- Nie ma tematu, możecie państwo iść do domu - takimi słowami zwrócił się prezydent Wałbrzycha do zaniepokojonych mieszkańców kilku uliczek na Podgórzu. Tam, w zakładach dawnej "Cameli" przy ul. Cichej 5 miała powstać instalacja do przetwarzania odpadów z tworzyw sztucznych. Czy rzeczywiście mieszkańcy nie mają już powodów do niepokoju?


Jak mówili mieszkańcy, ich niepokój wywołało dwa tygodnie temu pismo, które pojawiło się na murach i słupach ulic Cichej i Rolniczej, nieopodal jest też ul. Mączna.



Postanowili działać szybko i napisali petycję w tej sprawie do prezydenta, planowali już także dalszą akcję protestacyjną. Według Romana Szełemeja mogą porzucić te plany.

- O wszystkim dowiedziałem się od dziennikarzy i byłem zaskoczony. Wniosek do urzędu miasta został złożony w lutym i przez 5 miesięcy nikt mnie o tym nie poinformował. Jestem tu, żeby państwu powiedzieć, że sprawy nie będzie i nie ma. Urzędnicy zareagowali tak, jak im mówią przepisy, ale bezdusznie. Powinni byli przyjść do mnie. Wniosek jest nieuprawniony, nie będzie takiej instalacji i poczyniłem kroki, aby to wszystko cofnąć, unieważnić. Moi współpracownicy powinni się byli wykazać większą wrażliwością. Zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje, ale żeby było jasne, nie złamali oni prawa, ale wykazali się brakiem wyczucia. Nie może prezydent, który mówi: "Stop plastik!" przerabiać plastiku. Najlepiej nie używać go wcale - mówił prezydent Wałbrzycha.



Roman Szełemej poinformował mieszkańców, że wysłał już pismo do kolegium odwoławczego i sprawa jest już nieaktualna. Mieszkańcy otrzymali od niego pismo wysłane w tej sprawie 12 sierpnia i poprosili o kopię pisma, które, jak obiecał, ma wysłać w poniedziałek 19 sierpnia. Byli zaniepokojeni, na spotkanie przyszła spora grupa osób.



- Z decyzji wynikało, że zakład będzie pracował w godzinach 6.00 - 22.00 przez pięć dni w tygodniu, że ma być 8 przejazdów ciężarówek i 20 mniejszych aut, więc zapylenie, hałas, wstrząsy, a tu są budynki pękające. Szybko napisaliśmy petycję i zebraliśmy ponad 150 podpisów, jutro dozbieramy i chcemy spotkać się z mecenasem. Jeśli nie będzie odwołania, to zrobimy tu blokadę i samochód żaden nie dojedzie - zapowiadała Alicja Mingajło z ul. Rolniczej.



- Takiej odpowiedzi oczekiwaliśmy, innymi kanałami doszła do nas informacja, że światełko w tunelu jest. Trochę nas to kosztowało zaangażowania - dodał Zbigniew Supeł, mieszkaniec ul. Cichej.


W spotkaniu prezydenta z mieszkańcami wziął udział także pełnomocnik firmy planującej otworzyć instalację, Karol Wojnar. Jak mówił, zakład miałby być całkowicie nieszkodliwy, a działalność otrzymała zgodę i z Sanepidu, i ze spółki Wody Polskie, i z wałbrzyskiego urzędu miasta wreszcie, choć ta zgoda ma być teraz cofnięta. Procedury już ruszyły, informacja na ten temat znalazła się nie tylko na słupach, ale i w BIP-ie urzędu miejskiego.



- Nasza działalność nie zagraża środowisku naturalnemu. Uzyskaliśmy potrzebne zgody, a co do obecnej decyzji prezydenta, uważamy, że jeśli się promuje akcję "Stop plastik!", to firmy takie jak nasza powinny być promowane, bo taka działalność uniemożliwia wyrzucanie plastiku gdzieś do lasu, pozwala mu wrócić do obiegu. Współpracujemy z firmą, która prowadzi tu sprawę ochrony środowiska, w myśl przepisów prawa decyzja została wydana słusznie, a zakład nie graniczyłby w żadnym stopniu z działkami mieszkalnymi i nie stanowiłby zagrożenia dla budynków. Myślę, że to nagonka medialna po pożarach składowisk plastiku, ale nasz zakład nie jest tego typu - twierdził Karol Wojnar. - Powiedziano nam, że jest to dobra lokalizacja i nie będzie problemów. Może będziemy szukali nowej.



Pełnomocnik zapewniał mieszkańców, że nie byłoby żadnego hałasu, bo proces przetwarzania jest cichy i że zakład przerabiałby 200 kg na godzinę, docelowo 400 kg. Jedna z mieszkanek wtrąciła, że słyszała o 700 kilogramach, a wtedy sprecyzował, że najwyżej 500-700 kg na godzinę, pracując 16 godzin przez 5 dni w tygodniu, więc w ciągu tygodnia powstawałoby kilka ton surowca, do przewozu którego wystarczyłyby "dwa TIR-y w ciągu tygodnia". - Słyszałam, że nie wykluczacie pracy na trzy zmiany - dociekała mieszkanka. - W projektach pisze się wszystko i mogę to wykreślić. Nie byłoby ruchu w nocy i w niedziele - przekonywał pełnomocnik.


- My mamy inne procedury i się nie zgadzamy. Urzędnicy uznali, że nie ma przeciwwskazań do inwestycji, uważam, że to było pochopne. To jest centrum miasta - podsumował prezydent Roman Szełemej. Jednak inwestor wciąż może się odwołać od tej decyzji.



Tekst i foto: Magdalena Sakowska