Grzegorz Miecugow i Marek Przybylik ponownie po 2 latach odwiedzili Starą Kopalnię, żeby spotkać się z sympatykami „Szkła kontaktowego”.

- Przyjechał z nami wóz transmisyjny TVN, który dziś jest w Starej Kopalni, a jutro będzie na festiwalu kwiatów w zamku Książ. Poprosiłem, żeby w dzisiejszym wydaniu „Faktów” pierwszy materiał był z Wałbrzycha, żeby pokazać typowe miejsca Wałbrzycha i jego typową pogodę – zażartował na wstępie Grzegorz Miecugow. Starą Kopalnię otaczały zaspy topniejące w ulewnym deszczu i temat pogody zdominował początek spotkania. – Podczas prowadzenia swojego programu zauważyłem, że z widzami można rozmawiać o wszystkim: jakie kto ma nadzieję, o kobietach, mężczyznach, o wakacjach, o kotach. Chociaż, jeśli mówimy o wakacjach, zauważyłem, że tradycyjny sezon ogórkowy w Polsce zamarł, praktycznie przestał istnieć. Politycy nigdy nie ustają w pisaniu nam scenariuszy.

Prowadzący „Szkła” przypomniał historię programu, który, jak mówił, początkowo trwał tylko 20 minut i miał zejść z ekranu po kilku miesiącach. Obaj z Markiem Przybylikiem opowiadali też o swoich karierach aktorskich. W spektaklu „Trójka do potęgi” Wojciecha Malajkata Grzegorz Miecugow zagrał rolę policjanta prowadzącego śledztwo w sprawie nielegalnych ślubów, a Marek Przybylik „role chodzone z prawej strony sceny na lewą”. W wieku 51 lat Miecugow zagrał też w „Rysiu” Stanisława Tyma rolę „młodego policjanta z Suwałk”, a Marek Przybylik w tym samym filmie dostał rolę „lekarza Wyjątkowego”. – Jednak, jak już miałem zagrać, to kichnąłem i już się nie zobaczyłem w filmie – mówił. Grzegorz Miecugow zagrał też króla w „Kopciuszku” Krystyny Jandy. Wszystkie te role obaj prowadzący pamiętają do dziś, bo składały się z dwóch lub trzech słów.

Obaj panowie opowiadali też o momentach, w których ktoś ich „ugotował”, czyli sprawił, że przy wejściu na antenę na żywo nie mogli utrzymać powagi. W przypadku Grzegorza Miecugowa było to sformułowanie pewnego posła, że „zawieszony został członek z ramienia” i próba zaprezentowania Artura Andrusa, który po jego słowach: „Wszyscy pana znają, pana nie trzeba przedstawiać” kłaniając się powiedział: „Julio Iglesias”.

Ale temat spotkania zdominowała oczywiście polityka. Grzegorz Miecugow zadeklarował niechęć wobec narzucanych poglądów politycznych: – Ostatnio publiczność w studiu mocno krytycznie odniosła się do moich słów, że Mateusz Kijowski jest obciążeniem dla KOD-u. Dziś ode mnie oczekuje się bardzo jasnych deklaracji, że jeśli jestem przeciw PIS-owi, to muszę być za PO. Nie chcę być często za PO.

Chociaż, jak dodał twórca „Szkła kontaktowego”, gwałtowna polaryzacja społeczeństw pod względem politycznym jest tendencją ogólnoświatową – podobnie było w Wielkiej Brytanii ze zwolennikami i przeciwnikami Brexitu czy w USA z elektoratem Hillary Clinton i Donalda Trumpa. – Frazeologia jest tam podobna, jedni dla drugich to albo oszołomy, albo zdrajcy – mówił Grzegorz Miecugow. – Ludzie po obu stronach barykady mają swoje książki, swoje filmy, swoje czasopisma i gazety, żyją w różnych światach. Jednak trudno to zrozumieć, jeśli dwaj kumple ze szkolnej ławy, którzy zawsze porozumiewali się bez słów, nagle są po dwóch różnych stronach i kompletnie się nie rozumieją. To jest dziwne, że ludzie nie umieją ze sobą rozmawiać, a pytanie o poglądy jest odbierane jako ironia czy agresja.

 

Tekst i foto: Magdalena Sakowska