Tym razem w aktualnym numerze tygodnika "WieszCo", kibice koszykówki moga cofnąć się do sezonu, w którym koszykarski Górnik po raz pierwszy w historii klubu zdobył mistrzostwo Polski.

Sezon, w którym koszykarski Górnik po raz pierwszy w historii klubu zdobył mistrzostwo Polski, nie był usłany różami. Dziś moglibyśmy go określić frazesem „szło jak po grudzie”. Wiadomo jednak, że jak sukces rodzi się w wielkich bólach, to później smakuje wybornie. Tak było właśnie w tym przypadku.

Po wicemistrzostwie Polski zdobytym przez koszykarzy Górnika w sezonie 1980/81 niewielu spodziewało się jeszcze lepszego wyniku w następnych rozgrywkach. Nim te rozpoczęły się na dobre w klubie trzeba było ugasić kilka „pożarów”.

Najpierw z prowadzenia zespołu zrezygnował szkoleniowiec Andrzej Kuchar. Na ławce trenerskiej usiadł jego dotychczasowy asystent Henryk Zając. Potem nieoczekiwanie Mieczysław Młynarski złożył w klubie podanie o zwolnienie go do Wisły Kraków. Wiecie o czym piszemy? Najlepszy zawodnik chciał wyjechać do Grodu Kraka?! „Młynarz” argumentował to… względami rodzinnymi. Dodatkowo kontrakt z klubem skończył się Wojciechowi Krzykale, a on rozpoczął przygotowania do sezonu ze Stalą Bobrek Bytom. Ryszard Wieczorek w ogóle nie wznowił treningów. Z uprawiania koszykówki zrezygnował Sumpor, utalentowany junior Maciej Buczkowski wyjechał na studia do Szczecina, gdzie miał grać w Pogoni pod okiem Stanisława Rytko.

Mało wam? Poza kłopotami kadrowymi, doszedł jeszcze jeden problem. Górnik nie mógł rozgrywać ligowych meczów w nowej hali OSiR-u przy ul. Wysockiego, bo jakiś „mistrz” zdecydował zamontować tam na koszach… szklane tablice. Co zrozumiałe w każdej chwili groziły rozbiciem, na co zwracał uwagę PZKosz i mecze trzeba było wciąż rozgrywać w hali przy Pl. Teatralnym…

Im bliżej było rozpoczęcia sezonu, tym sytuacja w klubie zaczęła się normować. Tuż przed inauguracją na grę w biało-niebieskich barwach zdecydował się Krzykała, a w 3 kolejce do drużyny powrócił, po kilkutygodniowych utarczkach, Młynarski. Trener Henryk Zając mógł być spokojniejszy, ale nikt nie oczekiwał od niego cudów. On sam zresztą w wywiadach prasowych podkreślał, że celem dla zespołu jest wejście do finałowej „piątki”. PZKosz zdecydował bowiem o kolejnej reformie rozgrywek. Najpierw 10 zespołów miało rozegrać 18 spotkań – systemem każdy z każdym. Następnie liga miała zostać podzielone na dwie „piątki” i w ten sposób znów drużyny miały grać po dwa mecze ze sobą. Każdy team powinien w ciągu sezonu zagrać 26 meczów.

Po 4 kolejkach wałbrzyszanie mieli bilans 2-2. Później też nie spisywali się rewelacyjnie, ale w 8 serii gier do hali przy Pl. Teatralnym przyjechał absolutny faworyt do mistrzostwa, Śląsk Wrocław. Zresztą obrońca tytułu sprzed roku. Goście nie istnieli na parkiecie. Niesieni fantastycznym dopingiem biało-niebiescy zwyciężyli 96:73, a 27 pkt zdobył powracający do wysokiej formy Młynarski. Gdy wszyscy myśleli, że zespół wskoczył na odpowiednie tory przyszła niespodziewana porażka w Bytomiu z beniaminkiem, Stalą Bobrek, która zakończyła pierwszą rundę zmagań. Początkowo w rewanżach też nie układało się podopiecznym trenera Zająca. Nasi polegli m.in. w Sosnowcu z Zagłębiem. Jak się później okazało była to ostatnia porażka wałbrzyszan w sezonie zasadniczym. W następnych pięciu meczach biało-niebiescy zanotowali komplet zwycięstw. Tak wyglądała czołówka tabeli przed decydującymi meczami w najlepszej „piątce”: 1.Zagłębie 31 pkt, 2.Górnik 30 pkt, 3.Śląsk 30 pkt, 4.Lech 30 pkt, 5.Wisła 29 pkt.


Ta drużyna w 1982 roku po raz pierwszy historii koszykarskiego Górnika zdobyła mistrzostwo Polski. Górny rząd od lewej: Wojciech Krzykała, Stanisław Kiełbik, Jacek Bukiel, Kazimierz Młynarski (brat Mieczysława, nie grał w drużynie), Jerzy Żywarski. Dolny rząd od lewej: Stefan Reschke, Zenon Kozłowski, Mirosław Huzil, Henryk Zając (trener), Tadeusz Reschke, Tomasz Bernatt (prezes klubu), Mieczysław Młynarski, Stanisław Ignaczak, Paluszak (asystent trenera), Grzegorz Markowski i Zbigniew Słomiński. Zdjęcie zrobione podczas uroczystego bankietu w hotelu Sudety z okazji zdobycia złotych medali


Zmagania w decydującej fazie Górnicy rozpoczęli od minimalnej wygranej ze Śląskiem. Potem nasi przegrali w Poznaniu, u siebie pokonali Wisłę i na wyjeździe nie dali rady Zagłębiu. Po 22 kolejkach na czele tabeli znajdowały się dwa zespoły – Zagłębie i Lech, które zgromadziły po 37 pkt, a dwa kolejne miejsca okupowały Górnik i Śląsk – obie ekipy miały po 36 oczek. Wisła zamykała stawkę „wielkiej piątki” z 34 pkt. Nasi źle rozpoczęli rewanże – przegrali wysoko ze Śląskiem i wydawało się, że definitywnie odpadli z rywalizacji o mistrzowską koronę. Po tym jak w dwóch pierwszych meczach rewanżowych Zagłębie poległo z Lechem i Śląskiem, to właśnie w tych ekipach fachowcy upatrywali kandydata do złotego medalu. Niewielu stawiało na Górnika. Tymczasem… Najpierw po znakomitym meczu biało-niebiescy pokonali u siebie poznaniaków. W następnej kolejce koszykarze spod Chełmca dosłownie zdemolowali w Krakowie Wisłę. Pod Wawelem przypomniał o sobie Młynarski, który zdobył aż 54 punkty. Doskonałe wieści napłynęły też z innego parkietu. Lech wygrał ze Śląskiem, a to oznaczało, że Górnicy dostali od losu szansę bicia się o mistrzostwo. W tabeli przed ostatnią turą spotkań prowadzili Lechicie z 43 pkt, ale poznaniacy mieli rozegrany o jeden mecz więcej. Drugą, trzecią i czwartą pozycję zajmowali odpowiednio Śląsk, Górnik i Zagłębie. Wszystkie drużyny zgromadziły po 41 oczek. W ostatniej kolejce wałbrzyszanie podejmowali Zagłębie, a Śląsk grał z Wisłą. Sytuacja była przejrzysta. W przypadku wygranej podopiecznych trenera Zająca i wrocławian trzy drużyny zrównywały się ze sobą liczbą punktów, a taka sytuacja byłaby korzystna dla… Górnika, który miał lepszy bilans bezpośrednich spotkań zarówno z Lechem jak i Śląskiem. W takiej sytuacji kibice z Wałbrzycha nie mieli wyjścia. Nie tylko zdzierali gardła dopingując swoich ulubieńców, ale ściskali też kciuki za… wrocławian. Pomyślelibyście jakie życie może być przewrotne?

Ostatni mecz z Zagłębiem w hali przy Pl. Teatralnym obejrzał nadkomplet publiczności. Ci, którzy nie dostali biletów obserwowali zawody na specjalnych telewizorach ustawionych przed halą. W spotkaniu nie mógł zagrać Młynarski, który w poprzednim pojedynku otrzymał przewinienie techniczne. Do przerwy był remis 30:30. Po zmianie stron koszykarzom z Sosnowca jakby wyciągnięto wtyczkę z gniazdka. To część prawdy. Swoje zrobili kibice tworząc taką atmosferę, że wielu wydawało się, że dach hali tego nie wytrzyma i runie na zawodników. Nie runął. Górnicy zwyciężyli 83:55, wygrał też Śląsk i pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski trafiło do Wałbrzycha!

Tekst: Tomasz Piasecki

Fot. użyczone (Archiwum Wojciecha Krzykały)

Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie pdf na stronie www.wieszco.pl