Jak to jest będąc na emeryturze zacząć robić karierę w internecie? Pytamy o to przewodnika Andrzeja Partykę, który na tiktokowym kanale Starej Kopalni robi prawdziwą furorę. Niektóre filmy z jego udziałem mają grubo ponad milion wyświetleń. Trudno się dziwić, skoro były górnik opowiada „z jajem” o pracy na kopalni. Artykuł z ostatniego wydania dwutygodnika "Wiesz Co".


Jeszcze trochę i popularności w sieci będą Panu zazdrościć Janusz Gajos i Marek Kondrat...

- Chyba jest to niemożliwe (śmiech). To są aktorzy, prawdziwi aktorzy, a ja jestem amatorem, który tylko występuje w krótkich filmach. W życiu mi nie będą zazdrościć, jednak mam nadzieję, że może kiedyś odwiedzą Starą Kopalnię.

Ale faktem jest, że niektóre filmy na TikToku z Pana udziałem mają ponad milion wyświetleń. Skąd ten fenomen?

- Trudno mi zdefiniować, skąd się to wzięło. Ludzie w sieci potrzebują czegoś mniej poważnego. Nie chcą już martyrologii. To, co oglądają na migawkach, ma być pokazane z uśmiechem i jak to się mówi „z jajem”. Praca w kopalni jest bardzo ciężka, moje i kolegów doświadczenia są ciężkie, były tragedie i śmierć, jednak staram się pokazywać Starą Kopalnię w dostępny dla turystów sposób. Czasem z przymrużeniem oka. Pokazać, jak to wyglądało naprawdę, my nie byliśmy przecież cały czas poważni, lubiliśmy żartować – może to kwestia niebezpiecznej i trudnej pracy? Osobiście te moje występy na TikToku są dla mnie swego rodzaju ciekawostka, nowością, bo sam nie korzystam z internetu.

O, a to zaskoczenie! Ktoś jednak wymyślił Andrzeja Partykę jako bohatera filmików promujących Starą Kopalnię?

- Kanał naszego kompleksu działa od roku, szukano tej przestrzeni dla tej instytucji. Okazało się, że filmiki z moim i kolegów przewodników udziałem cieszyły się największym zainteresowaniem. Na początku był film na Walentynki lub na Dzień Przewodnika Turystycznego, a później już poszły nagrania ze mną. Nasz dział marketingu szukał nowych możliwości, jak zaprosić kolejnych turystów do Starej Kopalni i postanowiono do tego wykorzystać przewodników. I tak pewnego dnia przyszła do mnie koleżanka z marketingu i powiedziała „Chodź, Andrzejku, coś nagramy”. I dzisiaj udzielam kolejnego wywiadu o Starej Kopalni i TikToku, istne szaleństwo.

Co Pan pomyślał w pierwszej chwili, gdy usłyszał, że ma przemówić do fanów z internetu?

- Ja tego nie traktuję jako przemowy do fanów, tylko jako przekaz do ludzi. Na co dzień robię właściwie to samo, bo od kilku lat oprowadzam turystów po Starej Kopalni, więc traktuję te filmiki identycznie. Tylko zamiast mówić do turystów obok, wypowiadam się do kamery, a później tysiące osób ogląda mnie w telefonach i komputerach.

Wyszło chyba idealnie, bo jako emerytowany górnik stał się Pan z miejsca gwiazdą internetu?

- Gwiazdą…, hm nie przesadzajmy, gwiazd jest wiele, a ja to taka mała gwiazdeczka.

Jeszcze trochę i dziewczyny zaczną na ulicy prosić o zdjęcia i autografy?! A może już zaczęły?

- Zdjęcia czy autografy to może nie (śmiech), ale na przystanku czy na ulicy czasem dziwnie się mi ludzie przyglądają i wtedy się zastanawiam skąd ja te twarze znam. Ostatnio częściej słyszę od naszego marketingu, że na targach w Katowicach czy podczas innych wydarzeń promocyjnych ludzie podchodzą i mówią, że kojarzą Starą Kopalnię, bo widzieli starszego Pana z wąsem na TikToku lub pytają czy jestem z nimi. Od kilku lat marketing angażuje nas przewodników, abyśmy byli „twarzą” naszego muzeum, jednak to co zaczęło się dziać po pierwszych filmach na TikToku jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Jednocześnie bardzo mnie cieszy takie zainteresowanie wałbrzyską Starą Kopalnią.


Widać, że przed kamerą czuje się Pan swobodnie, mówi młodzieżowym językiem, zachowuje się naturalnie. To przepis na tiktokowy sukces?

- Mam dorosłego wnuka, więc jestem na bieżąco. Czuję się swobodnie, jestem u siebie, opowiadam o swojej pracy. Do ludzi trzeba mówić normalnie, nie można się spinać. I właśnie moja praca przewodnika to ułatwia. Kilka ładnych lat i wiem, jak reagują, co chcą usłyszeć i to pomaga. Turystów, których zabieram na eksplorowanie naszych podziemi mamy zarówno tych starszych, jak i młodzież oraz dzieci. Do każdej grupy podchodzimy z kolegami inaczej, starając się jak najciekawiej pokazać nasze miejsce pracy.

Mnie najbardziej spodobał się fragment filmu, w którym pada zdanie: „wierzący przeżegnać się, reszta przełknąć ślinę, ścisnąć pośladki i do dziury”. Pan ma swoją ulubioną kwestię?

- Jest ich kilka. Jednak trzeba przyjść i ze mną powędrować po kopalni. Staram się każdej grupie opowiadać trochę inaczej.

Kto pisze teksty i wymyśla, co ma pojawić się w kolejnych filmikach?

- Nikt nie pisze tekstów, to idzie z głowy.

???

- Tak, to pełna improwizacja. Pierwszy film z moim udziałem był wymyślony przez marketing w Starej Kopalni, później był też moje pomysły. Jednak jak mi przekazuje zespół, obecnie jest taka interakcja z użytkownikami TikToka, że oni również wskazują obszary, które ich interesują. Mówią mi w marketingu, że to sukces, bo w sieci wypowiadają się górnicy, młodzież i między sobą rozmawiają. Piszą o pracy w kopalni, dopytują się m.in. o sprzęty na jakich ja pracowałem i porównują to z dzisiejszymi możliwościami. Bardzo mnie to cieszy, że zaciekawiam innych tymi filmami i podobno chcą mnie więcej na tym TikToku.

A nie mówiłem, że gwiazda?

- Proszę już przestać żartować.

Ja wcale nie żartuję. Największą oglądalność zyskał dotąd film, na którym przebiera się Pan w łaźni do szychty. Osiągnął ponad 1,5 mln wyświetleń. To chyba o czymś świadczy?

- To nadal do mnie nie dociera, tym bardziej, że wyświetlenia są z całego świata. Te 1,5 mln to niewyobrażalna ilość ludzi. Nadal jestem lekko zszokowany tym wszystkim.

Moim zdaniem bardzo oryginalny jest film o... jadalnym węglu. To, co Pan kosztuje ze smakiem jest kawałkiem kaszanki czy jakimś ciastem?

- To jest ciasto „Węgiel” dostępne w naszej kawiarni Sztygarówka. Jak je zobaczyłem i pierwszy raz posmakowałem, to przyszło mi do głowy, że mamy już fanów Czarnej bułki górnika, ciastka Basia czy herbaty Gorącej Barbary, to czas na pokazanie nowości na ten sezon turystyczny. Podziemia, węgiel i nasze ciasto w kostce słodkiego węgla wydawały się idealnym pomysłem, a ciasto jest doskonałe to i film się spodobał. Musicie w WieszCo spróbować.

Obiecujemy. A tak na poważnie, filmy na Tik Toku to chyba potężna promocja Starej Kopalni, w której jest Pan przewodnikiem?

- Taki był cel. Były krótkie filmy z niedostępnych miejsc dla turystów w trakcie pandemii, także spotkania na żywo na Facebooku, odpowiadaliśmy na pytania o tradycję, wspominaliśmy Barbórkę, a teraz jest TikTok. Bardzo mnie cieszy, że mogę być częścią tej promocji, choć mam już małe obawy, kiedy widzę ludzi z marketing, co tym razem wymyślą, co mamy robić lub gdzie zjechać. To co jest ważne, w materiałach przemycamy treści edukacyjne, a o pamięć o historii również tu chodzi.

Lubi Pan opowiadać turystom o swojej pracy?

- Bardzo, to jest moje drugie życie.

Dzieci, przyjeżdżające zwiedzać obiekt nie wołają jeszcze „o, to ten górnik z TikToka”?

- Jeszcze mi się nie zdarzyło, ale to chyba kwestia czasu (śmiech).

Zastanawiałem się do niedawna jak zainteresować młodzież kopalnią, teraz już wiem, że trzeba być Andrzejem Partyką...

- Nie jestem sam. Przewodników jest kilkunastu, którzy robią porządną robotę. Młodzież jest głodna wiedzy i zainteresowana tym co tu było, tylko trzeba te wiadomości przekazywać ciekawie i z pasją. Jeżeli się zachęci odpowiednio, to młodzież słucha, a jak słucha, to zaczyna pytać i o to w tym chodzi.

Czuje się Pan kopalnią wiedzy?

- Czuję się częścią kopalni.


Rozmawiał Tomasz Piasecki

Fot. użyczone (Stara Kopalnia)



My też spacerowaliśmy po Starej Kopalni z panem Andrzejem:
Artefakty z Lisiej Sztolni, Thoreza i tajemnice magazynów [FOTO]

Inny wałbrzyszanin popularny w sieci:
Wałbrzych: emerytowany wuefista i trener z milionami odsłon



Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "WieszCo" - pełny numer tygodnika do pobrania w formacie pdf na stronie www.wieszco.pl