Sezon 2018/19 w wykonaniu pierwszoligowego Górnika Trans.eu Walbrzych za nami. O ostatnich rozgrywkach, przygodzie w Górniku, okolicznościach w jakich do niego trafił oraz o relacjach z bratem opowiedział nam Krzysztof Spała, rozgrywający biało-niebieskich.

Dominik Hołda, Walbrzych dla Was: Hubert Kruszczyński trafił do Górnika dzięki staremu znajomemu z boiska, Tomkowi Krzywdzińskiemu, który podał klubowi na niego namiary. Jak było w twoim przypadku? Decydował przypadek, impuls czy długie negocjacje?

Krzysztof Spała: W moim przypadku było zupełnie inaczej i w dużej zmierze do zmiany barw klubowych przyczyniła się sytuacja  w moim klubie, Stali Ostrów Wielkopolski, który miał duże problemy finansowe. Ze względu na brak pewności, czy zespół będzie w stanie dograć sezon do końca, zacząłem rozglądać się za nowym klubem i właśnie w tym okresie odebrałem telefon od trenera Radomskiego. Po kilku rozmowach z trenerem, w których usłyszałem jaki jest cel i jak trener widzi moją rolę w zespole, zdecydowałem się na grę dla Górnika.

Zostawiłeś w Stali swojego brata bliźniaka, Mikołaja. Czujesz się z nim mocno związany?

Z bratem graliśmy już od podstawówki, z krótką przerwą gdy zdecydowałem się na wyjazd na studia. Muszę przyznać, że jak byliśmy młodsi, to jeszcze tego nie docenialiśmy i był nawet taki okres kiedy staraliśmy się siebie unikać. Z czasem to się zmieniło i obecnie jesteśmy bardzo zżyci.

W którym momencie zdałeś sobie sprawę, że jesteście w stanie wywalczyć z Górnikiem awans do 1. ligi? Mało kto się tego spodziewał.

Po transferze, gdy zobaczyłem jak funkcjonuje klub, poznając trenera oraz widząc jakość i intensywność treningów wiedziałem, że możemy dojść daleko. Jeśli miałbym wskazać moment, w którym tak naprawdę zdałem sobie sprawę, że jesteśmy w stanie wywalczyć awans, to byłby to wygrany mecz wyjazdowy w Gnieźnie (73:71 – przyp. red.), w II rundzie play-off, gdzie od początku nic nie układało się po naszej myśli. Po przerwie byliśmy w stanie się podnieść i wygrać bardzo ciężki pod wieloma względami mecz. To pokazało, że jako zespół mamy charakter dzięki któremu jeseśmy w stanie wygrać z każdym.

W tamtym spotkaniu w gnieźnieńskiej hali panowała ekstremalna duchota. Trener Radomski zabrał was w przerwie poza halę, na świeże powietrze. Po powrocie graliście znacznie lepiej. Co wam wtedy powiedział wam trener?

Pamiętam, że przed mecze Hubert opowiadał nam o dużej hali w Gnieźnie. Jak dostarliśmy na miejsce okazało się, że pamięć go nieco zawiodła (śmiech). Hala była bardzo mała i w dodatku wypchana po brzegi kibicami. Był to bardzo upalny dzień więc faktycznie w środku nie było czym oddychać. Nie pamiętam dokładnie słów trenera, mogę przypuszczać, że nie była to przyjemna rozmowa (śmiech). Na pewno fakt, że mieliśmy chwilę na złapanie oddechu pozwolił nam uspokoić naszą grę i lepiej realizować przedmeczowe założenia, co w ostateczności dało nam zwycięstwo w tym meczu.

Dołączając do Górnika chyba nie przypuszczałeś, że staniesz się pełnoprawnym rozgrywającym? Zaczynałeś raczej na obu pozycjach obwodowych, dopiero w 1. lidze zostałeś na dobre przemianowany na kreatora gry. Dla już ukształtowanego koszykarza musiało to być trudne, bo ta pozycja należy chyba do najabrdziej odpowiedzialnych na parkiecie.

Tak naprawdę to już gdzieś od poziomu kadeta grałem przeważnie jako rozgrywający. Przed przyjsćiem do Górnika miałem akurat sezon, gdy notowałem największą ilość rzutów w karierze, co przekładało się na sporą ilość zdobywanych punktów. Trener nie chciał mnie więc od samego poczatku przypisywać do jednej pozycji, ale z czasem doszliśmy do wniosku, że najlepiej czuję się jako „jedynka”.

Jak oceniasz swój debiutancki sezon w 1. lidze? Co według ciebie jest twoim atutem, a nad czym jeszcze musisz popracować?

Sezon dla mnie podzielił się na dwie rundy. O pierwszej chciałbym jak najszybciej zapomnieć, w drugiej było znacznie lepiej. Sporo czasu potrzebowałem by przestawić się na grę w 1. lidze, ale każde, nawet najsłabsze spotkanie w moim wykonaniu było dla mnie cenną lekcją i szansą na zbieranie doświadczenia. Od dłuższego czasu chciałem sprawdzić się na tym poziomie i w końcu się udało. Swój debiutacki sezon oceniam pozytywnie, ale pokazał mi też, że  w mojej grze jest jeszcze sporo do poprawy.

Wydaje mi się, że potrafię dobrze podać, nieźle też rozgrywam akcje pick&roll. Pracować jednak muszę nad każdym elementem. W koszykówce nie ma tak, że się czegoś nauczymy i już nie trzeba tego trenować.

Biorąc pod uwagę rangę spotkania – mecz numer 2 w play-off z FutureNet Śląskiem Wrocław, gdzie zdobyłeś 18 punktów, był twoim najlepszy w karierze pod względem indywidualnym?

Tak, biorąc pod uwagę rangę spotkania, to zdecydowanie tak.

Zakończyliście sezon z bilansem 17-17 i jako jedyny beniaminek utrzymaliście się w lidze. Mogliście ugrać jeszcze więcej czy może jesteście pozytywnie zaskoczeni swoją postawą w rozgrywkach 2018/19?

Myślę, że wynik który osiągnęliśmy to duży sukces, biorąc pod uwagę, że większość widziała nas przed sezonem w grupie spadkowiczów. Oczywiście były bolesne porażki, których mogliśmy uniknąć, ale taki jest sport. Dotarcie do fazy play-off i możliwość zmierzenia się ze Śląskiem, wypełniając przy okazji Aqua Zdrój po brzegi, było zwieńczeniem tego, na co pracowaliśmy cały sezon i z czego ogromnie się cieszyliśmy.

W serii ze Śląskiem pokazaliście charakter, wyrwaliście jeden mecz. Czego zabrakło by sprawić sensancję i wyeliminować WKS?

W tej serii każdy dał z siebie 100 procent i to właśnie w głównej mierze ten charakter pozwolił nam wygrać sobotni pojedynek. Patrząc jednak na przebieg całej serii wydaje mi się, że zabrało nam zimnej głowy i wyrachowania w najważniejszych momentach. Nie bez powodu mówi się, że play-off to czas weteranów i to właśnie ci najbardziej doświadczeni „ciągnęli” grę Śląska w tej serii.

W meczu numer 4 grałeś z opatrunkiem na dłoni.

Tak,  podczas sobotniego meczu przy próbie zbiórki niefortunnie uderzyłem palcem w piłkę, co spowodowało pęknięcie kości.

Czy w przyszłym sezonie zobaczymy ciebie w barwach Górnika?

Jeszcze za wcześnie by odpowiedzieć.

 

Krzysztof Spała (ur. 1993, 190 cm wzrostu) – rozgrywający lub rzucający obrońca, wywodzi się ze Stali Ostrów Wielkopolski, którą reprezentwał w 2 i 3 lidze. W rozgrywkach 2012/13 zaliczył krótki epizod w drugoligowym WKK Wrocław. W Górniku zadebiutował w styczniu 2018 roku, gdy w trakcie sezonu przeniósł się ze Stali (w 16 meczach w tym zespole w sezonie 17/18 notował śr. 14.6 pkt i 3.8 as). Do dziś rozegrał w Górniku 55 oficjalnych spokań. W 34 meczach w 1. lidze zaliczał dla biało-niebieskich śr. 5.3 pkt i 3.6 as.

Czytaj także:

RADOMSKI PODZIĘKOWAŁ. "WIDZĘ CEL DALSZEJ PODRÓŻY"

NOWE WYZWANIE DLA NIEDŹWIEDZIA

TO JEST JUŻ KONIEC. ŚLĄSK WYGRAŁ MECZ NUMER CZTERY (FOTO)

GÓRNIK TRANS.EU ZE WSPARCIEM ZAMKU KSIĄŻ

RADOMSKI: ZE ŚLĄSKIEM W PLAY-OFF? MARZYŁEM O TYM