Arkadiusz Chlebda przestał być trenerem koszykarzy Górnika. Wałbrzyszanin prowadził biało-niebieskich w równo 200 meczach ligowych, przez ponad siedem lat.

ZMIANY W KOSZYKARSKIM GÓRNIKU


Okres Arkadiusza Chlebdy na trenerskiej ławce w Górniku trudno jednoznacznie ocenić. W ciągu ośmiu sezonów działo się wiele. Kibice wsiedli z popularnym „Aronem” do wagonika kolejki górskiej, przeżywając wspólnie wzloty i upadki.

Listopad 2009 roku. Trenerem Górnika jest Grzegorz Chodkiewicz. Wraca za stery zespołu, który prowadził w tej samej lidze u progu XXI wieku. Zielonogórzanin nie potrafi jednak dotrzeć do drużyny, Górnik po spadku z ekstraklasy boryka się problemami organizacyjnymi, przegrywa po kolei osiem meczów w 1. lidze. W dziewiątej kolejce drużynę przejmuje jego 31-letni asystent, chłopak stąd, wcześniej pracujący z zespołami młodzieżowymi oraz w roli opiekuna graczy zagranicznych z czasów ekstraklasy. Arkadiusz „Aron” Chlebda wygrywa w debiucie 100:89 ze Zniczem Pruszków. Było to pierwsze zwycięstwo Górnika w sezonie. W listopadzie 2009 roku Górnika mało kto chciał w mieście oglądać, w „młynie” była garstka kibiców, w hali przy ul. Wysockiego trudno było zapełnić kibicami wszystkie krzesełka. Wkrótce z Wałbrzycha wyjeżdża Chodkiewicz, a dołujący zespół zostaje w rękach nieopierzonego Chlebdy.  

Mówią, że w szaleństwie jest metoda. Górnik wygrał 11 z 25 meczów, był w dole stawki, ale biorąc pod uwagę pozaboiskowe kłopoty klubu nikt nie psioczył i zaciskał kciuki przed serią play-out. Tam już doszło do koszykarskiego cudu, nasi wygrali na Podkarpaciu z MOSiR-em Krosno 70:69 i utrzymali tonący statek na powierzchni. Gratulacje trafiają do liderów zespołu, Marcina Sterengi i Krzysztofa Jakóbczyka, ale też do młodego trenera z wałbrzyskiej ziemi. Wagonik wałbrzyskiej kolejki górskiej piął się w górę.

Rok później limit cudów pod Chełmcem się wyczerpał. Zapaści finansowej nie udało się zatrzymać, przygoda Chlebdy i Górnika z pierwszą ligą kończy się mało romantycznie, bo „meczem z taczką”, gdy to sfrustrowani kibice chcieli wywieźć nieudolnych działaczy daleko poza granice miasta. Dla Chlebdy czas w 1. lidze zaczął się i skończył na pruszkowskim Zniczu, bo to właśnie ten zespół pomachał Górnikowi na do widzenia. Trenera nikt jednak nie wini, ten musi kończyć sezon juniorami.

Lato 2011 jest wyjątkowo burzliwe dla wałbrzyskiej koszykówki. Od strony formalnej JKKS Górnik traci rację bytu, mówiło się poważnie o końcu długoletniej historii klubu. Skompromitowani działacze zostają zapomniani, a klub odbudowuje się w formie Stowarzyszenia Górnik Wałbrzych 2010. Na jego czele stają zmobilizowani rodzice biało-niebieskich młodzików, zdeterminowani by koszykówka w mieście nie zginęła. Nowa drużyna jest oparta na młodzieży, uczy się dorosłej koszykówki w 3. lidze pod okiem Chlebdy. Nikt nie oczekuje sukcesów, presji nie ma żadnej, a każde zwycięstwo latorośli cieszy. Praca trenera oceniana jest w środowisku co najmniej dobrze. Wagonik kolejki mknie w górę.

Następne lato w klubie jest już gorące. Sponsor tytularny, połączenie z konkurencyjnym KK Wałbrzych i wzmocnienia nakazują walkę o awans. Zamiast zwycięstw, jest jednak kataklizm. Górnik gra brzydko, bez pasji i pomysłu, zaczynając sezon od bilansu 0-6. Kibice pragną głowy trenera Chlebdy, który oddaje się do dyspozycji zarządu. Ten postanawia go zachować. W późniejszej fazie sezonu wałbrzyszanie złapali nieco rytm, ale rozgrywki kończą się na rozczarowaniu. Wagonik z trenerem i kibicami jest na ostrym zakręcie.

W 2014 roku do Górnika powracają Rafał Glapiński i Piotr Niedźwiedzki. Mocny jak na trzecioligowe warunki zespół Chlebdy tym razem nie pozostawia wątpliwości, że 3. liga to nie miejsce dla dwukrotnego przecież mistrza Polski. Do tego turniej barażowy odbywa się w przy ogłuszającym wsparciu kibiców, w niedawno oddanym do użytku Aqua Zdroju. Chlebda triumfuje, kibice ponownie są za nim, dramat z ubiegłego sezonu schodzi na drugi plan. Wagonik w wałbrzyskim rollercoasterze sięga szczytu.

Górnik trafia do 2. ligi, w której ostatni raz grał dekadę wcześniej. Pomimo tego, że jest beniaminkiem potrafił namieszać, solidny skład zdobył Puchar Polski PZKosz, ale realną szansę na awans zaprzepaścił kosztem Nysy Kłodzko i AZS AWF Katowice. Kto wie, jakby potoczyłby się tamten sezon gdyby nie porażka we Wrocławiu z młodym WKK. W stolicy Dolnego Śląska Górnika próbował ratować kapitan Glapiński, trafiając równo z końcową syreną niemal z połowy, co dało zespołowi Chlebdy dogrywkę. Ten mecz biało-niebieskim jednak wyjątkowo nie wyszedł, kibice obwiniają w wyniku frustracji trenera. Wagonik z kolejką sięga dna.

U progu sezonu 2015/16 w Górniku nie ma już Niedźwiedzkiego, jego miejsce zastępuje Paweł Bochenkiewicz. Do składu wraca jednak Marcin Wróbel, tworząc z Glapińskim i Rafałem Niesobskim trio liderów. Biało-Niebiescy nie powalają stylem, docierają jednak do ćwierćfinału, gdzie po walce przegrywają z reprezentującą podobny potencjał Kotwicą Kołobrzeg.

Trzecie podejście do upragnionej 1. ligi miało być wreszcie udane. Górnik ma znowu Niedźwiedzkiego, znowu jest w czubie, wygrywa wyraźnie większość meczów, w tym prestiżowe derby ze Śląskiem, ale ponownie daje się zaskoczyć. Jak chociażby w starciu z Sudetami Jelenia Góra, które wałbrzyszanie przegrywają po dogrywce jednym punktem, po heroicznej akcji przez całe boisko Łukasza Niesobskiego, brata Rafała.  Wystarczyło wybronić nieobstawionego gracza Sudetów w ostatniej akcji dogrywki, by to Górnik, a nie Śląsk, wygrał grupę D. Przegranie grupy okazało się niekorzystnym rozwojem wydarzeń, kojarzącym wałbrzyszan w ćwierćfinale z krezusami z Krakowa. Ci nie tylko odjechali „Górnikom”, ale i całej lidze.

Teoria, że nasi prawdopodobnie byliby faworytem w starciu z każdą inną drużyną w walce o awans traci na znaczeniu. Górnikowi brakuje szczęścia, ale, jak wiadomo, szczęściu trzeba pomagać. Wagonik nagle się zatrzymuje, trener wysiada.

Arkadiusz Chlebda prowadził Górnika w równo 200 meczach, wygrywając 117 z nich. Obejmował zespół w koszmarnie trudnym momencie, przeszedł z nim wiele trudnych chwil, cudem uratował od spadku, by potem dźwignąć przetworzoną nieco markę szczebel wyżej. W ciągu siedmiu lat odegrał dużą rolę w odbudowie klubu nie tylko pod względem sportowym, ale organizacyjnym. Górnik, przy jego udziale jako członka zarządu stowarzyszenia, nie przypominał już rozpaczliwego dłużnika, bliżej mu było do pragmatycznego budowniczego popularności basketu w mieście. Z drugiej strony zespół pod jego wodzą przestał się sportowo rozwijać, nie wykonał planu awansu do 1. ligi.

W wałbrzyskim Górniku rozpoczyna się nowy etap. Twarzą świeżego otwarcia będzie nowy szkoleniowiec, Marcin Radomski, któremu przyjdzie budować prawdopodobnie mocno odmieniony zespół. O tym, jak będzie wyglądać nowy rozdział w dziejach klubu, reprezentującego popularną w mieście dyscyplinę, przekonamy się wkrótce.




Foto: Dawid Wójcikowski