwie pełnoletnia. – Pod koniec lat 80-tych na fali popularności filmu „Magnat” i serialu „Biała wizytówka” Filipa Bajona ukazała się publikacja Andrzeja Koniecznego pod tytułem „Sekrety białej damy” opisująca postać księżnej Daisy w sensacyjnym tonie. Warto pamiętać, że nie jest to publikacja popularnonaukowa, choć są tam wspominane autentyczne fakty, ale fikcja literacka, niewiarygodna jako źródło informacji o księżnej i jej rodzinie. Historia o śmierci poławiacza została od początku do końca zmyślona, prawdopodobnie właśnie na potrzeby tej publikacji. W 2002 roku dziennikarka Bogna Wernichowska w posłowiu do pierwszej edycji „Tańca na wulkanie”, pamiętników Daisy obudowała tę legendę detalami, przedstawiła jako prawdziwą i dodała kolejne wymyślone szczegóły, na przykład dotyczące plucia krwią przez poławiacza – mówi Mateusz Mykytyszyn z Fundacji Księżnej Daisy von Pless.

A jaka jest prawdziwa historia naszyjnika? Nie było ani wycieczki po Morzu Czerwonym, ani poławiaczy, ani wielkiej perły i dramatycznej śmierci chłopca. Był zwykły salon jubilerski w Paryżu, gdzie podczas podróży poślubnej wiosną 1882 roku książę Jan Henryk (Hans Heinrich XV) kupił żonie sznur pereł o długości 6 lub 7 metrów. W 1909 roku słynna fotografka londyńska Rita Martin zrobiła znane powszechnie zdjęcie Daisy półleżącej i owiniętej długim sznurem pereł. A co się stało z nim dalej? Mógł rzeczywiście wziąć udział w dramacie młodego człowieka – tym razem prawdziwym.


Fakty są następujące

- Z ustaleń Barbary Borkowy, autorki książki „Siostry” wynika, że w 1936, kiedy schorowany syn księżnej Bolko został aresztowany przez gestapo i przebywał w więzieniu w Gliwicach, księżna zwróciła się do wrocławskiej firmy o ekspresową wycenę swojej biżuterii. Firma dokonała tej wyceny, dziś znajduje się ona w archiwum muzeum w Pszczynie – mówi Mateusz Mykytyszyn.

Konserwator zabytków z Bielska-Białej, Marta Dąbrowska, badaczka strojów i biżuterii Daisy, ustaliła, że sznur pereł mógł wtedy zostać pocięty i sprzedany, prawdopodobnie po to, żeby można było wyciągnąć Bolka z więzienia. Niestety, po uwolnieniu syn Daisy, który nie dostawał przez dwa miesiące lekarstw, wkrótce zmarł.

- Jednak mamy także relację jednego z pracowników Dyrekcji Dóbr Książęcych, która działała przy ul. Zamkowej w Wałbrzychu, że w marcu 1946 funkcjonariusze UB komisyjnie otworzyli wielki sejf Hochbergów w ówczesnej dyrekcji dóbr książęcych mieszczącej się w pałacu Czetrittzów. Wcześniej Hochbergowie zgromadzili tam wszystko, co jeszcze mieli cennego po przejęciu zamku Książ przez III Rzeszę. Pracownik ten był przy tym obecny i w liście do żony najstarszego syna Daisy, Marii Katarzyny, twierdził, że w sejfie znajdował się zarówno sześciometrowy sznur pereł, jak i ametystowe kolczyki, diadem, brosza i korona „Hrabiny świętego cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego”, którą Daisy podarował jej teść. Polacy uznali znalezisko za wielki skarb i odjechało ono w kierunku Krakowa, a ślad po nim zaginął. W 2012 roku na wystawie „Od faraona do Lady Gagi” w Muzeum Narodowym pojawiły się ametystowy komplet biżuterii Daisy – kolczyki, diadem i brosza. Wypożyczano je potem dla muzeum w Pszczynie. W latach 70-tych zostały one przekazane Muzeum Narodowemu jako depozyt Narodowego Banku Polski. Możliwe więc, że i pozostałe klejnoty wciąż znajdują się w Polsce – mówi Mateusz Mykytyszyn.


Pochowana, ale w innym

Co wobec tego z pocięciem naszyjnika? Rodzina Hochbergów mogła odkupić z powrotem jego fragmenty, a połączenie ich było tylko kwestią nanizania ich na nową nić. Co natomiast z opowieścią o pochowaniu księżnej w sześciometrowym sznurze pereł? To jakoby miało uchronić jej potomków czy potencjalnych nabywców przed skutkami klątwy poławiacza, która miała tłumaczyć dramaty życiowe, jakich nie brakowały w biografii Daisy. Prawda znowu jest skromniejsza. – Pod koniec życia księżna posiadała krótki naszyjnik z pereł, który nosiła przez cały czas i w którym rzeczywiście została pochowana. I to on, a także obrączka, którą miała na ręce, zostały zrabowane, gdy złodzieje znaleźli i rozbili jej trumnę – wyjaśnia prezes Fundacji Księżnej Daisy von Pless. – W obu tych historiach zgadza się tylko jedno. Daisy uwielbiała perły przez całe życie i chętnie je nosiła. Z jednej strony, póki pamiętamy, że legenda jest tylko legendą, niech daje natchnienie pisarzom i innym twórcom, z drugiej strony fakty historyczne muszą być prezentowane zgodnie z prawdą.

A legenda o poławiaczu i klątwie rzeczywiście stanowi jeden z wątków przewodnich w różnych utworach poświęconych postaci Daisy, na przykład w „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator”.

Czytaj też:
RODODENDRONOWE KSIĄŻĘCE SZALEŃSTWO
MA FANTASIE - ODBUDOWAĆ ZAPOMNIANĄ REZYDENCJĘ KSIĘŻNEJ DAISY?



WAŁBRZYCH: JEST NOWA HISTORYCZNA ULICA
BRAMA W PARKU KSIĄŻAŃSKIM - PRZETARG WKRÓTCE
KSIĄŻ: AMFITEATR TO NIE AMFITEATR (ZDJĘCIA)ZAPOMNIANY ZABYTEK Z WĄWOZU KSIĄŻ
PRZYSTAŃ GONDOLI POD ZAMKIEM KSIĄŻ (ZDJĘCIA)

WAKACYJNE KLIMATY: JEZIORKO DAISY (ZDJĘCIA)

KSIĘŻNA DAISY I JEJ BOŻE NARODZENIE DLA MIESZKAŃCÓW


Magdalena Sakowska
Zdjęcie użyczone: Fundacja Księżnej Daisy von Pless