Prawie trzydziestu członków Dolnośląskiego Towarzystwa Miłośników Zabytków przez kilka godzin sprzątało otoczenie jeziorka Daisy, wapienniki i basztę myśliwską. Zebrali prawie tonę śmieci. Może w takim stanie, jak dziś, to urokliwe miejsce przetrwa następne zielone miesiące.


Jak się okazało, w sobotni majowy poranek Jeziorko Daisy jest jak skrzyżowanie dróg wojewódzkich. Najpierw przeszedł tamtędy rajd PTTK z Kamiennej Góry, idący zielonym szlakiem z Lubiechowa do zamku Grodno. Jego uczestnicy, zachwyceni jeziorkiem, dziwili się, czemu jest tu tak brudno i pochwalili inicjatywę Towarzystwa.



Po chwili pojawiła się tam duża grupa harcerzy ze Świebodzic, prowadzących z młodzieżą rozbudowane działania w terenie – ci obiecali, że śmiecić nie będą na pewno. A w południe do jeziorka dotarł Cross Mokrzeszowski. Jego uczestnicy nie zdążyliby naśmiecić. Natomiast z pozostałymi - bywa różnie.


W grupie sprzątających okolice byłego kamieniołomu znalazły się osoby z Białegostoku, Gdyni, Pomorza, ze Śląska, z Wrocławia, Piechowic. - Towarzystwo działa od 3,5 roku i gromadzi sympatyków Dolnego Śląska, są u nas dzieci, są seniorzy powyżej 80-tego roku życia. W zeszłym roku sprzątaliśmy zamek Bolczów, regularnie odwiedzamy Stary Książ, w połowie kwietnia mieliśmy duży zlot na Cisach, połączony ze sprzątaniem, 50 osób, była też duża akcja przy wieży książęcej w Siedlęcinie, a niedawno także porządkowanie cmentarza ewangelickiego w Gostkowie – wylicza szef stowarzyszenia, Robert Matwiejów. - Nie jesteśmy w żaden sposób dofinansowani, koszty akcji są pokrywane ze składek.


Jak dodaje Robert Matwiejów, w Wałbrzychu martwi go szczególnie stan Nowego Dworu, gdzie należałoby zabezpieczyć sypiące się mury. Towarzystwo współdziała z zresztą z wałbrzyską grupą Stowarzyszenie Historyczne "Sudety", choć jest aktywne na całym terenie Dolnego Śląska - obecnie ma zaproszenie na zlot do zamku Toszek na Opolszczyźnie. Zloty są organizowane co miesiąc lub dwa, a celem jest oczywiście nie tylko sprzątanie, także zwiedzanie zabytków i badanie ich historii.

- To nasza pasja, zawsze oglądaliśmy zabytki i myśleliśmy "taka ruina, żeby ktoś się wreszcie za to wziął", aż przyszedł czas wydoroślenia i sami zakasaliśmy rękawy. Przestaliśmy brać, zaczęliśmy dawać, a przy tym dobrze się bawimy – mówią państwo Magdalena i Grzegorz, którzy nad Daisy przyjechali z Lubina i Jeleniej Góry.



- W Towarzystwie jestem już dwa lata, ostatnio bardzo podobało mi się porządkowanie cmentarza w Gostkowie - z zawodu jestem księgową i spędzam dużo czasu za biurkiem przy papierach, a tu jest ruch na świeżym powietrzu, czas spędzamy z przyjaciółmi, rodzinnie, wszystko cieszy - mówi pani Renata. Wśród jej kolegów z grupy są inżynier budowy, emerytowani strażacy, dwaj policjanci z Pomorza, nauczyciele i pracownicy szkół, kardiolog, leśnik, gospodynie domowe i uczniowie szkoły podstawowej. Jak mówią, opieka nad zabytkami wciąga.

Niestety podczas sprzątania zdarzają się i niemiłe niespodzianki. Tych akurat przy Jeziorku Daisy nie było, bo śmieci jak zazwyczaj były pochodzenia grillowego, ale podczas sprzątania parku i pałacu w Bieczu znalazły się pociski, łuski, a do tego członkowie stowarzyszenia odkryli w zrujnowanym pałacu cmentarzysko podrzuconych padłych zwierząt, z krowami włącznie. Pociski artyleryjskie znalazły się też podczas porządkowania terenów twierdzy w Srebrnej Górze i po rozbrojeniu trafiły do tamtejszego muzeum. Można znaleźć nawet nieoczekiwane podziemia.



Po sprzątaniu, które rozpoczął terier Dżeki z Kamiennej Góry, zbierając papierki, i w którym po raz pierwszy wziął udział wilczur Maniek, bardzo zainteresowany akcją, przyszedł czas na ognisko, kiełbaski i odpoczynek przy znacznie już lepiej wyglądającym jeziorze. Zbiornik stracił ostatnio trochę uroku, bo lustro wody jest bardzo niskie i wystają z niego suche konary zalegających na dnie drzew.

Jak mówi rzecznik stowarzyszenia Maciej Pawlik, akcja w Książańskim Parku Krajobrazowym zakończyła się zebraniem blisko tony odpadów, nie tylko przy zbiorniku i w jego zabytkach, ale także w okolicznym lesie. Wysprzątano też suche liście z baszty i usunięto pozostałości po zapalanych tam ogniskach. Odpady, w podwójnie pakowanych workach, żeby nie zdążyli się nimi zainteresować mieszkańcy lasu, zostały zgromadzone w jednym miejscu, skąd w poniedziałek odbierze je samochód z nadleśnictwa Świdnica.

A teraz apel do odwiedzających Jeziorko Daisy – inni u nas posprzątali, uszanujmy ich pracę!

Więcej o działalności Towarzystwa:
WAŁBRZYCH: MIŁOŚNICY ZABYTKÓW ZACHĘCAJĄ DO WSPÓLNYCH DZIAŁAŃ (FOTO)

O jeziorku i jego historii:
WAKACYJNE KLIMATY: JEZIORKO DAISY (FOTO)

Tekst i foto: Magdalena Sakowska