To już czwarty raz przemierzyli Wałbrzych Ułani Jazłowieccy w asyście konnych strażników miejskich z Wałbrzycha i Wrocławia. W sumie 12 koni. To pamiątka tradycji przedwojennych ułanów polskich, która wiąże się z dramatyczną bitwą w 1919 roku.

Przejazd jest organizowany przez Stowarzyszenie im. XIV Pułku Ułanów Jazłowieckich, które ma siedzibę we Wrocławiu, a jego jednostką macierzystą jest Rodzina Ułanów Jazłowieckich ze Stargardu. Do Wałbrzycha tym razem przyjechało 8 członków stowarzyszenia, w tym 6 ułanów.


Na pamiątkę ocalenia w bitwie


- Po co to robimy? To kontynuacja tradycji historycznej. XIV Pułk Ułanów Jazłowieckich wyłonił się pod koniec I wojny światowej z oficerów i ułanów służących w armii rosyjskiej przed rewolucją komunistyczną w 1917 roku. Po klęsce armii carskiej uznali oni, że jest szansa, żeby Polska odzyskała niepodległość, uformowali wspólnie oddział i zaczęli się przebijać na zachód. Po drodze zetknęli się z wojskami bolszewików, które zamierzały zaatakować klasztor polskich sióstr niepokalanek w Jazłowcu, 200 km od Lwowa. Mimo ogromnej przewagi liczebnej przeciwnika, zdecydowali się bronić sióstr przed bolszewikami. Spodziewali się, że wszyscy zginą – ale wygrali bitwę i obronili klasztor – opowiada Edyta Paplińska, która w stowarzyszeniu jest od początku, czyli od 2009 roku.

Miało to miejsce 11 lipca 1919 roku. Jak mówi pani Edyta, jeszcze przed bitwą kilku ułanów i oficerów postanowiło, że jeśli jakimś cudem przeżyją, to zrobią coś na pamiątkę swojego ocalenia. Później ustalili, że odtąd będą pielgrzymować konno i tak, jak wyglądali ruszając do bitwy, ze Lwowa, gdzie po I wojnie stacjonowali, do Jazłowca, żeby stawić się na dziedzińcu klasztoru zakonnic i złożyć im meldunek podczas uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny 8 grudnia.

- Do pierwszego takiego przejazdu doszło w 1926 roku i wziął w nim udział tylko jeden z tych ułanów, który konno i w rynsztunku bojowym przebijał się przez kopne śniegi, nie bacząc na mróz, bo zima, mimo że dopiero był początek grudnia, była bardzo ostra. W następnych latach przyłączali się kolejni uczestnicy, kilku, a potem kilkunastu i tak było do wybuchu II wojny światowej – relacjonuje Edyta Paplińska.


Wałbrzych zastąpił Jazłowiec


Wcześniej, 12 sierpnia 1919 roku, marszałek Piłsudski uroczyście nadał pułkowi numer czternasty oraz nazwę Jazłowiecki na pamiątkę obrony klasztoru. Kilka lat temu wrocławskie stowarzyszenie postanowiło kontynuować tradycję przejazdu-pielgrzymki na Dolnym Śląsku. A ponieważ najbliższy Wrocławiowi klasztor sióstr niepokalanek znajduje się na wałbrzyskim Sobięcinie, wybór padł właśnie na niego.

- Nawiązaliśmy z siostrami bardzo ciepłe kontakty, odwiedzają nas podczas naszego pułkowego święta, my byliśmy na ich jubileuszu. Ze względu na to, że robimy to w czynie społecznym i naszym wolnym czasie, nie jesteśmy w stanie przejechać konno całej odległości z Wrocławia na Sobięcin, więc dzień wcześniej przywozimy konie do Stada Ogierów w Książu i stamtąd wyjeżdżamy – mówi pani Edyta.

Ułani spędzają w stadzie dzień, wspólnie ćwicząc ze strażnikami miejskimi z Wrocławia i Wałbrzycha, żeby konie się zgrały i zachowywały się właściwie podczas przejazdu. Potem w poranek niedzieli najbliższej 8 grudnia uroczyście przejeżdżają konno i w pełnym rynsztunku bitewnym przez wałbrzyskie ulice pod liceum sióstr. Tam na ich powitanie wychodzą zakonnice, uczennice i przed matką przełożoną ułani składają meldunek, tak jak to niegdyś było w Jazłowcu. Później wszyscy biorą udział w uroczystościach w klasztorze.

- W tym roku siostry bardzo miło nas zaskoczyły, bo wspólnie z uczennicami szkoły przygotowały dla nas przedstawienie pt. „Ułan i dziewczyna”, a potem razem z uczennicami śpiewaliśmy ułańskie piosenki. Byliśmy pod wielkim wrażeniem, takie gesty są dla nas motywacją do poświęcania czasu i pieniędzy. A wczoraj nasz przejazd w deszczu i zimnie do przyjemnych nie należał – mówi Edyta Paplińska.


Kobiety też

Główną ideą, obok upamiętnienia patriotycznych tradycji, jest też impreza rodzinna, wyciągnięcie dzieci sprzed komputerów, żeby miały szansę pooglądać zwierzęta na żywo i do tego zapoznać się "w realu" z kawałkiem polskiej historii.

- Nasze mundury i uzbrojenie pieczołowicie rekonstruujemy za własne pieniądze, również konie są nasze i sami je przygotowujemy według dawnych ułańskich zaleceń. Staramy się wszystko odzwierciedlić tak, jak to wyglądało w oparciu o literaturę fachową z okresu międzywojennego i relacje naocznych świadków, bo udało nam się do nich dotrzeć – mówi członkini stowarzyszenia.

Pani Edyta nie może wprawdzie założyć munduru, bo stowarzyszenie musi się ściśle stosować do tradycji, a w przedwojennej polskiej kawalerii kobietom oczywiście służyć nie było wolno. Jednak, jak mówi, zdarzały się przypadki, że kobiety przyjmowały męską tożsamość i zostawały ułanami, choć nikt o tym nie wiedział. Emilia Plater z pewnością nie była jedyną walczącą Polką. Ona sama przygotowała sobie specjalny strój, nawiązujący do munduru ułanów jazłowieckich, otok na jej cylindrze jest w ich barwach. Podobnie czynią jej koleżanki, bo kobiet w stowarzyszeniu jest kilka. – I nasze umiejętności jeździeckie muszą być takie, jak naszych kolegów-ułanów – dodaje pani Emilia.

Przez Wałbrzych wiózł ją jej rumak, skarogniady małopolski wałach imieniem Egon, który był w naszym mieście po raz drugi. Rok temu jechał na nim ojciec pani Emilii, prezes stowarzyszenia Wojciech Błęcki. Być może ta barwna tradycja zostanie z naszym miastem na dłużej i będzie coraz popularniejsza, jak inne imprezy rekonstruujące historię.

Czytaj też:
UŁANI JAZŁOWIECCY WKRÓTCE W WAŁBRZYCHU
KONNA STRAŻ KSIĄŻA MA CIEKAWĄ SŁUŻBĘ
NA KONIACH DLA CHORYCH DZIECI

Magdalena Sakowska
Foto użyczone: straż miejska w Wałbrzychu