Bartłomiej Ratajczak, kapitan Górnika Trans.eu Wałbrzych, w meczu z Księżakiem Łowicz wystąpi po raz 233 w biało-niebieskich barwach. Pod względem liczby rozegranych meczów wskoczy zatem na 10. miejsce w klubowej historii.

Urodzony w 1991 roku Ratajczak debiutował w drużynie seniorów 21 lutego 2009 roku. Górnik przegrał wtedy w ekstraklasie z Czarnymi Słupsk 73:89, a „Rataj” spędził na parkiecie niecałe dwie minuty i nie zdobył punktów.

Z Górnikiem związany jest niemal nieprzerwanie. W latach 2011-13 grał w Górniku Nowe Miasto Wałbrzych oraz Doralu Nysie Kłodzko. W biało-niebieskim trykocie pojawił się ponownie w trakcie sezonu 2013-14, pomagając zespołowi w awansie do 2. ligi. W 2018 zanotował z Górnikiem kolejną promocję, tym razem do 1. ligi. W sezonie 2019-20 wygrał z wałbrzyskich klubem rozgrywki na zapleczu ekstraklasy, będąc już wtedy wicekapitanem drużyny. Od rozgrywek 2020-21 „Rataj” jest już pełnoprawnym kapitanem Górnika, zastępując w tej roli swojego mentora i idola z młodości, Rafała Glapińskiego, który zawiesił buty na kołku. Podobnie jak Glapiński, Ratajczak występował z biało-niebieskimi na wszystkich szczeblach rozgrywkowych w Polsce.

Niedawno „Rataj” udzielił długiego wywiadu portalowi premium.polskikosz.pl, gdzie poruszył kilka ciekawych wątków:

O dorastaniu w Wałbrzychu lat 90:

- Wszystkie lata młodzieżowe i wakacje spędzałem na boiskach, aktywnie. Nie mieszałem się w złe historie, ale nie powiedziałbym, że Wałbrzych jest złym miejscem. Wszędzie dzieją się różne rzeczy, tylko nie wszyscy to dostrzegają. Dla mnie to świetnie miejsce do życia, a tym bardziej do uprawniania koszykówki.  W gimnazjum miałem jedynie kłopoty z pogodzeniem nauki ze sportem. Jako młodzieżowiec trenowałem w 1 lidze z pierwszym zespołem, chciałem być na porannych treningach i opuszczałem przez to lekcje. Chciałem już wtedy jej wszystko poświęcić.

O swoich początkach związanych ze sportem:

- Zaczynałem od piłki nożnej, jak większość młodych chłopaków. Byłem bramkarzem. Na podwórku była modna ta dyscyplina, więc zapisałem się z kolegami do Górnika Wałbrzych na piłkę. Trenowałem cztery lata, ale czułem, że to nie jest to, czego oczekiwałem. Szybko zmieniłem sekcję (…) W szkole podstawowej nauczyciele ciągnęli mnie w stronę koszykówki. Może z tego względu, że była to szkoła, która wychowała przedtem kilku koszykarzy. Tam wszystko się zaczęło, i tak zostało. W gimnazjum zaczęły się poważne treningi z Górnikiem. Po pierwszych 2-3 treningach trener Paweł Domoradzki zabrał mnie na pierwsze spotkanie, ze Śląskiem Wrocław i na „dzień dobry” rzuciłem ok. 40 punktów. Spodobało mi się to, więc wkręciłem się jeszcze bardziej.

O tym, czym dla niego jest koszykarski Górnik:

- Myślę, że widać wszystko na parkiecie. Oddałem całe serce temu klubowi, gram dla tych kibiców i dla atmosfery, dla tego, co tutaj się dzieje. To, co jest stworzone przez zarząd, cała otoczka i ludzie, którzy żyją koszykówką, to jest coś pięknego. I dla takich rzeczy warto to robić. Szacunek zdobywa się na parkiecie. Zostawiam tam całe serce i myślę, że to widać. Nieważne, z jakim przeciwnikiem przyjdzie nam grać, zawsze mam to samo podejście. To jest chyba docenione, więc pozostaje mi się z tego cieszyć. Zdarzają się różne komentarze, szczególnie po przegranych meczach, ale staram się od takich rzeczy odcinać. Mam świadomość, że jestem lubiany wśród kibiców. Wypadki przy pracy się zdarzają, bo jesteśmy tylko ludźmi.

O przejęciu opaski kapitana:

- To spełnienie moich marzeń. Z trzeciego miejsca trybun podpatrywałem zawsze Rafała Glapińskiego, jak grał i robił awans z pierwszą ligą do ekstraklasy. Siedziałem na meczu, podziwiałem go, później dostałem jego koszulkę. Nie pamiętam, czy w ogóle przespałem wtedy noc. To ogromny zaszczyt, przejąć ją po nim.

O wałbrzyskim charakterze:

- Wałbrzyski charakter to walka do ostatniej sekundy meczu, niezależnie od wyniku. Jak to mówią niektórzy kibice: „gryziemy parkiet do końca”. My, Górnicy, mamy to chyba we krwi, bo od początku, na każdym szczeblu szkolenia uczyliśmy się tego, czym jest ten górniczy charakter. Każdy, kto przychodzi, uczy się od nas. Bycie kapitanem to przekazanie drużynie tych wartości, to jest najważniejsze. To, co „Glapa” przekazywał mnie, odkąd byliśmy w jednym zespole. To samo staram się przekazać chłopakom, ciągnąć jego historię.

O historycznym meczu nr 233:

- Nie miałem pojęcia, nie liczę tego. To zabawy statystyczne, ale to bardzo miłe. Nie sądziłem, że minęło tyle czasu i jestem w szoku. Kiedyś nie było głośno o rankingach, liczyła się tylko gra w koszykówkę. Jak udało się jeszcze w pierwszej drużynie, to było spełnienie marzeń. Teraz kibice żyją statystykami i to jest fajne. To zaszczyt być w tej dziesiątce – wystarczy popatrzeć, jakie nazwiska są obok. Jestem szczęśliwy.

Najwięcej oficjalnych meczów w barwach Górnika:

1. Rafał Glapiński (1998-2009, 2013-2020) – 456

2. Zenon Kozłowski (1974-1990) - 424

3. Tadeusz Reschke (1976-1988) - 360

4. Mieczysław Młynarski (1974-1986) - 330

5. Jerzy Żywarski (1980-1995) - 321

6. Marcin Sterenga (1996-1998, 1999-2006, 2009-2011) - 269

7. Stanisław Kiełbik (1976-85, 1987-91) – 267

8. Maciej Buczkowski (1986-1997) – 249

9. Wojciech Krzykała (1978-1988) – 239

10. Andrzej Neumayer (1996-2006) – 233

11. Bartłomiej Ratajczak (2009-11, 2013-) -232


Czytaj także:


ALFABET KAPITANA. RAFAŁ GLAPIŃSKI OD A DO Z

GÓRNIK - KSIĘŻAK - ZAPOWIEDŹ