Do zaskakującego epizodu doszło na jednej z wałbrzyskich stacji benzynowych. Co było przyczyną?


Patrzyli, jak klapa frunie pionowo do góry

Wczoraj, w środę 22 czerwca około 17.00, wałbrzyska straż pożarna otrzymała zgłoszenie o możliwości wybuchu na stacji benzynowej Orlen przy ul. Wysockiego. Na miejsce pojechały trzy jednostki straży, w tym grupa ratownictwa chemiczno-ekologicznego. Jednak nie stwierdzono żadnej obecności gazu - ale klapa zabezpieczająca zbiornik z paliwem gazowym leżała wyrwana obok niego. Co się wydarzyło?

- Osłona od zestawu pompowego przy butli z gazem wyleciała w powietrze. Żeby wyjaśnić, dlaczego tak się stało, choć nie było żadnej eksplozji, strażacy przejrzeli nagranie z monitoringu stacji. Okazało się, że w tym miejscu przeszło coś na kształt małego wiru powietrznego, który wyrwał osłonę, podrzucił ją na około dziesięć metrów w górę, po czym spadła obok. To zaniepokoiło obsługę stacji i wezwała straż pożarną. Dla świadków zdarzenia mogło to rzeczywiście wyglądać jak wybuch. Ta klapa przypomina nieco klapę od pojemnika na śmieci, ale waży kilkadziesiąt kilogramów. Nie była ona mocno przykręcona - mówi Tomasz Kwiatkowski, oficer prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Wałbrzychu.

A zatem tym razem pomoc strażaków ograniczyła się do sprawdzenia gazowego przyłącza - wszystko było w porządku, nic się nie ulatniało - i pomocy w umieszczeniu klapy na miejscu. A wyjaśnić całą sprawę może - meteorolog.


Diabełek pyłowy...

Jak wynika z opisu, na stacji benzynowej miało miejsce zjawisko nazywane małym wirem powietrznym albo wirem pyłowym lub piaskowym - bo przeważnie najlepiej widoczne jest wtedy, kiedy wciąga piasek lub inny sypki materiał. Dlatego dawniej określano je malowniczo nazwą "diabła pyłowego" (po angielsku dust devil).

To zjawisko atmosferyczne z grupy litometeorów, typ wiru powietrznego, stosunkowo krótkotrwałego i raczej niewielkich rozmiarów, powstającego zwykle przy bezchmurnym lub pogodnym niebie(co odróżnia go od trąby powietrznej, która jest związana z chmurami konwekcyjnymi) i przy łagodnym wietrze, najczęściej wczesnym popołudniem. Wąska, wirująca kolumna, ustawiona w osi w przybliżeniu pionowej, staje się widoczna w wyniku zasysania cząstek pyłu, piasku lub fragmentów roślinności. Typowy wir pyłowy tworzy się nad silnie nagrzaną przez słońce powierzchnią gruntu. Ziemia jest najmocniej nagrzana w przybliżeniu między godzinami: 12.30 a 14.00, gdy kąt wysokości słońca jest duży. Ciepło jest przekazywane do atmosfery, przez co w pobliżu powierzchni gruntu tworzy się wysoce niestabilna warstwa powietrza. Uwolnienie zmagazynowanej w tej warstwie energii prowadzi do powstawania pióropuszy termicznych szybko wznoszącego się powietrza. Słaby wiatr sprzyja zainicjowaniu rotacji w takich miejscach, co prowadzi do powstania wiru - czytamy w Wikipedii.

Większość wirów pyłowych istnieje od kilku sekund do około pięciu minut. W rzadkich przypadkach mogą trwać ponad godzinę, ale to już w gorącym klimacie. Rekordowy wir o wysokości około 750 m przetrwał siedem godzin i przebył dystans 64 km po równinach w stanie Utah w USA. Największe wiry mogą osiągać wysokość nawet 1500 metrów i szerokość kilkuset metrów, ale większość nie przekracza 30 metrów wysokości. Wiatr w wirze o przeciętnej intensywności osiąga prędkość ok. 40 km/h, a przy najsilniejszych zjawiskach może przekraczać 80 km/h (Wikipedia).

Zjawisko zrobiło się w naszym kraju bardzo popularne w ostatnich latach - internauci nagrywają przypadki wirów pyłowych i umieszczają je w sieci, gdzie można znaleźć sporo przykładów, także z Dolnego Śląska. To przykład z placu budowy w okolicy Polkowic nagrany kilka lat temu przez pasażerów przejeżdżającego obok auta:





Magdalena Sakowska
Foto ilustracyjne archiwalne: Elżbieta Węgrzyn