Suzuki 1 Liga: Bez niespodzianki w 4. kolejce. Górnik Trans.eu Wałbrzych wykonał plan i pokonał na wyjeździe Żak Koszalin 90:71. Była to trzecia wygrana w sezonie biało-niebieskich. Mamy dla was zdjęcia, opis spotkania i pomeczowe wypowiedzi.

  • W poprzednim sezonie Żak Koszalin wygrał 2. ligę z bilansem 29-1. Szczebel wyżej o zwycięstwa jednak trudniej – po trzech meczach beniaminek jest bez zwycięstwa w Suzuki 1 Lidze

  • Bardzo dobrze w barwach Górnika od początku sezonu prezentuje się Marcin Dymała. Ostrowianin ze śr. 19.5 pkt jest piątym strzelcem całych rozgrywek (do tego notuje śr. 4 zbiórki, 5 asyst i trafia świetne 59 proc. rzutów z gry).

  • Aż 42 punkty w kameralnej hali Gwardii zdobył duet Dymała-Krzysztof Jakóbczyk. W przeszłości obaj występowali w ekstraklasowym AZS-ie Koszalin, ale tego czasu nie wspominają najlepiej (ten pierwszy grał niewiele, a co do drugiego klub ma zaległości finansowe).

 




„Za długo siedzę w baskecie, żeby się podpalać. Ktoś nowy pod kosz może do nas dołączyć za miesiąc, za dwa, lub nawet za trzy. Ale musi to być gracz wartościowy. Wiem, że musimy dokonać wzmocnienia zawodnikiem podkoszowym, bo inaczej ciężko nam będzie w rywalizacji z czołówką ligi"– to komentarz trenera Górnika, Łukasza Grudniewskiego, którym podzielił się z nami na potrzeby Skarbu Kibica, przeznaczonego dla was wyjątkowego wydawnictwa, które możecie już odebrać w sklepie Sporting (ul. Długa 2e, Wałbrzych) na podstawie biletu z meczu lub karnetu. Szkoleniowiec Górnika bardzo regularnie wysłuchuje obaw kibiców, związanych z brakami kadrowymi pod obręczą. Pierwsze trzy mecze sezonu (dwa bez środkowego Damiana Cechniaka w grze) tych kłopotów jednak nie uwypukliły, bo biało-niebiescy byli… trzecią najlepiej zbierającą ekipą całej ligi.




W Koszalinie nie zabrakło wałbrzyskich kibiców, którzy głośnym dopingiem wspierali zespół

W Koszalinie miało być inaczej, ponieważ w Żaku występuje Darrell Harris, najlepszy zbierający ligi. I rzeczywiście, do przerwy Amerykanin miał na koncie 16 punktów i 10 zbiórek, gospodarze wygrali walkę na „deskach” 25:15, ale zdało się to na nic, bo wałbrzyszanie zatrzymali gospodarzy na 35 proc. skuteczności z gry. Nasi po raz kolejny zagrali mocną defensywę, zademonstrowali wstawki słynnej „szarańczy” oraz korzystali z jakości w ofensywie.  Po meczu w Krakowie Hubert Pabian zapewniał, że skuteczność z dystansu w jego przypadku wróci, a dzielenie się piłką w wykonaniu zespołu będzie tylko lepsze. Skrzydłowy w Koszalinie trafił 7 z 10 prób, w tym 4 z 6 z dystansu. Górnik poprawił także zespołowość, zawodnicy szukali się podaniem, znajdując otwarte pozycje do rzutu. Zdarzały się chwile, gdy piłka krążyła w ataku jak po sznurku.



Pomimo tego był w sobotniej potyczce moment, w którym ambitny beniaminek szukał swoich szans, ale zbliżył się jedynie na 57:68. Obok Harrisa uaktywnił się nieco Jakub Dłoniak, trzeci najlepszy punktujący ligi, przed laty król strzelców na tym poziomie rozgrywek, ale to było za mało. Niewiele wnosili rozgrywający, zdarzało się też, że frustracja brała nad gospodarzami górę. Tak jak choćby pod koniec pierwszej połowy, gdy trener Piotr Ignatowicz, po intensywnej dyskusji z arbitrami, otrzymał drugie przewinienie techniczne i był zmuszony opuścić drużynę na resztę spotkania: „Zagraliśmy z bardzo mocną ekipą, która jest silna na obwodzie i broni na całym boisku. Konrad Koziorowicz i Mateusz Pryć są wciąż niedysponowani i nie mogli zagrać w tym meczu. To obwodowi, którzy byli z nami także w poprzednim sezonie, funkcjonują w naszym systemie. Brakowało nam ich. Górnik zagrał agresywnie, czyli zagrał „swoje”, to na co jest przygotowany. Zadania nie ułatwiły nam także inne sprawy. Niektórzy może powinni zmienić narzędzie pracy i złapać za miotłę lub szpadel. Nie mam tu na myśli swoich zawodników” – powiedział po meczu rozemocjonowany szkoleniowiec gospodarzy.



Górnik starał się grać pragmatycznie. Ten nastrój udzielił się kapitanowi Bartłomiejowi Ratajczakowi, który w akcji sam na sam z koszem nie popisał się tym razem efektownym lotem nad obręczą, a jedynie ostrożnymi punktami po dwutakcie. „Rataj” zapewne miał w pamięci wydarzenia z ostatnich play-off, gdy niemal identyczna konstrukcja kosza nie wytrzymała po jego dynamicznym wsadzie. Podopieczni Łukasza Grudniewskiego wygrali trzeci mecz z rzędu, ale nie popadają w hurraoptymizm: „Gratulacje dla drużyny z Koszalina za walkę. Postawili się nam, chcieli pokazać się z jak najlepszej strony, zresztą mają w składzie doświadczonych graczy z przeszłością w ekstraklasie, gdzie osiągali sukcesy. Wydaje mi się, że to nie będzie łatwy przeciwnik dla każdego, zwłaszcza we własnej hali. Udało nam się wzmocnić obronę, zwłaszcza w pierwszej kwarcie, gdy Żak dochodził nas na kilka punktów. Cieszymy się z tego zwycięstwa, ale mamy wciąż nad czym pracować” – zdradził dziennikarzom na  konferencji prasowej Kamil Zywert, rozgrywający biało-niebieskich.



Po stronie gospodarzy na największe pochwały zasłużył wspomniany Harris. 37-letni Amerykanin jest zadomowiony w Polsce, występował przez lata w naszej ekstraklasie. Jego 21 punktów i 16 zbiórek zdało się jednak na nic: „To był trudny mecz, graliśmy w końcu z wicemistrzami z poprzedniego sezonu. Musimy poprawić naszą grę, zostawiać na parkiecie więcej serca, grać zespołowo. Górnik był agresywniejszy, a my zebraliśmy lekcję. Ten sezon jest dla nas zupełnie inny, nie jesteśmy już w drugiej lidze. By robić postępy, musimy trzymać się razem jako drużyna, ciężko pracować na treningach” – tłumaczył po spotkaniu środkowy gospodarzy, drugi w klasyfikacji boiskowej efektywności w Suzuki 1 Lidze.

(0-3) Żak Koszalin – (3-1) Górnik Trans.eu Wałbrzych 71:90 (33:50)

Górnik: Dymała 24, Jakóbczyk 18, Pabian 18 (10 zb), Malesa 13, Ratajczak 9, Zywert 5, Durski 2, Kruszczyński 1, Cechniak 0, Pawlak 0, Jeziorowski 0.

Żak: Harris 21 (16 zb), Dłoniak 19, Zarzeczny 8, Szewczyk 6, Tomaszewski 6, Naczlenis 6, Czubak 3, Czyż 2, Sewioł 0.

W środę, 20 października Górnik zagra na wyjeździe z Turowem Zgorzelec (godz. 19), a w niedzielę, 24.10 podejmie w Aqua Zdroju Deckę Pelplin (godz. 18).

Foto: Alfred Frater