Archeolodzy pracują w zamku Grodno. Próbują odnaleźć coś, co pozwoli potwierdzić przekazy o XIII-wiecznym pochodzeniu zamku, zajrzano do trumny w krypcie i dokonano oględzin zgromadzonych w lochach kości. Uczestniczyliśmy w tych działaniach. Jakie wnioski?


Co wyrzucili do suchej fosy?

Archeolodzy z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu wraz ze studentami wolontariuszami z tej placówki i z Uniwersytetu Wrocławskiego spędzą na zamku cały ten tydzień. Na razie przerzucanie kilogramów ziemi pozwoliło znaleźć twierdzącą odpowiedź na pytanie, czy na zamku grano w szachy i czy jadano tu w luksusowych naczyniach.



- Tu jest właśnie zamkowe średniowiecze. Ta czarna warstwa w wykopie jest związana z funkcjonowaniem zamku w XIV i XV wieku, została przysypana gruzem po zawaleniu się zamku w XVIII wieku. Ten gruz doskonale zachował warstwę pod spodem. Warstwa spalenizny może oznaczać, że zamek ucierpiał podczas wojen husyckich. W pierwszym i drugim dniu poszukiwań udało się znaleźć fragmenty kości, wiele odłamków ceramiki i naczyń szklanych, w tym luksusowej ceramiki kamionkowej z Saksonii, monety, jest też kościany pionek szachowy z późnego średniowiecza - wyliczał prowadzący badania dr Paweł Konczewski, archeolog i redaktor naczelny "Archeologii żywej".



Badania mają przynieść odpowiedź na pytanie, jak stary jest zamek i czy przekaz o tym, że zbudował go Bolesław Wysoki w XII wieku, ma jakiekolwiek podstawy. Pojedyncze zabytki z końca XIII wieku nie pozwalają na razie na taki wniosek, ale na pewno znajdzie się coś jeszcze, bo było naturalne, że do suchej fosy wyrzucano wszystko, co na zamku było już niepotrzebne - o segregacji odpadów raczej nikt nie słyszał i to dziś duża szansa dla archeologów.

- Zamek ma ogromny potencjał, ale ograniczają nas finanse i czas. Będziemy kopać aż do odnalezienia skały macierzystej, a po strzelnicach wydać, jak mocno międzymurze jest zasypane ziemią. Chcemy tu jeszcze wrócić, bo to jeden z ciekawszych zamków. Są te historie o skarbach, ale dla nas największym skarbem jest informacja, którą niesie przedmiot, nawet jeśli to kostka objedzona przez psy - mówił archeolog.



W zamku do soboty, 15 września, pracuje grupa około 20 studentów z koła naukowego "Juvenis" przy Uniwersytecie Przyrodniczym i z katedr archeologii Uniwersytetów Przyrodniczego i Wrocławskiego. Może odnajdzie się coś porównywalnego z zeszłoroczną bullą papieską. Na razie znalazł się grosz. Za dwa można było w średniowieczu kupić kufel piwa.


Szkielety Małgorzaty

Paweł Konczewski oraz prof. Barbara Kwiatkowska i dr Jacek Szczurowski z Uniwersytetu Przyrodniczego, poproszeni przez Grzegorza Sanika z Centrum Kultury i Turystyki w Walimiu, które zarządza zamkiem w imieniu gminy, obejrzeli 11 września kości zgromadzone w lochu głodowym - znajduje się tam bowiem nie tylko tak zwany szkielet Małgorzaty.



Na początku, zanim opowiemy, co znaleziono, kilka słów o historii szkieletu Małgorzaty. Panna ta według najsłynniejszej zamkowej legendy miała być córką jednego ze średniowiecznych panów zamku. Niektórzy zowią go księciem, choć zamek był raczej siedzibą burgrabiego. Zakochana w młodym rycerzu czy giermku dziewczyna nie chciała poślubić narzucanego jej przez ojca wiekowego już wybranka i w akcie desperacji miała go zepchnąć ze Skały z Krzyżem. Widział to bezwzględny rodzic z zamkowych okien i za karę kazał ją przykuć do ściany w lochu głodowym, a kiedy jej ukochany próbował przynosić jej jedzenie, na rozkaz pana zamku zabito go, zaś głowę wrzucono Małgorzacie do lochu.



Legendę spopularyzował w XIX wieku, na fali romantyzmu, profesor z Wrocławia, Johann Gustav Büsching, który w 1823 roku przed sądem wygrał proces z wieśniakami chcącymi rozebrać zamek na materiały budowlane, zaopiekował się ruiną i chciał przyciągnąć tutaj turystów. Kupił więc za 5 talarów kości jakiegoś listonosza i umieścił je w drugim lochu głodowym, na piętrze. Kości jednak niszczały i w latach 60-tych XX wieku zastąpiono je plastikową atrapą, jedną z wykorzystywanych do nauki biologii. W 1974 roku w zamku pojawiła się grupa lekarzy i antropologów, i jeden z nich na prośbę pracowników zamku dostarczył im autentyczny kobiecy szkielet odnaleziony podczas prac archeologicznych na zamku w Czersku.
 


Szkielet damsko-męski...

Naukowcy ustalili, że na podłodze lochu leżą szczątki mężczyzny i kobiety - Ta kość udowa jest masywna i jest ewidentnie męska, natomiast ta kość udowa jest zdecydowanie żeńską kością, bo jest inaczej urzeźbiona. Zwracamy zawsze uwagę na okolicę przyczepu mięśnia czworogłowego uda i na ustawienie szyjki kości udowej, u mężczyzn kąt ustawienia szyjki względem trzonu jest zawsze bardziej rozwarty, więc widać to na pierwszy rzut oka. Po zmierzeniu kości poznamy wysokość ciała i tego pana, i tej pani. Męska kość jest dość mocno zniszczona. Kości miednicy również pochodzą od dwóch różnych osób, jedna od kobiety w wieku 20-25 lat, druga od dojrzałego mężczyzny, wygląda na 40-50 lat - mówiła profesor Barbara Kwiatkowska.



Natomiast czaszka zdaniem profesor wygląda na męską - ma mocno rozbudowane przyczepy mięśniowe na kości potylicznej. Można by ją wiązać z kością miedniczą i udową, bo z wiekiem zarastają szwy czaszkowe (choć mogą na to wpłynąć i geny) - i nie jest to czaszka młodego mężczyzny, miał 40-45 lat. Na razie nie da się określić, z którego stulecia pochodzą kości, ale na to pytanie może odpowiedzieć dalsza analiza. - Trzeba znać warunki zachowania kości, mamy dokładniejsze metody - mówiła profesor.

Wygląda na to, że do lochu ktoś wrzucił szczątki nieszczęsnego listonosza i owej damy z zamku w Czersku, która miała niekompletną miednicę... a reszta damskiego szkieletu z męską miednicą i nierównej długości ramionami wisi na łańcuchach. Brrhhh...

Ale daliśmy się nabrać!

Naukowcy zajrzeli także do cynowej trumny zachowanej w zamkowej krypcie. Rezultaty były zaskakujące. Trumna była pusta, obok leżała kość zwierzęca, natomiast pod trumną znalazł się fragment żebra, potem inne kości, a w końcu cały szkielet. Zdziwili się, że są aż tak sterylne, przenieśli je bliżej światła i - parsknęli śmiechem.




- To bardzo porządny akademicki szkielet, a nie byle jaka atrapa szkolna. Prawdopodobnie to ta stara ekspozycja. Takich kości jeszcze nigdy nie znaleźliśmy - ale daliśmy się nabrać! Możemy to opowiadać jako anegdotę - śmiała się profesor Kwiatkowska, a na potwierdzenie tych słów ukazał się metalowy stelaż podtrzymujący atrapę w pozycji siedzącej. Co ciekawe, plastikowy szkielet też się zaczął rozkładać - a dokładniej utleniać.

Ale znaleziono też drugą prawdziwą kość, być może ludzką. - Wiemy, że w krypcie byli pochowani dwaj członkowie rodu von Zedlitz, ich ciał już nie ma. Być może zostały przeniesione do ziemianki i trudno powiedzieć, co się z nimi stało. Była możliwość, żeby się włamać do krypty, więc może została splądrowana, a kości wyrzucono przez okno i leżą gdzieś na skałach - mówił Grzegorz Sanik.

Odnalezione kości (prawdziwe, rzecz jasna) zostaną zabrane do analizy w pracowniach Uniwersytetu Przyrodniczego - być może pozwoli to na ustalenie czasu, z jakiego pochodzą i dowiedzenie się czegoś więcej o nieboszczykach. Potem powrócą do zamku i prawdopodobnie zostaną złożone w pustej trumnie, oprócz czaszki, która, można tak powiedzieć, wraz ze szkieletem "należy do legendy". A legenda i jej popularność jest faktem - i ludzie wciąż będą dorzucać monety do kilogramów miedziaków zalegających na posadzce lochu. Rzucanych na szczęście, którego Małgorzata nie miała...

Są i inne zagadki czekające na rozwiązanie. Loch głodowy był niegdyś połączony z kryptą i nie wiadomo, co jeszcze kryje zamurowany korytarz. Zagadek starczy na kilka intensywnych eksploracji.



Czytaj też:
ZAMEK GRODNO I OKOLICE - TRWAJĄ INTENSYWNE PRACE (FOTO)
ZAMEK GRODNO - IDĄ SPORE ZMIANY (ZDJĘCIA)
JEZIORO BYSTRZYCKIE - AKWARIUM CORAZ WIĘKSZE (FOTO)

ZAMEK GRODNO - 700 LAT HISTORII I TAJEMNIC [FOTO]


Tekst i foto: Magdalena Sakowska