W aktualnym numerze tygodnika "WieszCo" cofnięto się o blisko 40-lat do początku lat 80-tych. Prezentujemy artykuł "Pukając do raju bram", z tak miłymi wspomnieniami, również dla naszych czytelników.

Jedni liczą mistrzostwa Polski, inni tylko sezony gry w ekstraklasie. My w Wałbrzychu zaliczamy się do tych drugich i z łezką w oku wspominamy lata 80. w wykonaniu piłkarzy Górnika. Pamiętacie te mecze, gdy na stadionie na Nowym Mieście zasiadało nawet 30 tys. kibiców? Ech, co to były za czasy?!

Żeby zrozumieć fenomen piłkarskiego Górnika z lat 80. trzeba cofnąć się o kilka lat. Pamiętajmy, że w 1968 i 1973 roku wałbrzyszanie zdobyli mistrzostwo Polski juniorów. Później ci młodzi chłopcy ławą wchodzili do zespołu seniorskiego, stanowiąc o jego sile. A miejscowi fani identyfikowali się z piłkarzami, których znali na co dzień. Pokażcie nam dzisiaj taki model szkolenia na poziomie I ligi.


Historyczny, bo zakończony awansem Górnika do I ligi, sezon 1982/83. W górnym rzędzie stoją od lewej: Walusiak, Kowalski, Sysiak, Kosowski, Wójcik, Krawiec, Zięba, L. Spaczyński, Bylicki, Fechner, Jowik, Sobek, Majewski. W dolnym rzędzie od lewej: Rycek, Śpiewak, Gniewek, Drygalski, Biernacki, R. Spaczyński, Faryna, Pełka, Rusiecki.

Nim zaczniemy się rozpływać nad formą drużyny, sukcesem jaki był awans do I ligi i pierwszym sezonem występów na najwyższym szczeblu rozgrywek, przeanalizujmy, co działo się wcześnie. Przed startem drugoligowego sezonu 1980/81 największym osłabienie Górnika stało się odejście najskuteczniejszego strzelca zespołu, Henryka Janikowskiego, który przeniósł się do Stali Mielec. Z drużyną pożegnali się też Paździor, Janisz i Kwiatkowski. Ten ostatni razem z Janikowskim w poprzednim sezonie zdobyli dla biało-niebieskich łącznie 22 z 32 goli. Drużyna straciła swoje dwa kły. Atak, który zapewniał im sporą ilość trafień. Do Wałbrzycha natomiast powrócił po 4 latach występów w Stoczniowcu Gdańsk, Krzysztof Truszczyński, ale rozgrywki nie były udane w wykonaniu biało-niebieskich. Zespół oparty głównie na młodzieży ledwo utrzymał się przed spadkiem. W trakcie sezonu Józefa Majdurę na ławce trenerskiej zastąpił Horst Panic. To było najlepsze posunięcie tamtych czasów.

Rok później drużyna okrzepła, a szkoleniowiec coraz chętniej zaczął korzystać z młodych piłkarzy. Dawał szansę braciom Spaczyńskim (Leszkowi i Ryszardowi), a także Farynie, Fechnerowi i Ryckowi. Panic zaufał też w pełni Leszkowi Kosowskiemu, który stał się pierwszym bombardierem drużyny. Górnicy zajęli 8 miejsce w lidze, a po 10 goli dla biało-niebieskich zdobyli wówczas Kosowski z Truszczyńskim.


Sezon 1983/1984, mecz Górnik Wałbrzych – Pogoń Szczecin (1:1). Od lewej Ryszard Spaczyński, Marek Leśniak (w wyskoku), Sławomir Majewski, Ryszard Walusiak.


Po przeciętnym, ale dość spokojnie przebiegającym poprzednim sezonie, przed startem rozgrywek 1982/83 Horst Panic w wywiadach oraz rozmowach z klubowymi działaczami zaczął podkreślać, ż ma zgrany i na tyle dobry zespół, że stać go na awans do I ligi. Słysząc te słowa wielu uśmiechało się pod nosem. Inni patrzyli po sobie z niedowierzaniem, co też szkoleniowiec wygaduje. Z tymi żółtodziobami chce zawojować ekstraklasę? Panic w trakcie letniego okresu przygotowawczego tylko utwierdził się w przekonaniu, że te „młode wilczki” mogą wiele. Kosowski był jego pierwszym wyborem w ataku. Koledzy z drużyny i kibice często serdecznie uśmiechali się mówiąc, że „Kosa” może zdobyć gola nawet sznurowadłem, a złośliwi wytykali mu, że to nie on strzela gole tylko piłka trafia go w polu karnym. Tak czy siak Kosowski wpisywał się na listę strzelców jak na zawołanie. A czyż nie tego wymaga się od skutecznego napastnika? Od startu II ligi piłkarze z Wałbrzycha nadawali ton rywalizacji.


Wrzesień 1983 roku. Mecz Górnika w ekstraklasie z Bałtykiem Gdynia. Widoczny, doskonale wszystkim znany zegar stadionowy.

Golili” rywala za rywalem. Wielkie wrażenie na piłkarskiej Polsce zrobiło zwycięstwo Górnika nad prowadzonym przez byłego szkoleniowca wałbrzyszan, Stanisława Świerka, Zagłębiem Lubin. Miedziowi polegli na Nowym Mieście 1:5. W przedostatniej kolejce rundy jesiennej podopieczni trenera Panica podejmowali Olimpię Poznań. Lider grał z wiceliderem, a na stadionie zasiadło wówczas ok. 15 tys. kibiców. W mieście powoli zaczynała się moda na piłkarskiego Górnika. Ten boom za rok miał osiągnąć apogeum. Górnicy zmietli poznaniaków, zwyciężając 3:0. Po pierwszej rundzie nasi byli liderem. W przerwie zimowej skład zespołu uzupełnił jedynie Mirosław Rusiecki, który przyszedł z Gwardii Szczytno. Panic zaskoczył wtedy wszystkich mówiąc, że nie potrzebuje większych zmian w składzie, bo ma zgraną „pakę”. Wiosna potwierdziła, że miał rację. Zespół grał wybornie, a sprawa awansu rozstrzygnęła się na dwie kolejki przed końcem sezonu. Gdy biało-niebiescy wygrali u siebie z Arkonią Szczecin, a Zagłębie Lubin przegrało na własnym boisku z Piastem Gliwice. Co do lubinian, Górnik także wiosną potwierdził swoją dominację na tą ekipą. Wygrywając na wyjeździe 1:0 po celnej główce Leszka Kosowskiego. Za awans piłkarzy, ówczesny prezes wielosekcyjnego klubu, Tomasz Bernatt, przyznał zawodnikom nagrody. Mieli sobie wybrać jeden z… ekskluzywnych jak na tamte czasy sprzętów: pralkę automatyczną, lodówkę, telewizor lub segment.

Nim rozpoczął się debiutancki sezon Górnika w I lidze udało się dokonać kilku ciekawych transferów. Po 5 latach gry w Stali Mielec do Wałbrzycha wrócił Włodzimierz Ciołek. Sprowadzono też z Pogoni Szczecin Zbigniewa Stelmasiaka. Ponadto dołączyli do drużyny Janusz Łukaszewski z Zagłębia Wałbrzych i Marek Gawryszewski z Zagłębia Lubin. Na transfery Ciołka i Stelmasiaka kopalnia „Wałbrzych”, która finansowała wszystkie sprawy związane z działalnością klubu, wydała niecałe 4 mln zł. Dla porównania Widzew Łódź, sprowadził Dariusza Dziekanowskiego, płacąc 21 mln zł. Nim odbyła się inauguracja działacze z Wałbrzycha musieli się nagimnastykować, by zatrzymać pod Chełmcem Leszka Kosowskiego. Króla strzelców II ligi z poprzedniego sezonu. Parol zagięli na niego bowiem w Śląsku Wrocław. Pod pozorem odbycia służby wojskowej „Kosa” miał przejść do stolicy Dolnego Śląska. W Wałbrzychu na wieść o tym zawrzało. Panic nie zamierzał oddawać swojego najlepszego napastnika. Nakazał Kosowskiemu wyjazd na tydzień do domku kempingowym w Zagórzu Śląskim i… ukrycie się, a przedstawicielom Śląska skłamał, że zawodnik wyjechał w podróż poślubną. Prawdą było, że piłkarz wziął niedawno ślub, ale nigdzie nie pojechał, tylko indywidualnie trenował w Zagórzu. Do dziś nie wiemy jak udało się ten fakt utrzymać w tajemnicy. Teraz to byłoby raczej niemożliwe. Faktem jest, że tydzień wystarczył, żeby „załatwić” Kosowskiemu odroczenie od służby wojskowej i zawodnik mógł wrócić do swojego macierzystego zespołu.


W sezonie 1982/83 Leszek Kosowski został królem strzelców II ligi. Zdobył 18 goli.

Inauguracja I ligi wypadła 6 sierpnia 1983 roku. Pierwszym przeciwnikiem ekipy trenera Panica był GKS Katowice. Wałbrzyszanie wyglądali na stremowanych i po golu Jana Furtoka przegrywali. Ostatecznie jednak zwyciężyli 3:1. Potem przyszła porażka na wyjeździe z Pogonią Szczecin i pamiętny mecz „na wodzie” z Wisłą Kraków. Przed spotkaniem nad stadionem na Nowym Mieście przeszła potężna ulewa, a gracze obu zespołów grali po kostki w wodzie. W tych trudnych warunkach krakowianie objęli prowadzenie po golu Andrzeja Iwana, ale później popis dał Ciołek, strzelając 4 gole i prowadząc swój zespół do wysokiego triumfu nad Białą Gwiazdą. Ku uciesze blisko 30-tysięcznej rzeszy kibiców. Tydzień później nasza drużyna upokorzyła we Wrocławiu Śląsk zwyciężając 3:0, a biało-niebieskich dopingowało na wyjeździe ok. 10 tys. kibiców z Wałbrzycha! Po wygranej w 5 turze gier nad Szombierkami, biało-niebiescy zostali liderem tabeli. Podopieczni trenera Panica zachwycali i grali na nerwach uznanym rywalom – Widzewowi, Lechowi, czy Legii. Z warszawiakami Górnik wygrał u siebie 4:1! Gdy na początku starcia po jednym z fauli rywali sędzia podyktował dla wałbrzyszan rzut wolny, do piłki ustawionej kilka metrów za linią pola karnego, podszedł Ciołek. Strzał i gol. Arbiter z niewiadomych powodów gola nie uznał i nakazał powtórzenie wolnego. Kazimierski podśmiewał się pod nosem. Z jego miny można było wyczytać: „No i co cwaniaczku, teraz pokaż, co potrafisz”. Ciołek jeszcze raz uderzył – znów „widły”! Wściekły bramkarz Legii cisnął rękawicami o murawę, a na trybunach szalało (według różnych źródeł) nawet 35 tys. fanów! Ludzie siedzieli na drzewach, dachach okolicznych budynków, zwisali z płotów. Dziś nie do pomyślenia. Dzięki takim występom wałbrzyszanie zostali mistrzami jesieni. Kibice w Polsce przecierali oczy ze zdziwienia. Beniaminek był liderem tabeli I ligi.

Wiosna okazała się zdecydowanie gorsza. W rundzie rewanżowej nasz zespół zdobył tylko 9 pkt, większość meczów przegrywając lub remisując. Jedyne zwycięstwo Górnicy odnieśli w ostatniej kolejce przeciwko Ruchowi Chorzów. Debiutancki sezon w I lidze zakończyli na 6 pozycji, zdobywając 31 pkt (11 zwycięstw – 9 remisów – 10 porażek) i legitymując się bilansem bramkowym 40:35. Na osłodę królem strzelców ligi został Włodzimierz Ciołek, który 14 razy trafiał do siatki przeciwników. W całym sezonie biało-niebieskie barwy przywdziewało łącznie 22 zawodników, ale tylko dwóch z nich rozegrało wszystkie mecze w pełnym wymiarze czasu. Byli to Krzysztof Truszczyński i Ryszard Walusiak, którzy trafili do ekskluzywnego „Klubu 2700”, którego klasyfikację prowadziła redakcja tygodnika Piłka Nożna.

Tekst: Tomasz Piasecki

Fot. użyczone (Archiwum prywatne Ryszarda Walusiaka, Krzysztofa Truszczyńskiego i Leszka Kosowskiego)


Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie pdf na stronie www.wieszco.pl