2. liga: Niesamowita dramaturgia i mnóstwo zwrotów akcji w derbach! Jeszcze na niecałe dwie minuty przed końcem meczu Śląsk prowadził siedmioma punktami, ale biało-niebiescy grali do końca, odwracając losy spotkania!

42 minuty – tyle czasu wystarczyło, by sprzedać wszystkie wejściówki na 40-minutowy thriller z happy endem, jakim okazały się derby pomiędzy Górnikiem a Śląskiem.

Po pierwszych dziesięciu minutach prowadzili gospodarze, głównie za sprawą udanych akcji pick&roll, które na punkty zamieniał energetyczny Tomasz Krzywdziński. Na tym etapie meczu Śląsk miał dużo otwartych pozycji na obwodzie, ale piłka nie lądowała w koszu. Na niecałe trzy minuty przed końcem drugiej kwarty czwarte przewinienie popełnił Rafał Glapiński, ale do przerwy to wciąż Górnik był nieco bliżej zwycięstwa.

To, co najważniejsze miało miejsce w czwartej kwarcie. Już na jej początku kontuzję, wyglądającą na skręcenie stawu skokowego doznał Dominik Wilczek. Zejście lidera punktowego dodało WKS-owi animuszu. Gdy dwa razy z rzędu za trzy trafił 19-letni Jakub Musiał Śląsk prowadził 64:57, na niecałe dwie minuty przed końcową syreną.

Na tym etapie meczu bardzo prawdopodobne wydawało się powtórzenie scenariusza z meczu ze Śląskiem w „Kosynierce”, w ubiegłym sezonie.  W październiku 2016 roku Musiał poprowadził swoich kolegów do wygranej z Górnikiem 69:64, zdobywając w całym meczu 15 punktów i trafiając kluczowe rzuty.

Do powtórki z rozrywki jednak nie doszło, choć okazji nie brakowało. Trudne rzuty za trzy trafili za to powracający po kontuzji Glapiński oraz kończący dopiero za kilka dni 20 lat Damian Durski (63:64). W międzyczasie z dalekiego półdystansu spudłował grający na co dzień w pierwszoligowym Śląsku Musiał.

Na niewiele ponad minutę do końca wrocławianie prowadzili 64:63 i mieli piłkę w rękach, ale próba z półdystansu dobrze pilnowanego Karola Kutty była nieudana. Faulowany dwukrotnie Glapiński wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 65:64, ale podopieczni Tomasza Jankowskiego mieli jeszcze dość czasu by odwrócić losy meczu. Po raz kolejny, tym razem z dystansu, nie trafił Musiał, a na linię rzutów wolnych trafił faulowany Krzywdziński, powiększając prowadzenie do 66:64. Po chwili faulowany został ponownie „Glapa”, ale kapitan spudłował dwa rzuty wolne na dziewięć sekund przed finalną syreną. Do biało-niebieskich uśmiechnęło się jednak szczęście, bo szalenie ważną zbiórkę w ataku zanotował Krzywdziński, oddając do Durskiego. Obwodowy Górnika, który jeszcze nie tak dawno trafił kluczową „trójkę” z rogu, teraz mógł zostać antybohaterem, oddając rzut zamiast szanować piłkę i pozwolić się sfaulować. Szybki, niepotrzebny rzut wychowanka okazał się jednak bez konsekwencji i to wałbrzyszanie, dzięki serii 9:0, odnieśli cenne domowe zwycięstwo!

Ostatnie minuty kibice w komplecie oglądali na stojąco, a najwierniejsi fani naszej drużyny przez cały mecz prowadzili ogłuszający doping, który ponownie poniósł zespół Marcina Radomskiego do wygranej.

Górnik ma najlepszy bilans w grupie D 2. Ligi (12-2) i pozostaje niepokonany u siebie (7-0).  Dla Śląska była to druga porażka z rzędu (11-4).

Górnik Trans.eu Wałbrzych – Exact Systems Śląsk II Wrocław 66:64 (21:15, 13:16, 12:14, 20:19)

Górnik: Glapiński 19 (10 as), Krzywdziński 16 (11 zb), Ratajczak 11, Durski 9, Kruszczyński 6, Wróbel 5, Jeziorowski 0, Tyszka 0, Makarczuk 0.

Śląsk: Musiał 14 (4x3), Wilczek 10, Stawiak 9, Ratajczak 7, Kutta 6, Malesa 5, Żeleźniak 5, Bożenko 4, Barszcz 4, Sasik 0.

Czytaj także:

GÓRNIK - ŚLĄSK: DERBOWE CIEKAWOSTKI