Huberta Kruszczyńskiego i Tomasza Krzywdzińskiego, dwóch koszykarzy Górnika, łączy wiele. Ale co w ich historii znaczą siostrzenica Mikołaja Kopernika, policjanci z Miami i ciągnący się w nieskończoność betonowy las?



Chełmno jest usytuowane na dziewięciu wzgórzach wysoczyzny, przytulając się jednocześnie do prawego brzegu Wisły. Do dziś etnografowie mają problem ze zdefiniowaniem tego miejsca. Chełmno to Kujawy? Być może. Pomorze? Może i tak, ale chyba bardziej do tego regionu pasuje pobliskie Świecie, zaliczane do Pomorza Gdańskiego.

Chełmno najłatwiej opisać jako centrum Ziemi Chełmińskiej. Znacie to miejsce z lekcji historii - w XIII wieku Konrad Mazowiecki sprowadził tam Krzyżaków. Nieco później, z powodów sercowych, miasteczko za to opuściła siostrzenica Mikołaja Kopernika.

Dziś to miejsce imponuje zabytkami. Jest piękny renesansowy ratusz, a świetnie zachowane mury obronne przypominają o znaczeniu grodu na średniowiecznej mapie. Ostatnio Chełmno w kinematografii robiło za Dobrowice, znane miłośnikom serialu „Belfer” z Maciejem Stuhrem w roli głównej.

To właśnie w Chełmnie 22-lata temu przyszedł na świat Hubert Kruszczyński, obwodowy koszykarskiego Górnika. To właśnie w swoim rodzinnym mieście zaczynał karierę, spędził tam także poprzedni sezon, szukając ucieczki z prowincjonalnej 3. ligi:

Ostatni sezon spędziłem w 3 lidze w MEDOS MCHKK Chełmno, który uważam za dość udany, ponieważ byliśmy o włos od awansu do 2 ligi, w turnieju finałowym na małe punkty przegraliśmy z Lubinem, z którym przyjdzie nam mierzyć się w tym sezonie w naszej grupie.

Nieco na południe, nad Brdą, znajdują się Kujawy historyczne, których częścią jest Bydgoszcz. Stolica regionu i rodzinne strony 22-letniego Tomasza Krzywdzińskiego, środkowego Górnika, który nie ukrywa swojego przywiązania i sentymentu do tego miejsca:

Bydgoszcz uwielbiam za wiele elementów, moim zdaniem ma więcej zalet niż wad! Zaczynając od tego, że jest to duże miasto, liczy ponad 350tys. mieszkańców i cały czas się rozwija. Jest wiele atrakcji turystycznych, wiele parków, mnóstwo blokowisk, pełno miejsc, gdzie można dobrze zjeść (a lubię zjeść), w sumie dużo bym mógł o tym mieście opowiadać i szybko to by się nie skończyło! Po prostu kto jeszcze nie był, to czas najwyższy się wybrać. Te osoby, które lubią duże miasta na pewno nie będą żałować. Mnie osobiście przygnębia to, ze spędzam tam czas tylko wtedy gdy kończy się sezon. A w rodzinnym domu wtedy praktycznie tylko śpię, bo w Bydgoszczy nie da się nudzić!  


Center biało-niebieskich jest zabijaką pod koszem, nikomu nie odpuszcza. Biorąc pod uwagę charakter jego bydgoskiej okolicy, szanse na to, że zostanie koszykarzem nie były duże:

Wychowałem się na spokojnym osiedlu, które nosi nazwę Wzgórze Wolności, "WZGW" . Jest to centrum Bydgoszczy i znajdują się tam praktycznie same blokowiska jedenastopiętrowe. I pamiętam jak dziś, że za dzieciaka w domu chyba nikt nie posiadał piłki do koszykówki, liczyła się tylko piłka nożna. Jak zacząłem przygodę z basketem? To już temat na inną rozmowę (śmiech).

Duet KK, czyli Kruszczyński-Krzywdziński niezwykle udanie wkomponował się w bardzo dobrze dysponowanego w tym sezonie Górnika Trans.eu Wałbrzych. Przez całą karierę definiowano ich jedynie jako zmienników, zadaniowców, długo czekali na otrzymanie prawdziwej szansy w ligowym baskecie. Ich losy przeplatały się kilkukrotnie. Pod Chełmcem duet KK ma okazję połączyć siły już po raz trzeci.

Zaczęło się w sezonie 2011/12. Kruszczyński dołącza do bydgoskiego Novum, gdzie w składzie już jest jeden z „lokalsów”, czyli Krzywdziński.  Duet dociera z Novum do finałów mistrzostw Polski U-18. W meczu o 5. miejsce w kraju Novum nie dało rady Basketowi Poznań, duet Kruszczyński-Krzywdziński wyszedł w pierwszej piątce. Obaj zagrali po 16 minut, obaj nie zdobyli w tamtym meczu jednak punktów. Tamte Novum to był zespół Damiana Jeszke (obecnie AZS Koszalin), duet KK odgrywał poboczne role. Po sezonie nadszedł czas na rozdzielenie panów K.

Jak się później okazało, nie na długo. Obaj odnaleźli się po roku w TKM Włocławek. Półfinał MP U-20 rozgrywali przed włocławskimi kibicami, ale pechowo nie awansowali dalej. Obaj znowu byli w cieniu, odgrywali niewielką rolę w ataku, Kruszczyński grywał śr. po 20 min, Krzywdziński niewiele ponad 10. To jednak ten drugi zanotował dwa epizody w Tauron Basket Lidze, w Anwilu. Podczas pobytu we Włocławku byli gracze Novum mieli okazję poznać się jeszcze lepiej:

Głównie przez ten sezon nawiązaliśmy świetny kontakt, między innymi dlatego, że mieszkaliśmy razem. Po zakończeniu sezonu znów każdy udał się swoją ścieżką – wspomina tamten okres Kruszczyński.


Hubert wylądował w Asseco II Gdynia. Była to dla niego pierwsza poważna przygoda z 2. ligą. Rozgrywający z Chełmna nie przebił się w tłocznej rotacji, zagrał tylko w siedmiu meczach. Przez gdyński klub w ciągu całego sezonu przewinęło się… 28 zawodników! Miejsce rozwijającej się młodzieży często blokowali gracze Asseco z ekstraklasy. W portowym mieście Kruszczyński rywalizował o miejsce w składzie z Jakubem Kietlińskim, w przeszłości rozgrywającym Górnika. Hubert nie mógł złapać wspólnego języka z macedońskim trenerem Asseco, Tane Spasevem:

Jeśli chodzi o Asseco, czasami tak bywa, że trafia się do klubu, gdzie nie pasuje się do koncepcji trenera. Mój styl i pomysł na grę różniły się od tego, co trener ode mnie wymagał.

Krzywdziński w tym czasie także poszukiwał swojego miejsca, wciąż w rodzinnej Bydgoszczy, w pierwszoligowej Astorii. Choć grał więcej niż Kruszczyński w Gdyni, to był jedynie zmiennikiem w ciągnącej się w ligowym ogonie drużynie. W Astorii 20-letni Tomek występował razem z doskonale u nas znanym Karolem Obarkiem oraz Karolem Kuttą, który tak bardzo zaszedł „Górnikom” za skórę w 1. kolejce tego sezonu, już w barwach Śląska.

W kolejnym roku Kruszczyński „schował się” w rodzinnym Chełmnie, Krzywdziński natomiast opuścił Kujawy, zaliczając solidny rok w odległym Przemyślu (śr. 10 pkt i 8 zb). Jego Gimbaskets był 4. w swojej grupie, ale nie dał rady w II rundzie Kotwicy (1:2), która później ograła naszego Górnika.

W poprzednich rozgrywkach Kruszczyński, o czym była wzmianka wyżej, walczył o 2. ligę, podczas gdy Decka Pelplin, czołowy zespół na tym szczeblu i satelicki ekstraklasowej Polpharmy, korzystał z usług grającego tam jedynie z ławki Krzywdzińskiego (śr. 16 min, 6 pkt). Co ciekawe, notujący przeciętne statystyki Krzywdziński dostał, podobnie jak we Włocławku, jeden epizod w ekstraklasie, właśnie w zespole ze Starogardu Gdańskiego.

Latem Górnik Trans.eu musiał załatać dziurę po Piotrze Niedźwiedzkim. Postanowiono sięgnąć po rozpoznawalnego już w lidze Krzywdzińskiego. W Wałbrzychu luźno było też na obwodzie, dlatego też środkowy z Bydgoszczy przypomniał sobie o swoim starym znajomym rodem z Chełmna. Kruszczyński jest przekonany, że bez wstawiennictwa swojego rówieśnika nie oglądalibyśmy go w biało-niebieskich barwach:

Znajomość z Tomkiem od dawna układała nam się bardzo dobrze. Mogę powiedzieć, że w dużej mierzę to dzięki niemu jestem zawodnikiem Górnika. To on nawiązał kontakt z klubem, aby dali mi szansę się pokazać. Dzięki temu po raz trzeci spotykamy się razem w jednym zespole.

Duet KK w Wałbrzychu wreszcie dostał prawdziwą szansę. Trener Radomski zapewnił obu graczom miejsce w pierwszej piątce, dał im dużo minut, a ci są pewni siebie, grają jak na razie najlepszą koszykówkę w swoich karierach. Panowie K uzupełniają się na parkiecie, ale też są podobni w życiu codziennym. Hubert porównał ich sposób bycia do… słynnych filmowych postaci komediowych, znanych na całym świecie policjantów z Miami:

Z charakteru porównałbym nas do Will Smith'a i Martina Lawrence’a z filmu „Bad Boys”. Na co dzień jesteśmy bardzo radośni i wyluzowani, ale gdy zaczynamy swoją prace (trening, mecz) staramy się ją wykonać jak najlepiej potrafimy.

Obu cechuje praca u podstaw oraz poświęcenie dla ukochanej dyscypliny. Tomek:

Jeśli chodzi o Huberta i o mnie, to znamy się długo, ale dopiero teraz mamy najlepszy kontakt i wydaje mi się, że mamy wiele podobnych cech charakteru. Począwszy od nieustępliwości na parkiecie, dajemy tam z siebie całe serducho i nigdy nie dajemy za wygraną. Po prostu kochamy koszykówkę i chcemy to robić jak najlepiej. A poza parkietem jest czas na relaks, uwielbiamy razem się śmiać, śpiewać, spotykać, grać w Fifę, wymieniać różnymi informacjami na temat treningów, siłowni, odżywiania, czy świętować każde zwycięstwo!

Czy jest coś, co ich różni? Krzywdziński zwraca uwagę na jeden element:

Jest jedna rzecz, która przychodzi mi od razu do głowy i nic innego nie mogę sobie przypomnieć. Różni nas agresja na parkiecie. Ja potrafię wybuchnąć, a Hubert ma ten stoicki spokój.

Trudno dziś wyobrazić sobie wałbrzyskiego zespołu bez wysokiego chudzielca z pulsującej Bydgoszczy oraz przebojowego obwodowego z nieco uśpionego, choć malowniczego Chełmna.

Także w serii "Kontra":

MICHAŁ SARAN, DEFENSOR Z JAJAMI

POCZTÓWKA Z KALIFORNII, CZYLI PAMIĘTACIE ARCHIEGO?

W IME CIĘŻKIEJ PRACY. HISTORIA WAŁBRZYSKIEGO OLBRZYMA

GÓRNIK VS ŚLĄSK - (NIE)ZGODNE WSPÓŁISTNIENIE