Dziś Europejski Dzień bez Samochodu. Był on sposobnością do przemyśleń o przeszłości i przyszłości komunikacji miejskiej w Wałbrzychu. Ich widomą oznaką był stary Ikarus i nowy - elektryczny autobus marki Ursus. Obydwa parkowały na Placu Magistrackim, jednak to młodszy kolega Ikarusa był w centrum zainteresowania.

Dziś prezydent Wałbrzycha przyjechał z Piaskowej Góry spod szpitala autobusem, a radni chodzili po Ratuszu z kaskami rowerowymi. - Sam korzystam z komunikacji miejskiej i zachęcam do korzystania z niej. W naszym mieście stawiamy na utrzymanie nowoczesnej floty autobusowej, nowe przystanki i linie komunikacji miejskiej. Jesteśmy również zainteresowani transportem niskoemisyjnym w przyszłości. Elektrycznym, gazowym, czy nowej generacji dieslem - mówi Roman Szełemej.

Przy okazji przypomniano planowane uruchomienie:
- linii autobusowej łączącej osiedla Piaskowa Góra i Podzamcze z dworcem Wałbrzych Szczawienko,
- projektowanej linii pracowniczej do WSSE obejmującej nie tylko Głuszycę, Walim i Jedlinę, ale też Nową Rudę.

Ciekawostką tegorocznej imprezy Dnia bez Samochodu były odwiedziny egzemplarzu demonstracyjnego autobusu Ursus City Smile CS 12E. Fabryka Ursusa działa od 1893 roku i choć z latach międzywojennych kojarzyła się z warszawskimi autobusami, to po wojnie przyjęła inny profil produkcji. Lubelska fabryka Ursus kojarzy się wciąż z ciągnikami i maszynami rolniczymi, to jest ona dziś również liczącym się producentem autobusów. - Zaczynaliśmy od produkcji trolejbusów. I choć produkujemy nowoczesne trolejbusy potrafiące przejechać 10 km bez trakcji, to korzysta z nich w Polsce jedynie Lublin, Tychy i Gdynia. Zatrudniamy dziś 2 tys. pracowników i produkujemy autobusy elektryczne oraz hybrydy elektryczno - wodorowe - mówi Waldemar Rumiński, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Ursus Bus S.A.
Dziś firma produkuje autobusy na rynki europejskie. - Produkujemy autobusy elektryczne City Smile 8,5, 10, 12 i 18-metrowe przegubowe. Powstają w Polsce, a sprawdzają się m.in. w znanej z przymrozków Szwecji. Są one ładowane w nocy w bazie stacjonarnie lub w systemie szybkiego ładowania przez pantograf przez 6 - 10 min. na przystanku końcowym lub 3 min na zwykłym przystanku, co daje możliwość przejazdu 30-40 km. Średni przejazd na jednym długim ładowaniu to ok. 200 km. Autobus - 12 m - kosztuje ok. 1,8 mln zł netto, a 18 m przegubowy 2,3 mln zł netto, czyli dwa razy tyle co diesel, ale za to ich koszt eksploatacji, czyli paliwa elektrycznego i ewentualnych wymian części stanowi 20% kosztów diesla. Niestety na miasta kupujące autobusy elektryczne spada też koszt infrastruktury dokującej (przynajmniej tej poza zajezdnią). Mimo wszystko na zakup 47 autobusów elektrycznych Ursusa zdecydowała się m.in. Zielona Góra. 

Kolejną generacją autobusów z Ursusa są modele elektryczno-wodorowe. Otrzymały już homologację, ale obecnie są obiektem zainteresowania klientów w Holandii, Niemczech i Włoszech. Autobus o napędzie elektrycznym wspomaganym wodorem zyskuje możliwość jazdy na jednym ładowaniu ok. 500 km. A ich napęd bez skrzyni biegów i ze specjalnym silnikiem ma gwarancję nawet 15 lat, a koszty jego eksploatacji są wyjątkowo niskie. Jednak kosztuje 3,5 razy więcej niż przeciętny diesel.

Elżbieta Węgrzyn