W 8. kolejce 1. ligi Górnik Trans.eu Wałbrzych zmierzy się na wyjeździe z Pogonią Prudnik. To spotkanie już w środę, 6 listopada o godz. 18:30.

Można odczuć wrażenie, że trwający sezon gdzieś już widzieliśmy. Jest trochę jak remake starego filmu, gdzie odświeżono personalia, ale fabuła z grubsza pozostała ta sama. Górnik cofnął taśmę i dostarcza podobnych wrażeń do tych z rozgrywek 2018/19.

Zmagania nasi rozpoczęli od koncertowej gry w Lesznie, gdzie zaskoczyli Polonię, wygrywając aż 96:63.  Historia tego meczu to nieco podkręcony scenariusz z tamtego roku, gdy również po bardzo dobrej grze wygrali w „Trapezie”, z tą różnicą, że 88:76. Kolejne przewinięcie taśmy miało miejsce w Łowiczu. Wałbrzyszanie tradycyjnie tam przegrali, w dodatku – podobnie jak dwa sezony temu – w stosunku 89:84. Koszykarskie déjà vu przeżywaliśmy także w starciu z Kotwicą Kołobrzeg. W sezonie 2018/19 nasi przegrywali dwoma punktami na kilka sekund przed końcową syreną, gdy ostatnie słowo było po stronie ekipy znad Bałtyku. Wtedy z dystansu spudłował Kuba Stanios, a Górnik wygrał 70:68. Niemal kopię tamtej historii oglądaliśmy w ostatni weekend, gdy w końcowych sekundach biało-niebiescy ponownie prowadzili dwoma „oczkami”, ale to rywale mieli piłkę w rękach. Efekt? Wystarczy cofnąć taśmę. Kołobrzeżanie znowu nie wytrzymali, pokonani przez uciekające sekundy.

Rok temu w Prudniku scenariusz był hollywoodzki. Większość filmów o koszykówce kręci się wokół celnego rzutu na zwycięstwo, równo z wydźwiękiem syreny kończącej widowisko. Tym razem taką historię oglądaliśmy nie na ekranie telewizora, a w realu. Gdy z dystansu spudłował Wojciech Pisarczyk, na zegarze było niewiele ponad dziesięć sekund. Górnik nie miał już w zanadrzu przerwy na żądanie, a Rafał Glapiński spudłował po chwili rzut z półdystansu. Na szczęście piłka po odbiciu się od obręczy trafiła przypadkowo w ręce Bartłomieja Ratajczaka. Ten zrobił krok do tylu i równo z końcową syreną rzutem za trzy uciszył głośną prudnicką publiczność. Nasi wygrali 88:87, odnosząc jak się później okazało bezcenne zwycięstwo w kontekście walki o play-off. Teraz 1. liga jest jeszcze bardziej wyrównana niż przed rokiem, a rzuty życia jak ten „Rataja” mogą mieć nawet większą wartość.

Tego typu trafienia mają to do sobie, że nie zdarzają się cyklicznie. A może tym razem będzie inaczej? Czy „Górnicy” ponownie przewiną taśmę i zabiorą kibiców na hollywoodzki dreszczowiec? 

Więcej o meczu w Prudniku 2018/19:

RATAJ I BOMBA, A KTO NIE BYŁ, TEN TRĄBA!