Nie ma ratunku dla świerków na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego. W sąsiednim nadleśnictwie sytuacja, jeśli chodzi o umierające drzewa, zrobiła się dramatyczna, w górach jest trochę lepiej, ale wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie będziemy świadkami prawdziwego leśnego kataklizmu.


Nadleśnictwo Świdnica wystosowało list otwarty do mieszkańców regionu, który opublikował na swoich stronach wrocławski oddział Lasów Państwowych. Przypominamy, że na terenie tego nadleśnictwa leży prawie połowa Książańskiego Parku Krajobrazowego (na wschód od drogi krajowej nr 35) i tam również pojawiły się duże straty.

Czytamy w liście:

Z uwagi na duże zainteresowanie i zaniepokojenie ze strony mieszkańców wielu miejscowości położonych w sąsiedztwie lasów będących w zarządzie Nadleśnictwa Świdnica chcielibyśmy wyjaśnić co dzieje się z naszymi lasami i co im dolega. Nasze lasy zamierają! Zmienia się klimat, jest ogromna susza, drzewa są atakowane przez owady i patogeniczne grzyby! Dlatego świdniccy leśnicy działają!

Ten rok przyniósł ze sobą wysokie temperatury i długotrwałą suszę. Po kolejnym suchym kwietniu z nadzieją wyczekiwaliśmy każdej kropli deszczu i choć nadeszło kilka deszczowych dni w maju, wody było jak na lekarstwo. Przy gwałtownych i krótkotrwałych deszczach woda od razu spływa po powierzchni i gleba wciąż pozostaje sucha. Zapewne widzicie skutki braku deszczu zarówno na polach i łąkach jak i w Waszych ogródkach. A przecież to nie pierwszy rok kiedy borykamy się z brakiem opadów. Poziom wód gruntowych miejscami spadł o ponad 2 m! Dla drzew to ogromna różnica.


Czy tylko susza jest przyczyną osłabienia naszych lasów? Nie tylko. Problem z którym się borykamy można porównać do efektu domina, gdzie kolejne klocki powodują upadek następnych… Przede wszystkim gleba, na której rosną te lasy w wielu miejscach jest słaba, wyjałowiona, ponieważ to grunty porolne. To dlatego drzewa cierpią od chorób grzybowych: opieńkowej zgnilizny korzeni i korzeniowca wieloletniego. Skutkami tych chorób jest m.in. gnicie korzeni drzew.

Susza jest kolejnym czynnikiem, która osłabiła w pierwszej kolejności świerki, gatunek o płaskim systemie korzeniowym. Oznacza to, że jego korzenie nie są w stanie sięgnąć głęboko w glebę, z której mogłyby pobierać wodę. Usychające świerki przyciągnęły różne gatunki owadów, w tym wypadku z rodzaju korników, które poszukują takich osłabionych drzew i żerują na nich, doprowadzając do śmierci drzewa.

Do wszystkich wyżej wymienionych elementów należy dodać jeszcze dwa! Jedną z głównych przyczyn problemów na naszych terenach, tych górzystych również, są monokultury świerków które dostaliśmy w spadku po gospodarujących tutaj Niemcach, którzy skupili się na szybkim pozyskaniu surowca. Drugim jest wiek tych drzew. Las ten zaczyna wchodzić w stadium rozpadu. [...]


To co w tej chwili robią leśnicy na terenie Nadleśnictwa Świdnica, to spowolnienie procesu zamierania lasu. Im skuteczniej uda nam się wyhamować przyrost liczby korników, tym bardziej zwiększą się szanse na pojawienie się nowego, zdrowego i silniejszego pokolenia lasu. Dlatego aktualnie drzewa zasiedlone przez korniki są wycinane i wywożone z lasu. Wszystko po to by owady nie zasiedliły kolejnych drzew. Również w celu walki z kornikiem zakładane są specjalne siatki owadobójcze, w celu uniemożliwienia owadom opuszczenie zasiedlonego drewna. Wykładamy też pułapki feromonowe, głównie w  celu monitoringu liczebności szkodników. Wszystko po to, aby zachować trwałość lasów, ponieważ to ona jest dla leśników najważniejsza.


Hektary martwych świerków

Nadleśnictwo Świdnica w 2016 roku zostało wpisane na listę nadleśnictw objętych klęską, ponieważ susza podobnie jak powódź czy huragan jest żywiołem. Jak piszą leśnicy, klęskę z jaką się borykają nadleśnictwa dotknięte suszą, w tym Nadleśnictwo Świdnica można porównać do huraganu 100-lecia na Kaszubach w 2017 roku. Różnica jest taka, że tam do wylesienia na skutek wiatrów doszło w jedną noc, a tu trwa od kilku lat. Od 2016 roku na terenie Nadleśnictwa Świdnica nie prowadzi się cięć planowych, a każdy zabieg jest wykonywany w celu ochrony środowiska leśnego. Nazywa się je cięciami sanitarnymi.



- Czy dla leśników ta sytuacja jest komfortowa? Można zadać to pytanie inaczej. Czy ktokolwiek cieszy się z powodu klęski? Leśnicy patrzą jak ich wieloletnia praca idzie na marne. Niejednokrotnie dosłownie z łzami w oczach opowiadają o tym, że kolejny fragment lasu zaczyna wysychać. Problem nie dotyczy już tylko świerka, ale schną również brzozy, które są gatunkiem pionierskim, potężne buki, a nawet dęby, które wydawać by się mogło są silne i odporne - czytamy w liście.

Problem suszy nie dotyczy tylko Gór Sowich, czy terenu Nadleśnictwa Świdnica. Jego skala jest znacznie szersza i obejmuje wiele europejskich państw. Szacuje się, że najsilniejsze uszkodzenia drzewostanów mogą wystąpić w Niemczech, Austrii, Francji i krajach Beneluksu. Problem ten dotyka również innych krajów Europy środkowej, a także południowej, Skandynawii.



Te drzewa po prostu czeka śmierć


W lasach Nadleśnictwa Wałbrzych też nie jest dobrze, najgorzej również na terenach Książańskiego Parku Krajobrazowego, gdzie świerki rosną na skalistym podłożu wąwozów i wzgórz pomiędzy nimi, które wyschły w ciągu ostatnich lat na wiór. Kiedy teraz spaceruje się po lesie, nawet pod jeszcze zielonymi świerkami, słychać charakterystyczny szelest, jakby mżawki. To spadają igły tych drzew, które nie doczekają już wiosny.

- Od 2015 roku mamy problem z rozpadem świerczyn. Zaczęło się od siedlisk najmniej dostosowanych do świerka, na niższych wysokościach, do 400 metrów nad poziomem morza, na to nałożyła się gradacja kornika i oba zjawiska z roku na rok się wzmagają. W latach 2015-2016 był to przede wszystkim rejon Świebodzic i Masyw Trójgarbu, w wyższych partiach sytuacja nie była jeszcze katastrofalna. Ten rok może być przełomowy, wszystko zależy od tego, czy susza będzie się nasilać. W lasach gospodarczych wyszukujemy drzewa dopiero atakowane przez kornika, pod którymi pojawiają się charakterystyczne rude trociny i wycinamy je na bieżąco. Osobną rzeczą jest teren rezerwatu w Parku Książańskim, gdzie nie można prowadzić takich wycinek i tam sytuacja przypomina nowotwór, na początku byłyby jeszcze możliwości ratowania, potem tak się rozprzestrzenia, że już nie można nic zrobić - wyjaśnia Marek Nogawka, zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Wałbrzych.

Jak ocenia Marek Nogawka, na 200 hektarów lasu w rezerwacie przyrody obejmującym przełomy Szczawnika i Pełcznicy, 60-70 wkrótce po prostu przestanie istnieć. Szczególnie zła sytuacja jest pomiędzy wąwozami Szczawnika i Poleśnicy, ale ogromne ilości martwych świerków widać też przy szlakach spacerowych biegnących ze Szczawienka do Pełcznicy (dzielnicy Świebodzic) czy w okolicach Podzamcza. Spacerowicze muszą się niestety wkrótce liczyć z tym, że kiedy martwe drzewa zaczną się same przewracać, szlaki mogą być zamykane do odwołania, czasem na wiele miesięcy. A wizyty w lesie podczas wiatru staną się szczególnie niebezpieczne.

- Te drzewa po prostu czeka rozpad. Przygotowujemy projekt dla Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w sprawie przebudowy tych lasów. Tu świerk już ustąpił, nie można prowadzić cięć sanitarnych i nie ma szans, żeby ratować te świerczyny - podsumowuje pracownik nadleśnictwa.



W górach trochę lepiej

Na innych terenach Nadleśnictwa Wałbrzych, jak mówi Marek Nogawka, sytuacja jest na trójkę. Tak jest w Górach Kamiennych i Wałbrzyskich, ale wszystko zmienia się na tyle dynamicznie, że już na przełomie sierpnia i września po tak suchym lesie może się okazać, że porażone drzewa tracą igły. Leśnicy się nie poddają, ścinają w porażonym miejscu jedno drzewo, żeby szkodniki do niego ściągnęły, rozstawiają pułapki feromonowe. A jak można oszacować straty?

- Jedyna metoda pomiarowa to tak zwany rejestr kodów uszkodzenia w drewnie pozyskiwanym z przyczyn sanitarnych. W 2014 stan sanitarny mieliśmy jeszcze uporządkowany, 4100 metrów sześciennych zasiedlonego posuszu, czyli drzew z kornikiem w środku. W roku 2015 odnotowaliśmy wzrost do aż 16 400 metrów sześciennych, a w 2016 padł rekord - 40 000 metrów. A to oznacza około 32 000 straconych drzew. W 2017, to był rok chłodny i mokry, było trochę lepiej, niespełna 15 000 metrów sześciennych, ale w 2018 już 20 000, a w tym roku do połowy 6500, jednak maj był chłodny i deszczowy, drzewa usychały wolniej, a w tym półroczu liczba metrów sześciennych zasiedlonego drewna może mocno wzrosnąć. Wiele zależy od pogody, a pogoda tego lata nie sprzyja - mówi zastępca nadleśniczego.



Gdzie przyczyny takiego stanu rzeczy?

Jak mówi Marek Nogawka, należy ich szukać w gospodarce leśnej prowadzonej na tych terenach stulecie temu, gdzie Niemcy na górach sadzili masowo świerki ze względu na potrzeby przemysłu. Wtedy było więcej opadów, świerki dobrze rosły, a pierwsza katastrofa ekologiczna w Sudetach miała miejsce w latach 70-tych i 80-tych, kiedy iglaste monokultury okazały się nieodporne na suchsze okresy i zanieczyszczenia przemysłowe. Wtedy leśnicy rozpoczęli przebudowę sudeckich lasów, wprowadzając zamiast świerków lasy mieszane z dużą ilością buków i dębów. Niestety, ta operacja wymaga co najmniej 30 lat, a szkody wywołane suszą postępują bardzo szybko. Leśników czeka wyścig z czasem i dużo pracy, a nas być może powtórka z tego, co było w Karkonoszach czy Górach Izerskich - połacie martwych lasów, z których dopiero po latach zaczną się wyłaniać nowe.

Również na terenie parku pozostającym pod zarządem spółki Zamek Książ, a zwłaszcza na brzegach wąwozu sytuacja pogarsza się z każdym miesiącem suszy i mogą tam być wycięte dziesiątki starych drzew, głównie buków, już praktycznie uschniętych.

O suszy w lasach w 2016 pisaliśmy:
CICHA KATASTROFA W LASACH REGIONU WAŁBRZYSKIEGO (FOTO)

O innych przejawach suszy:
ZACZYNA SIĘ WIELKA BATALIA O WODĘ DLA MIASTA
WODA Z KOPALNI JUŻ WKRÓTCE DO PICIA?

WODA Z KOPALNI DLA WAŁBRZYCHA? TO JUŻ PEWNE
WODA DLA WAŁBRZYCHA: POŻEGNANIE Z MARCISZOWEM?


Tekst i foto: Magdalena Sakowska