1. liga: W sobotę, 2 marca o godz. 18:30 Górnik Trans. eu Wałbrzych zmierzy się na wyjeździe z Księżakiem Syntex Łowicz. Od poprzednich rozgrywek rywalizacja z drugim z beniaminków jest wyjątkowo intensywna i zażarta.

Oddzielenie wcześniejszych wydarzeń grubą kreską na dobre upowszechniło się w języku potocznym w 1989 roku, po historycznym wystąpieniu ś.p. premiera Mazowieckiego. Przewrotnie do tego politycznego sloganu nawiązał po latach raper Taco Hemingway w utworze „Marsz, marsz”. Nawiązujemy i my, z pomarańczową piłką pod pachą.

#1

Łowicz. Połowa maja 2018. Spokojna, uśpiona okolica, w której nowe, niewysokie bloki mieszały się z jednopiętrowymi budynkami. Jest ciepło, idealna pogoda na popołudniowy spacer. Cóż, nie dla wszystkich. Wałbrzyskich koszykarzy na rogu Szkolnej i Topolowej zamiast spacerku czekała pełna pułapek niebezpieczna przeprawa przez piekło. Stawką meczu z miejscowym Księżakiem był bezpośredni awans do 1. ligi.

Gdyby panowie spotkali się na murawie, nikt nie odstawiałby nogi. Na parkiecie nikt nie cofał łokci. Spytajcie Macieja Cukierdę, który przepychał się pod koszem z Bartłomiejem Ratajczakiem:

Ciepłe, majowe powietrze udzielało się zawodnikom. Skromna hala była pozbawiona klimatyzacji, a rozgrzane głowy kibiców i koszykarzy stworzyły niezapomniane widowisko. Tumult, duchota, wymiana punkt za punkt na boisku, okrzyk za okrzyk na trybunach. Górnik ma problemy, przy stanie 69:76 gra już bez wyrzuconych za pięc fauli Glapińskiego, Krzywdzińskiego i Wróbla. Po przechwycie Kruszczyńskiego i punktach z kontry przegrywa jednak tylko 76:80. Nasi walczą, ale ostatecznie nie dają rady. Nie potrafią zatrzymać Karola Dębskiego, który po kolejnym celnym rzucie prowokacyjnie podbiegł do ławki biało-niebieskich i wyciągnął dłoń, by ci „przybili mu piątkę”.  Dla gości 19 „oczek” zanotował Ratajczak, 17 Kruszczyński, ale to Księżak trafił aż 76% rzutów za 2. Porażka Górnika 84:89 przedłuża serię i przenosi ją z powrotem do Wałbrzycha.

Serię, która wcale nie musiała zostać dograna. Po końcowej syrenie w Łowiczu wałbrzyscy kibice nie wytrzymali ciśnienia i po wbiegnięciu na pakiet rozpoczęli przepychanki z miejscowymi. Polała się krew, ktoś cisnął krzesłem w stronę fanów Górnika, zjawiła się policja. Działacze i sponsorzy klubu z Wałbrzycha byli zdruzgotani, w kuluarach mówiło się o ich wycofaniu ze wspierania drużyny, już przed kolejnym meczem. W ciągu kilku minut klub spod Chełmca znalazł się nad przepaścią.

Do decydującego o awansie meczu doszło pięć dni później. W tak krótkim czasie „Górnicy” przeszli drogę z piekła do nieba. Wydarzenia z Łowicza oddzielili grubą kreską. Podołali, wygrali 77:65 i powrócili po siedmiu latach do 1. ligi. Aż pięciu zawodników Górnika zakończyło spotkanie z dwucyfrową zdobyczą punktową. Kluczem do zwycięstwa było jednak zatrzymanie Dębskiego.  Trener Marcin Radomski:

„Gdy przegraliśmy w Łowiczu, odbyliśmy dwa treningi by coś zmienić przed decydującym starciem. I tu zdradzę, że zmieniliśmy sporo. Drużyna z Kłodzka (poprzedni zespół prowadzony przez Radomskiego – przyp. red. ) nie byłaby w stanie tych zmian dokonać, tu się udało. Np. Karola Debskiego, który [od sześciu meczów] nie schodził poniżej 20 punktów, a nam rzucał 23 i 28 punktów zatrzymaliśmy na 12 „oczkach” dzięki zmianom w obronie. W ataku też było kilka nowości, które miały zaskoczyć przeciwnika”.


Kolejka do kas w Łowiczu, 12 maja 2018, 70 minut do meczu

#2

Po gorącym maju w Łowiczu nastało burzliwe lato. Znowu gruba krecha. W Księżaku oddzielono drugoligowe rozgrywki od tych pierwszoligowych za pomocą rekonstrukcji szeregów. Drużynę opuściło czterech najlepszych zawodników (Michał Kwiatkowski wrócił w trakcie tego sezonu),  a aż sześciu aktualnie najlepiej punktujących graczy w ubiegłych rozgrywkach grała gdzie indziej.  Dom koszykarzy przeniesiono z małej salki na Topolowej do nieco tylko większej na Jana Pawła II, a sponsor tytularny „uciekł” z frontu nazwy do środka.  Odszedł Dębski, ale do Księżaka Syntex Łowicz trafili znani  ligowcy, Marcin Salamonik, Jan Grzeliński i Mikołaj Stopierzyński. Wszyscy z mniejszymi lub większymi powiązaniami z Górnikiem.


Marcin Salamonik

Salamonik to przecież brązowy medalista mistrzostw Polski juniorów starszych z biało-niebieskimi z 2003 roku, który w taki oto sposób mówił o wałbrzyskich kibicach w ciekawej rozmowie z portalem polskikosz.pl:

„[W Wałbrzychu] Górnik to religia. Wiem co mówię, bo jestem wychowankiem tego klubu. Ludzie noszą barwy klubowe z nieopisaną dumą, od małego dziecka wpajana jest miłość do klubu. Kibice tam są bardzo wymagający, zawsze chcą by klub grał o jak najwyższe cele, bez względu na to, w której lidze akurat Górnik się znajduje. Nigdy nie wybaczają odpuszczania, braku walki i zaangażowania przez całe spotkanie, ale potrafią też zrobić niesamowitą, gorącą atmosferę podczas meczu. Nieważne czy u siebie, czy na wyjeździe. Jeżdżą za swoim zespołem po całej Polsce”.

„Sali” w Łowiczu spotkał Michała Świderskiego. Panowie znajdowali się po przeciwnych stronach barykady w 2007 roku, gdy Górnik w sensacyjnych okolicznościach pokonał w półfinale play-off Sportino Inowrocław 3:2 i awansował do ekstraklasy. Jeden wtedy świętował, drugi wręcz przeciwnie. Skrzydłowi zapewne musieli oddzielić tamten okres grubą kreską i postawić na nowy, wspólny start w barwach tego samego klubu.

Grzeliński z kolei  to filigranowy rozgrywający, który  dogrywał pod kosz do Piotra Niedźwiedzkiego w WKK Wrocław dobrych kilka lat temu w 2. lidze.  Zgrany duet tworzyli w zmaganiach młodzieżowych. W 2011 zdobyli wspólnie mistrzostwo Polski juniorów, a rok później mistrzostwo Polski juniorów starszych.

Mikołaj Stopierzyński z Górnikiem ma niewiele wspólnego. Co innego jego rodzina. Jego młodszy brat Hubert wygrywał w Wałbrzychu półfinał mistrzostw Polski młodzików w 2011 jako gracz Basket Teamu Opalenica, a mecze z trybun oglądał ich ojciec Wojciech, który wrócił pod Chełmiec z Hubertem, gdy ten grał w Rosie Radom, a przy okazji poznawał lokalsów, w tym autora tego tekstu.  

Głośne transfery, koszykarska polityka grubej kreski nie przyniosła zamierzonych efektów, o czym przekonał się trener Robert Kucharek, któremu w trakcie pierwszoligowego sezonu podziękowano. Zastępujący go Mikołaj Czaja nie odmienił jednak losów zespołu. Księżak zadomowił się w dolnych rejonach tabeli u progu rozgrywek, rozłożył tam koc i wyciągnął z koszyka kanapki. Bilans 9-16 i 14. miejsce w tabeli to na pewno nie szczyt marzeń beniaminka. Beniaminka, który ma ogromne problemy z grą na wyjeździe. W trzynastu meczach sezonu 2018/19 na obcej ziemi wygrał zaledwie jeden raz. Miało to miejsce w... Wałbrzychu. Księżak znowu nacisnął Górnikowi na odcisk.

Zwycięstwo w Aqua Zdroju 72:68 pozwoliło  zapomnieć o trzech porażkach na wyjeździe z rzędu. Wygrana nie przyszła jednak gościom łatwo, mieli sporo szczęścia.Celny rzut za trzy z faulem, czyli czteropunktowa akcja Kruszczyńskiego pozwoliła zbliżyć się do Księżaka na 65:67 na niecałe trzy minuty przed końcem meczu. W następnej akcji wałbrzyszan ukąsił jednak Salamonik (65:70). Górnik mógł jeszcze wrócić do gry w ostatnich sekundach, ale duet Niedźwiedzki-Wróbel trafił tylko jeden z czterech rzutów wolnych. Ekipa Radomskiego zanotowała bolesne zejście na ziemię, bo wcześniejsze dni należały przecież do niej. Ogólnopolski portal „Sportowe Fakty” okrzyknął wtedy biało-niebieskich najlepszą drużyną w 1. lidze w poprzednich pięciu kolejkach, a Niedźwiedzki zgarnął tytuł najlepszego gracza ligi.

#3

Trzecia w tej rywalizacji gruba kreska powinna zostać naszkicowana przez biało-niebieskich. Nasi muszą odciąć się od porażki u siebie, zapomnieć o dramatycznych okolicznościach tamtego niepowodzenia oraz o tych chwilach, gdy zrzucali winę (wraz z rozświeczonymi kibicami) na trójkę arbitrów, choć losy spotkania leżały całkowicie w ich własnych rękach. Wciąż jest o co grać. Z bilansem 13-12 ósmy w zestawieniu Górnik jest w tej chwili w pociągu o nazwie play-off. Na peronie trwa jednak przepychanka, kolejni śmiałkowie wpychają się do środka, jest tłoczno jak w tokijskim metrze. Nie dla wszystkich wystarczy miejsca.