Jak wygląda atmosfera na meczach naszego lokalnego rywala? Możecie być zdziwieni.

Gorąca atmosfera, ogłuszający doping kibiców, seria zwycięstw i wsparcie dla trenera – tego wszystkiego możemy doświadczyć, ale w Hali Wałbrzyskich Mistrzów, a nie na meczach pierwszoligowego Śląska Wrocław.

Jeszcze w poprzednim sezonie „zielono-biało-czerwoni” rywalizowali z wałbrzyszanami o awans do 1. ligi. Ostatecznie to ci pierwsi dotarli do finału rozgrywek, pewnie wspinając się szczebel wyżej. Wzmocniony kilkoma doświadczonymi zawodnikami WKS miał mógł aspirować do ścisłej czołówce ligi, co miało na nowo przyciągnąć na ich mecze tłumy kibiców. W środę, 29 listopada miałem okazję obejrzeć mecz wrocławskiego Śląska na żywo w 1. lidze. Dlaczego wybrałem się na mecz WKS-u? By porównać, by podpatrzyć, by zestawić, by po prostu cieszyć się meczem koszykówki. By skorzystać z okazji, bo byłem w pobliżu.

To, czego byłem świadkiem znacznie odbiegało od moich przedmeczowych wyobrażeń.

Od obecnego sezonu wrocławianie nie grają w przestarzałej „Kosynierce”, przenosząc się do Wielofunkcyjnej Hali AWF, czyli obiektu niewiele większego, ale będącego w dużo lepszym stanie technicznym. Jeszce na pół godziny przed starciem dwóch beniaminików, czyli meczem gospodarzy z R8 Basket AZS Politechniką Kraków obiekt świecił pustkami. Gdy krakowianie wybiegli na rozgrzewkę na ich twarzach malowało się zdziwienie, bo  z trybun spoglądali na nich jedynie ochroniarze i garstka dzieciaków. Fani zaczęli pojawiać się chwilę później, ale ich niewielka liczba nie była w stanie zapełnić niewielkiego obiektu. W mającej około 50 miejsc strefie VIP zasiadło ledwie kilka osób, w tym doskonale kojarzony w Wałbrzychu były trener Górnika, Jerzy Chudeusz, a także kontuzjowany gracz Śląska Mateusz Stawiak oraz były wieloletni szkoleniowiec grup młodzieżowych WKS-u Grzegorz Krzak.


Hala AWF podcas jednego z meczów koszykarek Ślęzy w ekranie TV Echo 24, foto: Ślęza Wrocław

Po przeciwległej stronie widzów było więcej, ale tylko garstka uformowała coś w rodzaju Klubu Kibica. Doping starała się prowadzić ledwie czteroosobowa grupa, ledwo słyszalna po drugiej stronie trybun. W trakcie spotkania dwójka młodych ludzi krążyła między sektorami z ofertą zakupu popcornu i wody. Para w wieku studenckim ubrana była w zielone koszulki Śląska, z napisem „Basket Bar” na plecach. Stacjonarna wersja „Basket Baru” znalazła się w hallu, można tam było zakupić klubowe gadżety oraz bilet na mecz, normalny w cenie 12 zł.

Wrócmy jednak do kibiców. Niedługo euroligowe mecze Śląska w dawnej Hali Ludowej, ba, nawet ekstraklasowe mecze w Orbicie, należeć będą do coraz bardziej zacierających się w pamięci wspomnień. Mnóstwo wolnych krzesełek oraz brak głośnego dopingu na ligowych meczach 17-krotnego mistrza Polski szokuje. I to pomimo otwartego konfliktu lokalnych fanatyków z zarządem klubu. Prezes Michał Lizak ma swoich przeciwników, wielu obwinia go za ostatnie chude lata Śląska. WKS jest targany kłopotami finansowymi, klub niedawno opuściła jego legenda, Maciej Zieliński. Po raz drugi w swojej najnowszej historii dolnośląski próbuje wrócić do ekstraklasy z trzeciego poziomu rozgrywek, opierając skład w dużej mierze na wychowankach. Co ciekawe, z zapełnieniem małego obiektu przy ul. Paderewskiego nie mają problemu koszykarki mistrza Polski, Ślęzy Wrocław, wspieranej przez kibiców niemal ogłuszającym dopingiem.

Przed meczem z R8 Basket gospodarze legitymowali się dość mizernym bilansem 5-7, co dawało miejsce w samym środku ligowej tabeli. Na trybunach słychać było rozżalenie: „To nie tak miało wyglądać”, „Mieli być w czubie, a są średniakiem”. Rzeczywiście, letnie wzmocnienia w postaci ogranych w 1. lidze koszykarzy miały sprawić, że Śląsk będzie „czarnym koniem” rozgrywek. Bluma, Grzeliński, Michałek i Mroczek-Truskowski mieli idealnie współgrać ze srebrnymi medalistami MP U-20, czyli Musiałem, Dziewą, Jakubiakiem czy Żeleźniakiem. Po sześciu kolejkach WKS miał na koncie tylko dwie wygrane, przez co pracę stracił duet trenerów, Dominik Tomczyk i Jacek Krzykała. Lepiej miało się dziać po zatrudnieniu Radosława Hyżego.

Ale lepiej nie jest.

W I połowie Śląsk radził sobie z R8 Kraków jeszcze nieźle. Szybko aż cztery faule złapał gwiazdor gości, Michael Hicks. Notujący śr. 25 pkt w meczu strzelec zdobył do przerwy jedynie 6 punktów. WKS prowadził do przerwy pięcioma „oczkami’.

Po zmianie stron Michael Hicks wrzucił wyższy bieg, w samej czwartej kwarcie zdobył aż 16 punktów, trafiając czterokrotnie za trzy – i to przez ręce dzielnie broniącego, ale wciąż bezradnego Tomasza Żeleźniaka. Gdy R8 wyszedł na prowadzenie po festiwalu Hicksa, na trybunach dało się odczuć rozczarowanie. Wspomniany wyżej Krzak miał pretensje do Hyżego, który nie zatrzymał serii punktowej Amerykanina przerwą na żądanie, nie próbował także go podwajać, by wymusić błąd lub odegranie piłki. W efekcie goście odwrócili losy meczu, wygrywając 89:77, a Michael Hicks zakończył spotkanie z 27 „oczkami”. Śląskowi nie pomógł najlepszy w jego szeregach Kuba Musiał, autor 19 punktów, w tym wielu w ważnych momentach spotkania. 19-letni ambitny wychowanek nie mógł jednak liczyć na kolegów, którzy byli jedynie biernymi obserwatorami festiwalu punktowego Hicksa.


zródło: Facebook

Niemniej biernie widowisko obserwowali kibice, a ciszę przerywał jedynie odgłos bębna, w który uderzał jeden z czwórki zagorzałych fanów. Według trenera Krzaka „trójkolorowym” zabrakło wsparcia z ławki, według mnie – anemiczny w czwartej kwarcie zespół nie doczekał się od swoich sympatyków bardzo potrzebnego dopingu.

RB z bilansem 8-3 będzie gonić czołówkę, Śląsk (5-8) czeka za to opuszczenie strefy playoffs. Choć wrocławski klub nie cieszy się sympatią w naszym regionie, to deficyt jego fanów oraz kiepska forma mogą budzić niepokój. No bo komu w tej koszykówce warto kibicować, jak nie klubom z tradycjami i bogatą przeszłością, takim jak Śląsk i Górnik? Biało-Niebiescy mogą na swoich fanów wciąż liczyć, podczas gdy koszykarski Śląsk, obecnie w cieniu piłkarzy, żużlowców oraz koszykarek, zaczyna wystawać poza ramy zainteresowań entuzjastów sportu w stolicy Dolnego Śląska

Czytaj więcej:

KONTRA: GÓRNIK VS ŚLĄSK. (NIE)ZGODNE WSPÓŁISTNIENIE