Sezon 2019/20 w 1. lidze koszykarzy przeszedł do historii. W przerwanych przez wybuch epidemii rozgrywkach najwyżej sklasyfikowany w tabeli Górnik Trans.eu Wałbrzych uznano za zwycięzcę ligi. W przyszłym tygodniu uchwała Wydziału Rozgrywek Polskiego Związku Koszykówki zadecyduje, czy biało-niebiescy otrzymają zaproszenie do ekstraklasy. Tymczasem wspominamy ostatni sezon!

Choć zmagania zostały zakończone jeszcze przed końcem rundy zasadniczej, to mamy do czego wracać. Wałbrzyscy koszykarze wygrali 18 z 23 pojedynków, dostarczając nam wielu emocji, a dobre wyniki, promocja spotkań i atrakcje wokół nich przyciągały coraz więcej kibiców na trybuny. Oto moje top 10 najbardziej pamiętnych momentów sezonu.

10. Letnia nerwówka

Włodarze Górnika długo czekali z informowaniem fanów o kolejnych wzmocnieniach. Cały skład ogłosili w mediach społecznościowych, w jednym wpisie. Wcześniej pojawiały się doniesienia o odejściu Piotra Niedźwiedzkiego i Huberta Kruszczyńskiego, czyli dwóch najlepiej punktujących koszykarzy biało-niebieskich w rozgrywkach 2018/19. Do tego klub rozstał się także z trenerem Marcinem Radomskim, co wyprowadziło z równowagi kibiców. Trwająca kilka dobrych tygodni próżnia informacyjna sprawiła, że w ich gronie pojawiały się nerwowe głosy o upadku klubu, walce o utrzymanie, braku funduszy. Cóż, nie mieli racji!

9. Spodnie trenera Grudniewskiego

W zdecydowanej większości spotkań trener Łukasz Grudniewski dobierał do eleganckiej białej koszuli z klubowym herbem brązowe spodnie. Te najwyraźniej przynosiły mu szczęście, bo prowadzona przez niego drużyna przegrywała bardzo rzadko. Szkoleniowiec z Wrocławia nie miał jednak najłatwiejszego startu. Do Wałbrzycha trafił po nieudanej końcówce poprzedniego sezonu w Lesznie, gdzie w ostatniej kolejce stracił po serii porażek miejsce premiowane grą w play-off. W zapomnienie poszły jego wcześniejsze osiągnięcia, czyli tytuły najlepszego trenera sezonu w 2. lidze (2016) oraz 1. lidze (2018). Pod Chełmcem kibice wciąż pamiętali o uwielbianym przez nich Marcinie Radomskim. Grudniewski budował swoją pozycję w najlepszy możliwy sposób, czyli świetnymi wynikami. Kolor spodni, które zakładał raczej odegrał w kolejnych sukcesach poboczną rolę. Dziś już wiemy, dlaczego to właśnie ten szkoleniowiec był latem na szczycie listy życzeń zarządu Górnika.

8. Brak transmisji domowych spotkań w internecie

Przy okazji niemal każdego spotkania u siebie kibice domagali się transmisji meczów biało-niebieskich w sieci, co jest praktykowane przez większość klubów na poziomie 1. ligi. Brak transmisji w Górniku argumentowali chęcią przyciągnięcia do Aqua Zdroju jak największej liczby widzów. Było to związane z niwelowaniem wysokich kosztów użytkowania obiektu, podlegającego pod spółkę miejską. Jeżeli Górnik pozostanie w 1. lidze, można się zastanowić nad płatnymi transmisjami w sieci dla tych, którzy fizycznie nie są w stanie być w dniu meczu w hali. Natomiast awans do ekstraklasy rozwiązuje problem, bo na najwyższym szczeblu wszystkie potyczki można bez problemu obejrzeć na kilku platformach.

7. Krzysiek w roku Chrystusa

W czwartej kolejce nasi zagrali derby w gorącej, choć kameralnej hali w Kłodzku. 33 punkty, w tym 7/10 za 3 zapisał na swoim koncie Krzysztof Jakóbczyk. Rzucający był w gazie, a liczba punktów współgrała z jego wiekiem.  Zetkama Doral Nysa Kłodzko wygrała w przeciągu sezonu 8 z 12 gier u siebie, ale na Górnika recepty nie znalazła, głównie dzięki Krzyśkowi , który przecież występował w przeszłości w Kłodzku i tamtejsze obręcze zna doskonale.

6. Mocny początek roku Damiana Pielocha

W pierwszych 14 meczach sezonu wychowanek Górnika zdobywał śr. 9.4 pkt, trafiając 36% prób z gry. Od końca stycznia 2020 roku, w pięciu kolejnych notował za to śr. 16,4 pkt, przy 52% selekcji rzutów. W tym okresie w trzech meczach z rzędu trafił chociażby 12 z 21 prób za 3! Suche liczby mogą być dowodem, jak ciężką pracę nad swoją grą wykonał ten 31-latek w przeciągu roku. Z drugiej strony, od stycznia do wałbrzyskiego klubu dołączył Karol Kamiński, zwiększając rywalizację na pozycjach obwodowych. Kto wie, to może właśnie „Efekt Karola” zmobilizował Pielocha do usprawnień na parkiecie?

5. Łowicki kompleks i jego kres

Księżak Łowicz, w przeciągu ostatnich trzech sezonów, zaszedł wałbrzyszanom mocno za skórę. W maju 2018 roku kwestionował górnicze ambicje powrotu do 1. ligi, a już na zapleczu ekstraklasy dwukrotnie, w dramatycznych okolicznościach, ogrywał biało-niebieskich. W Aqua Zdroju sztylet w plecy wbiła „trójka” Marcina Salamonika, przez lata związanego niegdyś z Górnikiem. W Łowiczu ważne rzuty trafiał do tego momentu sezonu mało przydatny Daniel Nieporęcki, a rzut z połowy w ostatniej sekundzie w wykonaniu Damiana Durskiego nie sięgnął celu. W tym sezonie Księżak znowu nie dał się zaskoczyć we własnej hali, wygrywając po wyrównanym meczu 89:84. O kompleksie ekipy z województwa łódzkiego zapomnieliśmy przy ul. Ratuszowej, gdy ekipa Grudniewskiego wreszcie wygrała, ale znowu po trudnym meczu (84:78).

4. Krępujące rzuty wolne

Obrona Górnika należała do najlepszych w lidze, a wyniki zespołu były do pozazdroszczenia. Plamą na pięknym obrazie była jednak skuteczność z rzutów wolnych. Przez większą część sezonu nasi plasowali się na przedostatnim miejscu w tym zestawieniu. Ostatnie kilka spotkań pozwoliło wywindować wałbrzyszan na 11. miejsce, ale finalna skuteczność na poziomie 69% nie może jednak robić wrażenia.

3. Derby z WKK Wrocław

Oba spotkania derbowe z WKK przyniosły wiele emocji. W Wałbrzychu lepsi byli goście, którzy po dreszczowcu wygrali 82:80. Naszych próbował ratować w ostatnich sekundach rzutem z półdystansu Pieloch, ale spudłował z niezłej pozycji. WKK okazało się jedyną drużyną, która wygrała w hali na Białym Kamieniu. We Wrocławiu Górnikowi bardzo zależało na rewanżu, tym bardziej, że stawką meczu była pozycja lidera. Zależało także wałbrzyskim kibicom. Ich inwazja na obiekt przy ul. Czajczej, w akompaniamencie głośnego dopingu, pomogła Górnikowi w prestiżowej wygranej 78:65. Ozdobą derbów było starcie pod koszem Damiana Cechniaka i Piotra Niedźwiedzkiego. Obronną ręką wyszedł z niego ten pierwszy, grając w stolicy Dolnego Śląska najlepszy mecz w sezonie (23 punkty i 10 zbiórek).

2.  Dramatyczne końcówki meczów ze szczęśliwym zakończeniem

Uff, było ich mnóstwo! Topór nad głowami „Górników” wisiał regularnie:

Mecz u siebie z Kotwicą: W ciągu ostatnich 25 sekund rywale rzucali trzykrotnie, raz z rogu za 3 i dwa razy spod kosza. Skończyło się na trzech pudłach i wygranej Górnika 76:74.

Wyjazdowy w Prudniku: Na 17 sekund przed końcem (prowadzimy 83:84) nasi wznowili grę z linii bocznej, przytomnie znajdując Krzysztofa Jakóbczyka, który od razu był faulowany. Doświadczony rzucający trafił w tumulcie tylko pierwszą próbę. Pogoń szybko ruszyła z kontratakiem, podanie w tempo otrzymał rozpędzony Tomasz Nowakowski. Na jego nieszczęście na drodze stanął Grzegorz Kulka, wymuszając przy stanie 83:85 faul w ataku, na jedną sekundę przed końcową syreną.

Wyjazdowy w Pruszkowie: Przy prowadzeniu 78:77, nieprecyzyjny rzut z bliska oddał Kulka, a przy stanie 79:78 dla pruszkowian oba rzuty wolne przestrzelił Cechniak. To właśnie zbiórka w ataku Pielocha po pudle naszego środkowego i zimnokrwiste punkty spod kosza były kluczowe, bo wyprowadziły wałbrzyszan na prowadzenie 80:79. Gdyby naszego rzucającego zabrakło pod tablicą, pruszkowianie zebraliby piłkę, a biało-niebieskich czekałby marny los. Zmuszeni przy stanie 78:79 do faulowania rozpoczęliby gonitwę za upływającymi sekundami, a byłby to ich zaledwie czwarty faul w kwarcie. Dopiero kolejny posłałby rywala na linię rzutów wolnych, ale na popełnienie którego nasi potrzebowaliby kolejnych cennych sekund.

U siebie z Nysą Kłodzko: To miał być spacerek. W pierwszej kwarcie „Górnicy” zdobyli 33 punkty, jeszcze w drugiej połowie prowadzili różnicą 19 „oczek”. Ambitna drużyna gości stopniowo odrabiała jednak straty. Na 12 sekund przed końcem, przy stanie 89:86, do remisu mógł doprowadzić Karol Kutta, ale, przy asyście Kamila Zywerta, pomylił się w próbie za 3. Ostatecznie uciekliśmy ze zwycięstwem 90:86.

1. Afera parkingowa

W powyższych starciach wiszący nad wałbrzyszanami topór nie zerwał się ze sznura. W batalii z Miastem Szkła Krosno wydaje się, że spadł z hukiem, ale nasi w cudowny sposób uszli z życiem. Liczba zwrotów akcji w tamtym, nie bójmy się tego określenia, historycznym widowisku była godna hollywoodzkiego scenariusza filmowego.

Zwrot #1: Paweł Śpica, niegdyś zresztą przymierzany do gry w Wałbrzychu, trafił dwa wolne (60:63) i na niecałe 50 sekund  przed końcem czwartej kwarty gospodarze po raz pierwszy znaleźli się pod ścianą. Na szczęście mieli w swoich szeregach Marcina Wróbla. Skrzydłowy wykonał zgrabny manewr pod koszem i wykończył akcję dwa plus jeden, dodając jeszcze celny rzut wolny (63:63).  Skrzydłowy rodem z Zielonej Góry miał jeszcze w rękach piłkę meczową, ale spudłował dwa kolejne wolne.

Zwrot #2: Dogrywka. Dariusz Oczkowicz wykonał WIELKI rzut za trzy na 69:73, po czym utonął w objęciach kolegów z drużyny. Do ściany tym razem gwoździami przybił biało-niebieskich Marcin Dymała, trafiając spod kosza na 69:75. Ludzie zaczęli wychodzić z hali, kierując się w stronę parkingu.

Zwrot #3: Choć wygrana gości wydawała się pewna, „kropkę nad i” mógł postawić Michał Sadło. Pamiętam ten moment doskonale. Przegrywaliśmy 69:75 i założyłem już kurtkę, będąc gotowym do wyjścia. Sadło spudłował jednak dwa razy, a po chwili w tej samej czynności perfekcyjny był Kulka (71:75).Czas nieubłaganie uciekał, gdy Śpica trafił swojego „wolnego” (71:76). „Górnicy” musieli oddać szybki rzut, a w tym najlepszy jest Jakóbczyk. Nasz rzucający oddał celną próbę z niezwykle trudnej pozycji, przez ręce obrońcy, niwelując stratę do 74:76.

Zwrot #4: Trener Radomski musiał poprosić o przerwę. Nasi wciąż na kilkanaście sekund przed końcem dogrywki mieli kłopot. 74:76, w dodatku nie mieli piłki, będąc skazanymi faulować by zatrzymać upływający czas na zegarze. W następnej akcji zdarzyła się rzecz nieprawdopodobna. Dymała wprowadził piłkę z linii bocznej do nikogo, przejął ją sprytny Jakóbczyk, szybko oddał rzut, spudłował, ale na posterunku był kapitan Rafał Glapiński, zbierając i dobijając spod kosza. Remis! Rzut Dymały niemal z połowy, równo z końcową syreną nie mógł uratować gości. Czas na drugą dogrywkę. Zdjąłem kurtkę.

Zwrot #5: Druga dogrywka. Prowadzimy 81:79.  Śpica oddał wtedy rzut za trzy, który w bliżej niezrozumiały sposób wykręcił się w cyrkowy sposób z kosza. Wicemistrz świata U-17 z 2010 roku złapał się po tej próbie za głowę, a odpowiedzią na jego rozterkę była świetna penetracja Kamila Zywerta na 83:79, będącego długie minuty poza parkietem. Krosno próbował ratować jeszcze najlepszy w ich szeregach Alan Czujkowski, ale było już za późno. 86:80 dla Górnika! I to w spotkaniu oglądanym na żywo przez przedstawicieli PZKosz i żeńską reprezentację Polski, która zaraz po meczu miała trening przed potyczką z Wielką Brytanią.