W sobotę, 9 listopada o godz. 17 Górnik Trans.eu Wałbrzych podejmie w Aqua Zdroju Miasto Szkła Krosno. Czy biało-niebiescy ponownie dostarczą kibicom niezapomnianych wrażeń?

W sporcie, jak w życiu.

Trzeba mieć czasem szczęście.

Gracze Energi Kotwicy Kołobrzeg oddali w ostatnich 25 sekundach meczu z Górnikiem try rzuty. Najpierw z rogu spudłował Bartosz Wróbel, a później dwa razy pomylił się Łukasz Bodych. Najpierw z półdystansu, gdy zawieszona przez niego w powietrzu piłka odbiła się od obręczy, następnie niemal spod samego kosza, po próbie półhakiem. Górnik zwyciężył 76:74.

W Prudniku piłka meczowa także była po stronie rywali. Przy stanie 85:83 dla wałbrzyszan Tomasz Nowakowski złapał podanie w kontrze, ale na jego drodze wyrósł niczym z podziemi Grzegorz Kulka, który w ostatniej chwili ustawił stopy minimalnie za półkolem szarży. Rosły Nowakowski wpadł na skrzydłowego Górnika, a sędziowie bez zawahania odgwizdali faul ofensywny. Na jedną sekundę przed końcem meczu piłka trafiła do ekipy Łukasza Grudniewskiego, kolejne zwycięstwo Górnika w dreszczowcu stało się faktem, choć miejscowi kibice byli przekonani, że Kulka nie zdążył zająć legalnej pozycji w defensywie.

W dwóch ostatnich ligowych grach biało-niebiescy uciekali spod gilotyny w dość spektakularny sposób. Nie po raz pierwszy. W kwietniu 2010 roku ograli w podobnych okolicznościach MOSiR Krosno. W decydującym o utrzymaniu w 1. lidze spotkaniu wałbrzyszanie wygrali 70:69. 19 punktów zanotował Krzysztof Jakóbczyk, 13 „oczek” i 10 zbiórek dorzucił Marcin Wróbel, a cały mecz na ławce przesiedzieli młodzi Damian Pieloch i Bartłomiej Ratajczak. W tym rozegranym w Łańcucie, w środku tygodnia meczu naszych wspierała sześcioosobowa grupa. Na minutę przed końcową syreną wystrzelił im przypadkiem szampan. Na szczęście kilka chwil później było co świętować.

Szczęście ma to do siebie, że trzeba mu pomagać.

Zespół z Krosna dziewięć i pół roku temu o tym zapomniał, trafiając ledwie 35% rzutów z gry.

Wielką górniczą ucieczkę spod gilotyny pamięta Dariusz Oczkowicz. Rzucający z Krosna zdobył wtedy ledwie 6 punktów w niecałe 19 minut na parkiecie. Dziś już 38-letni, ale wciąż odgrywa dużą rolę w Mieście Szkła i w sobotę będzie miał okazję na dobre wyrzucić z pamięci tamto gorzkie wspomnienie. Dla Oczkowicza sobotnie starcie będzie pozbawione sentymentów.

Dla nowego trenera Miasta Szkła, Marcina Radomskiego będzie aż nadto sentymentalnie. W 2018 roku wprowadził przecież niespodziewanie Górnika do 1. ligi, a w kolejnym sezonie zaskakująco awansował z nim do play-off, urywając jeden mecz Śląskowi. Prowadzony przez niego Górnik imponował konsekwencją i był groźny dla każdego. W Aqua Zdroju Radomski może spodziewać się gorących uścisków oraz serdecznych usciśnięć dłoni ze strony wałbrzyskich kibiców.


Górnik pokonał Księżaka Łowicz i awansował do 1. ligi. Trener Radomski podrzucany przez kibiców


Prawie dwuletnią przygodę w biało-niebieskim trykocie ma za sobą także Krzysztof Spała, pierwszy rozgrywający krośnieńskiego klubu. To właśnie w Wałbrzychu, jako żołnierz trenera Radomskiego, wypłynął na szersze wody. W przeszłości sam pomagał biało-niebieskim uciec spod ostrza. W ćwierćifnale gry o awans do 1. ligi Górnik miał u siebie problemy z Żubrami Białystok, ale jego celna „trójka’ z narożnika na 30 sekund przed końcem pozwoliła odjechać na 65:58 i przetrzeć szlak dla kolejnych wygranych. Pod Chełmcem popularny „Lonzo” nie słynął z osiągnięć strzeleckich, ale przydawał się, gdy zespół tego potrzebował. Jak na przykład w drugim meczu play-off ze Śląskiem, gdy zdobył 18 punktów (7/11 z gry). Choć wspominamy go z sentymentem, to w sobotę Spała będzie już po drugiej stronie gilotyny.

W sobotę wałbrzyszanie muszą zostawić gilotynę w szatni. Postawienie przez Górnika sprawy na ostrzu noża może wiązać się ze sporym ryzykiem. Miasto Szkła wygrało przecież cztery z ostatnich pięciu ligowych meczów.  Ekipa z Podkarpacia ma kim straszyć. Marcin Dymała, dobry znajomy Spały z którym gościł latem na wałbrzyskim turnieju streetballa Alkatraz, w 2017 roku został wybrany do najlepszej piatki 1. ligi, rok później wygrał te rozgrywki w barwach Spójni Stargard. Jego klubowym kolegą był wtedy Alan Czujkowski, dziś najlepszy strzelec Miasta Szkła. Jakby tego było mało, obok tej dwójki występuje Paweł Śpica, triumfator 1. ligi w barwach Astorii Bydgoszcz w poprzednim sezonie.

Szczęście podobno sprzyja lepszym.

Kto w sobotę będzie miał go więcej? Czy nasi znowu będą zmuszeni uciekać spod gilotyny czy może ich katem okaże się szanowany w mieście Marcin Radomski?