Nie każdy może szyć ubiory do filmu kostiumowego. Być częścią wielkiego projektu, tworzyć coś od podstaw, by pasowało do realiów dawnej epoki. Tak jak Urszula Nowicka, właścicielka Artystycznej Pracowni Krawiectwa i Rękodzielnictwa UL-KA. Pracując przy niemieckiej produkcji „Biały Dom nad Renem” spełniła swoje marzenia. Artykuł z ostatniego numeru tygodnika "WieszCo".


Kiedyś krawiec to był ktoś, a dziś?

- Kiedyś był bardzo szanowaną i poważaną osobą posiadającą pewne umiejętności, których inni nie mieli. W krawiectwie niezbędna jest wyobraźnia przestrzenna, zmysł artystyczny, znajomość tkanin i wielu technik szycia. Dobry krawiec posiadający te cechy zawsze był i będzie poszukiwany. Przy obecnym zalewie rynku wyrobami wątpliwej jakości szukamy coraz częściej idealnie skrojonych i starannie uszytych ubrań. Cieszy mnie, że dziś ludzie coraz częściej doceniają pracę dobrego krawca.


Dobrze, ale wielu po obejrzeniu filmów w internecie, powie „co za problem coś uszyć”?

- W porządku, filmów instruktażu szycia jest w internecie bardzo dużo, ale jest małe „ale”. Proszę pamiętać, że krawiectwo to nie tylko cięcie i zszycie dwóch kawałków materiału. To coś więcej. I tego właśnie uczę w swojej pracowni. Od kursu podstawowego do zaawansowanego nauczania kunsztu krawieckiego. Od projektowania do uszycia konkretnego projektu.

Chce Pani powiedzieć, że uszycie czegoś to jedno, ale jest jeszcze zaprojektowanie i wykrojenie?

- Dokładnie tak! Niektórym wydaje się, że to nic trudnego. Kawałek materiału, nici i gotowe. Uszycie to jedno, ale najważniejsze w krawiectwie jest krojenie. Jeżeli krawiec nie wykona dokładnej konstrukcji na wymiar i nie zrobi dokładnego szablonu, to nie będzie w stanie zszyć danego projektu ponieważ…

...nic nie będzie pasować?

- Właśnie (śmiech)

Czy krawiectwo to sztuka?

- Nie chcę, żeby nie zabrzmiało to nieskromnie, ale tak. To jest sztuka indywidualnego podejścia do każdej wykonywanej rzeczy i na każdym etapie jej tworzenia. Sztuka oparta na znajomości tkanin i technik szycia. Od czego artysta zaczyna tworzyć swoje dzieło? Od pomysłu, który powstaje w jego głowie. Następnie tworzy projekt, zarys, pewnego rodzaju szkic tego co chce stworzyć. Wykonuje wzór, szablon, a na jego podstawie tworzy dzieło końcowe. To tak jak dobry krawiec. Taki miałam zamysł, gdy powstawała moja pracownia. To było moje marzenie, żeby moje krawiectwo było sztuką… malowania igłą.

Kiedyś moja córka dostała na urodziny w prezencie ręcznie zrobionego konika. Czy ta piękna maskotka mogła pochodzić z Pani pracowni?

- Możliwe, że zabawka pochodziła z mojej pracowni. Od początku działalności dbałam o wykonywanie mięciutkich przytulanek uszyte i wykończonych z nieuczulających materiałów. Dodam, że materiały zawsze kupuję od polskich producentów, bo uważam, że są to bardzo dobre jakościowo tkaniny oraz dlatego aby każdy mój asortyment miał wszytą metkę. Gdy wróci Pan do domu proszę sprawdzić, czy konik ma metkę UL-KA.

Na pewno sprawdzę, ale czy ja słyszę w głosie dumę ze stworzenia pracowni UL-KA?

- Absolutnie, jestem z niej niezwykle dumna. Pracownia powstała prawie 7 lat temu w domu za czasów kiedy szyłam przy biurku. Zaczynałam od tworzenia toreb zakupowych, torebek i różnych torebeczek. Gdy w mieszkaniu zrobiło się ciasno, otworzyłam mały punkt, wtedy też zajęłam się rękodziełem, nauką szycia i znów... zabrakło miejsca. Wówczas zrealizowałam marzenia i otworzyłam obecną moją pracownię. Dodam, że wszystko co mam, to tyko efekt mojej cięzkiej pracy, bez żadnej dotacji.

Jakie najdziwniejsze zadanie otrzymała Pani do wykonania?

- Hm (dłuższa chwila namysłu). Uszycie maskotki o wymiarach dorosłego człowieka dla Szkoły Mistrzostwa Sportowego koszykarek, grających notabene w I lidze. Było to nie tyle wyzwanie, ale zadanie wymagające przewidywania działań jakie będą w tym kostiumie wykonywane. Musiałam go od podstaw zaprojektować, żeby osoba przebierająca się w maskotkę, czuła się komfortowo, mając pełną swobodę ruchów skacząc, biegając i tańcząc. Musiałam dobrać odpowiednie tkaniny zarówno dla warstwy zewnętrznej kostiumu jak i wewnętrznej. Najfajniejsze było to, że sama zawiozłam tę maskotkę do Warszawy, bo była to niespodzianka dla dziewczyn.




Podobno niektóre stroje na Festiwale Kwiatów, to też wyroby pracowni UL-KA?


- Prawdą będzie gdy powiem wykorzystanych podczas Festiwalu Kwiatów. Dla Książa uszyłam dwie suknie z czasów średniowiecznych, takie piękne z pelerynami z aksamitu. Dziewczyny ubierają je prawdopodobnie w trakcie imprez z okazji Św. Mikołaja. Uszyłam ponadto piękne długie spódnice do oprowadzania gości o zamku. Najciekawsza była halka uszyta z 20 metrów tiulu. Proszę mi wierzyć, wszystko wyglądało cudownie.

Akurat to zlecenie pomogło trafić do filmu, czy to był przypadek?

- Trochę przez polecenie, a ciut przez przypadek. To było dla mnie olbrzymie przeżycie, że trafiłam na plan filmu „Biały Dom nad Renem”. Chociaż muszę przyznać, że stroje z dawnych epok były dla mnie i są motywacją do powstania wielu projektów. A zarazem kocham kostiumy z lat 30. XX wieku. Mogłabym cofnąć się w tamte czasy. Przy filmie poznałam niesamowitych ludzi, czołowych kostiumografów z Polski i Czech.

No to jak to jest szyć stroje do dużej niemieckiej produkcji kostiumowej?

- Najpierw siedziałam w garderobie statystów, a po prawie dwóch tygodniach byłam już w garderobie aktorskiej i wraz z inną krawcową szyłyśmy od początku kostiumy i przerabiałyśmy te istniejące dla głównych bohaterów filmu. Współpraca z tak dużą niemiecką produkcją kostiumową była dla mnie ogromną lekcją. Poznałam metody pracy nad kostiumami historycznymi. Praca wymagała ode mnie znajomości technik szycia sprzed prawie 100 lat, znajomości ówczesnych trendów mody, ówczesnych sposobów doboru dodatków, chociażby obuwia czy sposobu wszywania guzików.

To chyba było niesamowite?

- Mało powiedziane. Proszę sobie wyobrazić, że szyjąc kostium na przykład tancerki estradowej z tamtej epoki, musiałam ręcznie wykonywać każdy najdrobniejszy element jej stroju. Czułam się wtedy jak ryba w wodzie. Premiera filmu „Biały Dom nad Renem” ma odbyć się jeszcze w tym roku i czekam na nią z niecierpliwością. Fabuła filmu opowiada losy bohaterów na przestrzeni 100 lat więc przekrój przez epoki modowe był ogromny. Z tego wynikała ilość powstałych kostiumów.

Czeka Pani, żeby zobaczyć aktorów na dużym ekranie w „swoich” kostiumach?

- Stroje, które były wykorzystywane w filmie, a które nie wyszły spod naszej ręki, wypożyczano ze wszystkich wytwórni filmowych z całej Europy i tu powrócę do kunsztu krawieckiego. Musiałyśmy dokładnie poznać tkaniny jakie wówczas wykorzystywano. Niewiarygodne jak precyzyjne szycie wtedy wykonywano. To były produkty najwyższej jakości. Nie to co teraz.

Skoro lubi Pani rekonstrukcje, to może najwyższy czas wziąć się za odtwarzanie strojów księżnej Daisy?

- Taka rekonstrukcja byłaby niewątpliwie wspaniałym przedsięwzięciem i być może niedługo podejmę rozmowy z zarządem Zamku Książ na temat realizacji pewnego mojego pomysłu. Ale na razie są to plany, o których głośno nie chcę jeszcze mówić. Niech to pozostanie tajemnicą, żeby później stało się niespodzianką.

Co jest trudniejsze odtworzyć ubranie z epoki na wzór tego, które się widzi, czy stworzyć coś od początku?

- Najtrudniejsze jest to… pytanie (śmiech). Jedno i trudne nie jest łatwym zadaniem. Weźmy wykonanie od podstaw nowego ubrania. Trzeba stworzyć szablon, projekt, dochodzą liczne przymiarki, żeby efekt końcowy był zadowalający. I tutaj wracam do początku naszej rozmowy. Zarówno odtwarzając ubranie jak i szyjąc je od nowa potrzebujemy wielkiej wyobraźni przestrzennej i znać techniki szycia. Nie wszyscy to potrafią.


Rozmawiał Tomasz Piasecki
Fot. użyczone (Archiwum Urszuli Nowickiej)


Czytaj też:
Wałbrzych: Roman Świst wie wszystko o historii pożarów i strażyChełmiec Wodociągi Wałbrzych: dziewczyny mają moc!Wałbrzych: z Wandą Radłowską o sytuacji seniorów Dementuję pogłoski, że broda to wynik przegranego zakładu Obwodnica Wałbrzycha w 2022? Rzecznik Budimexu o problemach (FOTO)

Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie PDF na stronie www.wieszco.pl.