Bez Fabiana Kurzawińskiego trudno wyobrazić sobie wałbrzyską siatkówkę. W różnych rolach jest z nią związany od dziecka, bo w volleya na wysokim poziomie grali też jego dziadek i tata. W rozmowie z naszym portalem opowiada o swojej przygodzie z... koszykówką, ciężkiej kontuzji, pani od matematyki, problemach pod siatką oraz o nowych wyzwaniach zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.

Dominik Hołda, Wałbrzych dla Was:

Chciałbym zacząć nietypowo. Jesteśmy niemal rówieśnikami, w tym samym czasie chodziliśmy do III LO. Pamiętam mistrzostwa szkoły w koszykówce, gdy moja klasa trafiła na twoją. Do bezpośredniego pojedynku nie doszło, bo mieliście jakieś kłopoty kadrowe. Mecz można było przełożyć, ale mojej drużynie wtedy chyba bardziej zależało na wyjściu z grupy niż samej rywalizacji. Skończyło się na tym, że dostaliśmy walkowera bez gry. Dziś mi trochę z tego powodu głupio. Pamiętasz to wydarzenie?

Fabian Kurzawiński, wychowanek wałbrzyskiej siatkówki, były gracz Victorii PWSZ Wałbrzych, Sudetów Kamienna Góra oraz Bielawianki Bielawa, aktualnie trener kadetek Chełmca Wałbrzych oraz manager drugoligowego Aqua Zdrój Volleyball Team Wałbrzych:

Tak, w liceum pomysłodawcą i organizatorem ligi szkolnej był Robert Zeszut, weteran ligi amatorskiej i ówczesny nauczyciel W-F w naszym ogólniaku. Samo zdarzenie walkowera teraz mi przypomniałeś, ale przygodę i rywalizację pod koszem wspominam miło. Moja klasa była bardzo sfeminizowana, chodziło do niej tylko siedmiu chłopaków. W związku z tym każda absencja uszczuplała nasze i tak skromne stany osobowe. A wracając do czasów liceum - na sali gimnastycznej na koszu od strony sceny zaliczyłem swój pierwszy wsad. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, dlaczego akurat z tej strony sali.

Tam był niższy kosz!

Tak jest. Od wejścia był wyższy o chyba dziesięć centymetrów. Z tej ligi pamiętam jeszcze Sebastiana Narnickiego (były koszykarz Górnika Wałbrzych, obecnie futbolista Miners Wałbrzych – przyp. red.), który w pojedynkę wygrywał wszystkie mecze i specyficzny sufit, który nie pozwalał na rzuty z dystansu. No chyba że ktoś miał wyrobioną idealną trajektorię lotu.

Swoje losy związałeś jednak z siatkówką. Byłeś na nią skazany?

Nie, to był świadomy wybór. Mimo osoby dziadka i taty do szesnastego roku życia nie brałem pod uwagę w ogóle siatkówki jako elementu, który mógłby mi towarzyszyć. Ukończyłem szkołę muzyczną I i II stopnia i realnie dopiero w szkole średniej, gdy odeszły mi obowiązki związane z muzyką, mogłem postawić na coś nowego. Wybór był w samej decyzji prosty, ale początki były bardzo trudne. Dla zawodnika, który nie ma świetnych warunków fizycznych rozpoczęcie przygody z jakimkolwiek sportem w wieku siedemnastu lat jest próbą czasu i charakteru. Troszkę spełniłem swoje marzenia, występując w późniejszych latach na parkietach drugoligowych.

Wtedy pojawiła się ta koszmarna kontuzja kolana, gdy jako gracz Bielawianki Bielawa grałeś mecz w… Wałbrzychu. Wracasz czasem myślami do tej kontuzji i jak by to się dalej potoczyło, gdyby nie ona?

Nie wracam, widocznie tak miało być. Rozpocząłem nowy rozdział - od 2013 roku spełniam się jako młody szkoleniowiec, prowadząc obecnie zespół kadetek w wałbrzyskim Chełmcu. Takie myśli mogą mieć gracze, którzy żyją ze sportu, ja miałem co najwyżej fajną przygodę dzięki której poznałem masę ciekawych osób i nabrałem życiowego doświadczenia.

Nawiązując do Chełmca - słychać głosy, że jesteś bardzo wymagającym trenerem. To prawda? Kiedyś, jeszcze jako czynny zawodnik, udzieliłeś wywiadu w którym powiedziałeś : "Sport wymaga ofiar i poświęceń. Nie ma nic za darmo".

Dewiza „nie ma nic za darmo" dotyczy każdej sfery życia, nie tylko sportu. Mimo, że zawód trenera jest dla mnie nowością, staram się wkładać w to dużo nie tylko pracy, ale i serca. Wiem, że dużo nauki przede mną, ale mam dobre wzorce, dzięki którym mogę podnosić swój warsztat. Co do wymagających trenerów - to jest tak, jak z nielubianą panią od matematyki. Po latach pamięta się to, czego drugi człowiek ciebie nauczył, a metody niestety, ale muszą być skuteczne i efektywne.


Tata Fabiana, Jacek Kurzawiński, na przełomie lat 70 i 80 występował w siatkarskiej reprezentacji Polski

Rok temu musiałeś stawić czoła kolejnemu wyzwaniu, gdy zostałeś managerem nowego w Wałbrzychu klubu męskiej siatkówki. Gdy Wałbrzyskie Zakładu Koksownicze Victoria wycofały się ze wspierania naszego pierwszoligowca, prezes Henryk Walentas mówił w rozmowie z portalem siatka.org, że nie mógł spać po nocach. A jak tobie współtworzyło się kompletnie nową drużynę i to na niedługo przed startem rozgrywek?

Drużynę rozpoczęto budować od zakontraktowania trenera Janusza Bułkowskiego. Mimo ostatecznie niezadowalającego wyniku, jakim był niefortunny spadek do II ligi, uważam, że to właśnie osoba trenera była najmocniejszym punktem drużyny i wiele nazwisk dzięki niemu włączyło się w projekt pod tytułem Aqua Zdrój Wałbrzych. Nie byłoby jednak siatkówki na tym szczeblu, gdyby nie dwie osoby - prezes Aqua Zdroju, Mariusz Gawlik oraz prezydent Roman Szełemej. To właśnie determinacja na linii Ratusz-Aqua-Zdrój pozwoliła uratować męską siatkówkę w naszym mieście. Wierzę, że w niedługim czasie wrócimy na parkiety pierwszoligowe.

Czy miałem noce nieprzespane? Nie, mając wsparcie wielu osób związanych z wałbrzyską siatkówką udało się organizacyjnie poukładać wszystkie elementy i mogę śmiało powiedzieć, że w sezonie 2017/18 Aqua-Zdrój Wałbrzych mógł być wzorem dla wielu drużyn z tego samego szczebla rozgrywek jak profesjonalny klub powinien wyglądać i funkcjonować. Zabrakło tylko przysłowiowej "kropki nad i", czyli wyniku sportowego.

 
Chełmiec, Juventur, Koksownia, Victoria PWSZ, Aqua Zdrój Volleyball Team – w ostatnich latach wałbrzyska siatkówka miała wiele twarzy, zdarzały się także zmiany barw. Fani mieli prawo się trochę pogubić, na meczach skandują po prostu „Wałbrzych!”. Czy te klubowe zmiany tożsamości mogą stanowić problem?

Moim zdaniem zrobiono błąd kilkanaście lat temu, rezygnujac z nazwy Chełmiec. Owszem, realia w 2000 roku, kiedy to ówczesny pierwszoligowy zespół walczył o prawo występów w najwyższej klasie rozgrywkowej (nowo powołana Profesjonalna Liga Siatkówki), były bardzo ciężkie i wycofanie zespołu do III ligi skutkowało zawiązaniem nowego klubu. Dzięki takim ludziom jak Janusz Ignaczak, Włodzimierz Perliceusz, Henryk Walentas czy Grzegorz Guzal którzy przez kilkanaście lat prowadzili Juventur a później Victorię PWSZ Wałbrzych, siatkówka w Wałbrzychu nie umarła. Zatem nie udało się znaleźć złotego środka, z pewnością brak kontynuowania tradycji w postaci nazwy, barw czy emblematów nie pomaga w identyfikowaniu się wałbrzyskich kibiców z zespołem. A jest ich całkiem sporo, obecnie mamy cztery kluby siatkarskie w mieście, które szkolą ponad czterystu adeptów i adeptek tej dyscypliny sportu. Moim marzeniem jest, aby seniorska siatkówka powróciła do nazwy Chełmiec, a wypełniona hala Aqua-Zdrój (która stoi na terenie dawnego kompleksu KWK Thorez, gdzie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych mecze rozgrywał mój dziadek) mogła powrócić do wspaniałych tradycji i nawiązać do bogatej historii tej dyscypliny, która budowała tożsamość Wałbrzycha w powojennej historii.

#PrzedszkolakiZNaszejPaki – to jedna z akcji, którą prowadzicie w siatkarskim Aqua Zdroju. Skąd ten pomysł i jak go realizujecie?

#PrzedszkolakiZNnaszejPaki to akcja propagująca aktywnośc fizyczną przez wizyty grup siatkarzy w wałbrzyskich i ościennych przedszkolach. Pomysł narodził się już w zeszłym sezonie, jako pierwsi w Wałbrzychu na wydarzeniach sportowych, dzięki współpracy z UKS Kinder Volleyball, tworzymy strefy małego kibica (mecze ligowe, rozgrywki międzynarodowe). Obserwując frekwencję i zaangażowanie najmłodszych stwierdziłem, że warto wyjść do przedszkolaków i odwiedzać ich razem z zawodnikami. Zajęcia polegają na wspólnym treningu, współzawodnictwie, a uczestnicy w ramach podziękowania otrzymują od nas małe upominki. Ponadto każda z grup przygotowuje prace plastyczne o tematyce sportowej, które później biorą udział w losowaniu słodkich nagród zapewnionych przez naszych partnerów, w tym sezonie jest to Cukiernia Oleńka. Odwiedziliśmy w tym roku kalendarzowym już dziewięć przedszkoli, co przełożyło się na ponad 250-osobową frekwencję. Jeżeli chociaż jedno dziecko z tej grupy pójdzie w sport, niekoniecznie w siatkówkę, uznam to za sukces. Najważniejsze w tym wszystkim jest stworzenie dzieciom alternatywę dla świata wirtualnego, stającego się niestety największym zagrożeniem dla młodych ludzi.

Doświadczony Szablewski na rozegraniu, wałbrzyski libero Szydłowski, góral Nowak pod siatką. A może ktoś inny? Czy jest jakiś zawodnik Aqua Zdroju, którego byś wyróżnił?

Cała grupa pracuje na sukces drużyny, jakim jest niewątpliwie pozycja lidera II ligi. Zaczynając od 14 zawodników, którym jako kapitan przewodzi Łukasz Szablewski, poprzez trenera Janusza Bułkowskiego, asystenta trenera Krzysztofa Michalskiego czy fizjoterapeuty Grzegorza Kluski. Każda z tych osób pracuje na wynik. Podziękowania należą się również pracownikom Aqua-Zdroju, którzy wspierają projekt pod tytułem "Wałbrzyska Siatkówka". Liczę, że zwieńczeniem ciężkiej pracy jaką wszyscy wykonują, będzie powrót na pierwszoligowe parkiety. Wałbrzych i jego kibice na to zasługują.

Od niedawna jesteś szczęśliwym tatą. Wyobrażasz sobie, że córka pójdzie w rodzinne ślady i zwiąże swoje życie z siatkówką?

Od czterech miesięcy jestem najszczęśliwszym tatą na świecie, córeczka Maja jest (nie tylko moim) oczkiem w głowie. Staram się spędzać z moją rodziną każdą wolną chwilę, a jest ich niestety bardzo mało. Oczywiście, będę się starał zaszczepić pasje sportowe ale ostateczny wybór będzie należał do niej. Jeżeli wybierze muzykę, taniec czy naukę - nie będzie to dla mnie tragedią, uważam że niespełnione ambicje rodziców przelewane na dzieci są jednym z najgorszych błędów wychowawczych. Spotykam się z tym na co dzień, więc jestem spokojny, że Mai to nie grozi. A przynajmniej mam taką nadzieję. Za kilkanaście lat będzie można zweryfikować te słowa.


Foto: Aqua Zdrój Volleyball Team Wałbrzych