Do pewnego momentu była sielanka z wychowywaniem piskląt pustułki na kominie Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Kilka dni temu zaczął się ponury dramat, bo przyroda bywa okrutna. Na szczęście udało się zadziałać na tyle szybko, że można mówić o happy-endzie. Teraz my możemy zostać rodzicami zastępczymi czwórki dwutygodniowych ptasich niemowlaków.


Nic nie zapowiadało dramatu

Do tej pory wszystko było w porządku. Jaja pojawiły się na początku kwietnia, o czym pisaliśmy: PIASKOWA GÓRA: JEST PIĘĆ JAJEK, CZEKAMY NA PIERWSZE PISKLĘ . Cztery puchate kulki zobaczyły świat 8 maja. Piąte pisklę niestety nie przeżyło wyklucia się z jaja 11 maja. Rodzice, nazwani przez członków Stowarzyszenia na Rzecz Dzikich Zwierząt "Sokół" Waldim i Nowinką, wytrwale karmili maluchy.


Dramat zaczął się w piątek 17 maja rano. Kamery zamontowane w budzie lęgowej, w której wałbrzyskie pustułki (Falco tinnunculus) trzecią wiosnę wychowują swoje młode, pokazały zupełnie innego ptaka. Sokolica wędrowna (Falco peregrinus) wzbudziła panikę wśród pustułek. Nie interesowała się pisklętami, ale w każdej chwili mogła upolować i zjeść któreś z rodziców. A w budzie lęgowej zachowywała się jak u siebie. Skąd się wzięła?


- Sokolica ma dwie obrączki, ornitologiczną i plastikową. Są zabrudzone i trudno je odczytać. Zrobiłem im zdjęcie i wysłałem specjaliście z Niemiec, czekam na odpowiedź, ornitolodzy czescy, z którymi się konsultowałem, uważają, że została zaobrączkowana w Niemczech. Stanowi duże zagrożenie dla pustułek, jest dla nich gatunkiem antagonistycznym. Pustułki próbowały ją przegonić, ale uciekała do wnętrza gniazda i nie mogły karmić młodych –
relacjonuje przyrodnik i fotograf Krzysztof Żarkowski, dzięki któremu na kominie znalazła się buda lęgowa.



Potem sokolica na dwa dni zniknęła - wydawało się, że sytuacja powróciła do normy i rodzice nakarmili młode. Niestety, we wtorek 21 maja w godzinach popołudniowych wydarzyła się tragedia. Sokolica ponownie wylądowała w gnieździe. Matka, nazywana przez obserwatorów Nowinką, dzielnie zaatakowała o wiele większą i silniejszą intruzkę, ale zmuszona do odwrotu uciekła na zewnątrz, a sokolica pogoniła za nią. Niestety, Nowinka do gniazda już nie wróciła. Prawdopodobnie zginęła, bo w walce w powietrzu z sokołem nie miała szans. Potem kamera pokazywała sceny rozdzierające serce.

Na ratunek


- Samiec wrócił i próbował sam nakarmić młode. Niestety nie umiał tego zrobić, bo tym zajmuje się samica, która na tym etapie sama nie poluje, przebywa w gnieździe z młodymi, ogrzewa je i rozdziela zdobycz przyniesioną przez samca. Wreszcie udało mu się jakoś poszarpać mysz i nakarmić głodne pisklęta. Niestety, w każdej chwili mogła go zaatakować sokolica. Do tego sam nie byłby w stanie wykarmić rosnących młodych i w którymś momencie po prostu padłby z wyczerpania. Jest mniejszy i słabszy od samicy – mówi Krzysztof Żarkowski.



Trzeba było działać szybko, pisklętom groziła śmierć głodowa na oczach całego kraju, bo do tego wszystkiego fatalne warunki atmosferyczne utrudniały Waldiemu polowanie. We wtorek 21 maja przedstawiciele Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej wspólnie z Krzysztofem Żarkowskim oraz Anną i Robertem Bajkami z Fundacji Dzika Nadzieja po konsultacji z ornitologami zwrócili się z wnioskiem do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu o zgodę na podjęcie lęgu.

Zgoda została wydana w środę 22 maja i około godziny 14.00 rozpoczęła się akcja z udziałem strażaków z Państwowej Straży Pożarnej, sąsiadującej z PEC-em. Specjaliści od wspinaczki na wysokie obiekty wspięli się do gniazda i wyjęli młode do kartonu wyściełanego papierowymi ręcznikami przez zaangażowanych w ratunek pracowników przedsiębiorstwa. Po 15.00 do pustego już gniazda przyleciała sokolica na drzemkę. Kiedy odleciała, pojawił się Waldi z myszą i chciał nakarmić młode, których już nie było. Jednak dopiero teraz i one, i ich dzielny ojciec mają szansę na przeżycie. Jeśli nie przestanie tam przylatywać, prędzej czy później zginie jak jego partnerka.


- Z ludzkiego punktu widzenia zrobiliśmy dobrze. Naukowcy ornitolodzy początkowo uważali, że lepiej nie interweniować, ale po zaginięciu samicy pisklęta nie miały już żadnych szans, do tego buda lęgowa ma tylko jedno wejście, które sokolica skutecznie blokowała. Pół Polski obserwowało całą sytuację, transmisja internetowa zawieszała się ze względu na zbyt dużą ilość wejść – tak się interesowali ludzie w Wałbrzychu i w kraju, znający każdy dzień tych ptaków – mówi Krzysztof Żarkowski.



Jest tylko podrośniętym młodym i też walczy o byt

Bohaterka całego zamieszania również nie jest jeszcze dorosła. To ptasia nastolatka, jak mówi Krzysztof Żarkowski, niedorosła samica w immaturalnej szacie. Do lęgu na pewno nie przystąpi w tym roku, bo jest już za późno, a sama zapewne jeszcze rok lub dwa musi poczekać – sokolice są dojrzałe w wieku 3-4 lat. Do tego nie ma partnera. Mieszka w gnieździe, po godz. 8.00 dziś robiła sobie toaletę patrząc na padający deszcz, a potem przygotowywała się do snu, grzebiąc w żwirze i odzywając się nie wiadomo do kogo.


- Sokoły są w Polsce bardzo rzadkie, mamy tylko 30 par lęgowych, dla porównania w Czechach jest około 100, a w Anglii 1000. Nie ma ich w naszej okolicy, kiedyś było gniazdo na świdnickiej Katedrze, ale już dawno temu. Może, choć na ogół w naturze tak nie bywa, do samicy doleci samiec i w przyszłym roku doczekają się lęgu. Widać, że ona zaanektowała już tę budę. Ale to na ogół samiec trzyma się terytorium i przywabia partnerkę. Kiedyś jednak widziałem koło komina samca i dlatego wpadłem na pomysł powieszenia tu budy lęgowej. To może być pierwsza w południowej Polsce –
mówi przyrodnik. Na kominie usiłowała wcześniej zamieszkać czeska sokolica, ale miała pecha (CZESKA SOKOLICA CHCIAŁA ZAMIESZKAĆ NA KOMINIE PEC-U). Może wkrótce dowiemy się, jakie były losy tej.



A co z małymi?

Dziś jest nadal zimno i pada deszcz, ale one są już bezpieczne pod opieką Fundacji Dzika Nadzieja w Jedlinie-Zdroju. Na jej stronach czytamy:

Dzisiaj trafiły do nas cztery pisklęta pustułki. Gniazdo które miały na wałbrzyskim kominie PEC-u zostało zaatakowane przez sokoła wędrownego, a ich matka zginęła. Istniało duże ryzyko, że ojciec sam nie da rady wykarmić maluchów i może również zostać zaatakowany i podzielić los samicy. Należy zaznaczyć, że gniazdo znajduje się na bardzo wysokim kominie, gdzie dostęp nie jest łatwy, a przeprowadzenie jakiejkolwiek akcji jest dość skomplikowane - zarówno technicznie jak i logistycznie. Dlatego nie czekano do ostatniej chwili i za zgodą Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu została przeprowadzona akcja ratowania piskląt. W tym miejscu szczególne podziękowania należą się Przedsiębiorstwu Energetyki Cieplnej za zaangażowanie w pomoc ptakom i organizację oraz Państwowej Straży Pożarnej za wzorową akcję. Młode pustułki są pod kontrolą lekarza weterynarii.

Na zdjęciu widać, że mimo trudnego losu maluchy nie tracą woli walki.

- Nie są w złym stanie, zjadły już kilka razy i na chwilę obecną są OK. Jedno pisklę jest wyraźnie słabsze, ale nie są uszkodzone ani poranione. Ale jeszcze nie wiadomo, jak przeżyją taki szok, są bardzo małe, a przy każdym sztucznym odchowie jest ryzyko – mówi Robert Bajek, założyciel fundacji. - Będziemy robić wszystko, żeby przeżyły. Widać, że oczka mają żywe i dziabnął mnie dziś każdy – dodaje Anna Bajek.



Teraz my możemy włączyć się do akcji ratunkowej!

Małe w tej chwili są karmione mrożonymi młodymi myszami zamawianymi ze specjalistycznego sklepu i tylko takie pożywienie, podobne do naturalnego, mogą jeść. Jedno opakowanie zawierające 50 sztuk to koszt 25 zł, a każdego dnia małe będą potrzebowały ich więcej. Rozpoczynamy zatem akcję pod hasłem "Nakarm wałbrzyską pustułkę!" - każdy z nas może pomóc nowym rodzicom zastępczym. Numer konta fundacji:

Santander Bank Polska: 23 1090 2314 0000 0001 3696 5466

Pierwsza noc w nowym miejscu minęła spokojnie. Maluchy są już po śniadaniu i, jak przekazuje Robert Bajek, wyglądają nieźle. Fundacja Dzika Nadzieja będzie regularnie informować o losie piskląt na swoim profilu społecznościowym. Będą tam dostępne zdjęcia i filmy.


Historia wałbrzyskiego gniazda na kominie:

Cały cykl: OKIEM FOTOGRAFA PRZYRODY

Akcje z udziałem Krzysztofa Żarkowskiego i jego opowieści o fotografowaniu przyrody TUTAJ.

Magdalena Sakowska
Foto: Krzysztof Żarkowski
Zdjęcia z kamery - Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Wałbrzychu